Sezon na inwestycyjnych guru

Dojrzały rynek byka obfituje w historie inwestycyjnych guru, często wywodzących się z zaskakujących grup demograficznych. Część z tych historii okazuje się być owocem mitomanii.

W połowie grudnia anglojęzyczna blogosfera finansowa przez kilka dni żyła historią 17-letniego ucznia szkoły średniej z Nowego Jorku, który przez kilka lat miał zarobić na amerykańskim rynku akcyjnym 72 mln dolarów. Historia okazała się owocem wybujałej fantazji 17-latka (oraz skłonności do mitomanii i oszustw – dziennikarce pokazał przecież sfałszowany wyciąg z banku) oraz nienajlepszego warsztatu dziennikarskiego reporterki NYMAG. Okazało się, że 17-latek nie zawarł nawet jednej “prawdziwej” transakcji na rynku finansowym a jego kontakt z rynkiem ograniczał się do “papierowego handlu” w ramach klubu inwestycyjnego w szkole.

The Verge opublikował artykuł o innym nastolatku ze wschodniego wybrzeża USA, który spekulując na akcjach groszowych miał zamienić 10 000 USD oszczędności w 300 000 USD. Miał tego dokonać w okresie jednego roku a większość zysków pochodzić miało z transakcji na spółce, którą kupił tuż przed rozpoczęciem mechanizmu “pompuj i rzuć”, a którą zdołał sprzedać “na górce”. Ta historia nie została do tej pory podważona.

Uważam, że nie ma powodów, by uznać wszystkie medialne historie inwestorów, którzy szybko i łatwo pomnożyli swoje pieniądze na rynku finansowym za manipulacje lub oszustwa. Jest wielu inwestorów, którzy swoją obecność na rynku zaczęli od włożenia całego kapitału w spółkę groszową i niewielka część z nich zapewne zrobiła to w idealnym momencie a niewielka część tych “szczęśliwców” zdołała sprzedać w pobliżu szczytów. Komuś zapewne się to przytrafia.

Warto zwrócić uwagę na dwie kwestie związane z popularnością medialną inwestycyjnych guru, którzy szybko i łatwo zarobili sporo pieniędzy na rynku finansowym a teraz chętnie dzielą się swoimi doświadczeniami, często za bardzo wysoką opłatą, z innymi inwestorami. Po pierwsze, popularność takich historii tworzy w umysłach innych inwestorów kotwicę dla nierealistycznych oczekiwań związanych z inwestowaniem. Dosyć częstym przypomnieniem o wygórowanych ambicjach wielu inwestorów są ich reakcje na informacje, że osiąganie 10% rocznie można traktować jako świetny wynik inwestycyjny a osiąganie 20% rocznie zapewne zapewniłoby miejsce wśród najlepszych 1% inwestorów.

W najlepszym wypadku tego typu nierealistyczne oczekiwania prowadzą do frustracji. Co prawda kilkunastokrotne czy kilkudziesięciokrotne pomnożenie kapitału w okresie kilku lat zapewne przytrafia się (słowo przytrafia się dobrze opisuje odpowiedzialne za to zjawisko) bardzo nielicznym inwestorom, tak jak wygrywanie na loterii przytrafia się niektórym graczom, ale opieranie planu finansowego na  takim scenariuszu jest nieodpowiedzialne. Dużo częściej nierealistyczne oczekiwania prowadzą do niszczących kapitał nawyków inwestycyjnych, które koncentrują się na pogoni za stopą zwrotu. Wyśrubowane koszty transakcyjne są jednym z objawów takich zachowań inwestycyjnych.

Drugi problem związany z promowanymi w mediach inwestycyjnymi guru dotyczy kwestii zaufania, a konkretnie podwójnych standardów, które stosuje w tej dziedzinie sporo inwestorów. Trudno o lepszą ilustrację wspomnianych podwójnych standardów niż przykład inwestora z Teksasu, który powierzył swoje oszczędności internetowej firmie obiecującej 1% zysku dziennie z inwestycji na rynku forex. Łatwo się domyśleć, że firma okazała się totalnym oszustwem. Wspomniany inwestor zdradził reporterowi Bloomberga opisującemu historię firmy Secure Investment, że zainteresował się ofertą spółki ponieważ po kryzysie finansowym stracił zaufanie do tradycyjnego sektora bankowego – bankierów i brokerów.

Odnoszę wrażenie, że wielu inwestorów, którzy bardzo sceptycznie podchodzą do analitycznych rekomendacji inwestycyjnych i z nieufnością analizują oferty inwestycyjne przedstawione przez bankowych doradców klienta, gotowych jest bez rzetelnego sprawdzenia zaufać promowanym w internecie albo w mediach inwestycyjnym guru, a często nawet ślepo podążać za ich rekomendacjami inwestycyjnymi. O ile dobrze rozumiem ograniczone zaufanie do przedstawicieli tradycyjnego sektora finansowego, których interesy często nie są zbieżne z interesami klientów (co pokazała na przykład sprawa polisolokat) to nie znajduję powodów by zdrowy sceptycyzm porzucać tylko dlatego, że ktoś jest spoza konwencjonalnego sektora finansowego albo wyrobił sobie opinię jego krytyka. Tymczasem wielu inwestorów “wchodzi z deszczu pod rynnę” i nierzetelne albo niekompetentne usługi banków i brokerów zamienia na firmy-widma albo wypromowanych przez media guru z wątpliwymi kompetencjami rynkowymi.

Umiejętności unikania tych i wielu innych pułapek inwestycyjnych, zdrowia (także finansowego) i pogody ducha życzę wszystkich czytelnikom Blogów Bossy.

[Głosów:44    Średnia:3.8/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *