Wszyscy jesteśmy ignorantami?

Wszyscy bez wyjątku popełniamy błędy poznawcze, to nieuniknione, w inwestowaniu pociąga to za sobą swój wymierny koszt, a tylko niektórych dość łatwo uniknąć.

 

Poprzednie dwa wpisy poświęcałem znaczeniu i przydatności ekonomii w procesie inwestycyjnym. Jednym z punktów wyjścia były moje wspomnienia o tym jak bardzo myliłem się w tym, że studia ekonomiczne staną się kamieniem milowym w zyskownym zawojowaniu giełdy. Dopiero czas i doświadczenie pokazały jak wiele innych kompetencji trzeba było po drodze nabyć, by zbliżyć się do sukcesu, albo przynajmniej dowiedzieć dokładanie gdzie biorą się jego źródła.

Taki nadmierny początkowy optymizm ma swoją dokładną etiologię w finansach behawioralnych i nazywa się „efektem Duninga-Krugera”. Ponieważ niezwykle rzadko pojawia się w literaturze, więc stwierdziłem, że warto poświęcić mu wpis, tym bardziej, że w dobie internetu stał się niemal powszechnym zjawiskiem.

Jako pierwsi zbadali go i opisali w pracy „Unskilled and Unaware of It: How Difficulties in Recognizing One’s Own Incompetence Lead to Inflated Self-Assessments” psychologowie David Dunning i jego asystent Justin Kruger z Cornell University. Ciekawostką jest to, że ich inspiracja wzięła się z napadów na banki, których dokonywał mężczyzna wysmarowany na twarzy sokiem cytrynowym, z powodu przekonań, że skoro używa się go do produkcji niewidzialnego atramentu to skuteczny będzie również w zamaskowaniu się przed kamerami. Oczywiście wywołuje to śmiech, ale często nie wiemy, że sami stajemy się czasem ofiarami podobnego podejścia do spraw wykraczających poza naszą wiedzę i kompetencje.

Dokładniej rzecz biorąc, ów błąd objawia się generalnie na dwa sposoby:

1. Dużo częstszy – zadufana ignorancja.

Ludzie wchodząc w dziedzinę, w której nie posiadają odpowiedniej wiedzy i stosownych umiejętności, dokonują zbyt przesadzonych ocen, wyciągają niepoprawne wnioski i podejmują niefortunne wybory. Co gorsza jednak, ignorancja i niekompetencja nie pozwalają im zdać sobie sprawy ze swoich błędów. Mylą się więc z dużą pewnością siebie i nie posiadają stosownej wiedzy by to dostrzec i skorygować.

2. Nieco rzadszy – relatywne niedocenianie własnych umiejętności.

W tym wypadku ludzie kompetentni w dowolnej dziedzinie nie potrafią wystarczająco tego docenić i w związku z tym wydaje im się, że to co postrzegają sami jako proste, równie łatwe jest dla innych osób.

Przypadek pierwszy jest dużo ciekawszy i często spotykany w inwestowaniu, nie tylko na poziomie początkujących. Więc kilka słów właśnie o nim.

Wspomniany wyżej David Dunning przytacza w swoich artykułach dziesiątki przykładów opisanego przez siebie efektu, niemal w każdej dziedzinie, czasem wręcz groteskowe, ale popełniane ze śmiertelną powagą. Największa luka pomiędzy niekompetencją a własnym mniemaniem o swojej wiedzy istnieje na poziomie początkujących, potem maleje wraz z sukcesywnym poznawaniem arkanów wiedzy w danej dziedzinie. Wszystko to zapewne zabrzmi znajomo również dla tych, którzy weszli kiedyś po raz pierwszy w branżę giełdową. Ale nie ma potrzeby się winić ani wstydzić za swoje braki, dysonans między kompetencjami a własnym o ich poziomie mniemaniem to zupełnie naturalny proces. Po prostu nie posiadamy na wstępie odpowiednich narzędzi oceny własnej niewiedzy a także rozpoznawania umiejętności w danej domenie u innych. Dopiero stosowny trening na to pozwala.

Gorzej jeśli ze swoją ignorancją próbujemy wyjść w świat. Ale tak właśnie działa ego, które chroni nasz system opinii i poczucie wartości. Problem robi się poważny jeśli brną w to decydenci, np. politycy, a robią to nieustannie i na wielką skalę. Mandat do rządzenia zmienia całkowicie perspektywę i w związku z tym rodzi się w nich przekonanie, że mają prawo zabierać równorzędny głos w każdej sprawie. Narażanie się na śmieszność i obnażanie niekompetencji wcale nie peszy wielu z nich, natomiast spora część publiczności i tak na to nie zwróci uwagi, ponieważ wie o dyskutowanej sprawie niewiele więcej, a bardziej przemawiają do nich emocje i sympatie polityczne. Sam osobiście marzę, że w mediach w dyskusjach na tematy inne niż społeczne będą brać udział fachowcy, a politycy wystąpią w roli pokornych słuchaczy w tle.

Świetnie pasuje tutaj cytat amerykańskiego humorysty Josha Billingsa: „Tu nie chodzi o to czego ty nie wiesz a co wpędza cię w kłopoty. Tu chodzi o to co wiesz z całą pewnością, a co wcale nie jest takie jak myślisz”.

Proszę zwrócić uwagę, że do inwestowania czy tradingu wiele osób wchodzi „z marszu”, czyli bez odpowiedniego przygotowania, uważając, że posiadany bagaż wiedzy wystarczy by podjąć tak prostą decyzję jak kupno i sprzedaż, którą podejmujemy przecież z sukcesem niemal od dzieciństwa. Efekt Dunninga-Krugera, który wolę w skrócie nazywać efektem ignorancji, włącza się właśnie w tym momencie, prowadząc nas na manowce. Z jakim bowiem bagażem wiedzy i umiejętności tak naprawdę wchodzimy w transakcje? Najczęściej z jakąś wiedzą z innych, wcześniej poznanych dziedzin (np. ekonomia), z nic w tym kontekście nieznaczącymi lub złudnymi doświadczeniami życiowymi, różnej jakości intuicją, stereotypami, jakimiś przekonaniami, skrótami myślowymi czy teoriami, które niekoniecznie się przydadzą w pozornie tylko łatwej dziedzinie inwestowania. Ale z pewnością z niezłomną wiarą we własne umiejętności, spryt, mądrość i kwalifikacje.

Sukces na innym polu nie przenosi się na giełdę, a przede wszystkim i szczególnie na trading. Tu potrzeba zupełnie nowych kompetencji, wcześniej nigdy nie poznanych, może poza działalnością biznesową na własny rachunek czy grami typu poker, black jack. Nic i nikt inny nie uczył nas bowiem wcześniej choćby zarządzania ryzykiem i emocjami, myślenia w kategoriach prawdopodobieństw a nie posiadania racji, umiejętności częstego i własnoręcznego realizowania strat czy radzenia sobie ze zjawiskami pozornie mało logicznymi. Poznawanie tych procesów zamyka lukę między ignorancją a rzeczywistą wiedzą. Czasem lepiej więc zamilknąć by uniknąć blamażu, nie mając nawet jego świadomości. W tej kategorii bardzo pozytywnie odebrałem ostatnie milczenie Państwowej Komisji Wyborczej, która nie siliła się na dyskusje w domenie, o której nie miała pojęcia, czyli informatyce.

Przypomnę na koniec czterostopniowy proces nabywania kompetencji, o którym więcej pisałem w tym -> wpisie.

Okres pierwszy, czyli nieuświadamiana niekompetencja, pokrywa się właśnie z efektem ignorancji, kiedy jeszcze nie wiemy czego nie wiemy o inwestowaniu i tradingu. Drugi poziom – uświadomiona niekompetencja – to czas gdy dochodzi do nas w końcu czego z grubsza nie wiemy i wówczas pojawia się pokora. Stopień wyżej – świadoma kompetencja – to okres zamykania powoli luki między ignorancją a rzeczywistymi umiejętnościami i wiedzą. A poziom czwarty – nieuświadamiana kompetencja – pozwala nie tylko stabilnie zyskiwać niemal w automatyczny sposób, bez angażowania świadomości, ale również wskazywać lukę ignorancji tym, którzy w nią wpadają, tyle że nie rozumieją jeszcze krytyki, odbierając ją personalnie. To również wiedza o tym co i dlaczego nie działa w tym biznesie.

Nie wiedziałem do tej pory, że istnieje jednak jeszcze piąty stopień w tej drabince kompetencji. Jest nim pełna i zdrowa świadomość tego, że osiągnęło się poziom czwarty. Czego wszystkim z okazji Świąt serdecznie życzę, mocno ostatnio zapracowany.

—kat—

[Głosów:32    Średnia:3.4/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *