Każdemu inwestorowi jego ryzyko

W listopadzie przedstawiłem na blogu historię firmy inwestycyjnej działającej na rynku forex, która okazała się oszustwem. Z wypowiedzi poszkodowanych klientów firmy, którzy zdaniem Bloomberga mogli stracić nawet miliard dolarów, wynika, że tym co przyciągnęło ich do Secure Investment było obiecywane przez spółkę bezpieczeństwo inwestycji.

Oczywiście, należy zestawić deklaracje poszkodowanych klientów z materiałami marketingowymi Secure Investment, w których firma chwaliła się uzyskiwaniem stóp zwrotu na poziomie 1%… dziennie (co prawda nie kumulujących się – ale czy to ma jakieś znaczenie?). Myślę jednak, że dla części klientów Secure Investment aspekt bezpieczeństwa (gwarantowanego) inwestycji odgrywał kluczową rolę. Inwestorzy mogą wpędzić się w kłopoty zarówno rozpaczliwie poszukując iluzorycznego bezpieczeństwa jak i ze zwierzęcym instynktem uganiając się za wysokimi stopami zwrotu. Wydaje się, że połączenie tych obydwu składników tworzy truciznę doskonałą, bardzo często oznaczającą zaplanowane oszustwo.

Historia Secure Investment zilustrowała dylemat inwestorów w ekstremalny sposób. Bardziej konwencjonalnie podszedł do problemu Jason Stipp z Morningstar, który przypomniał inwestorom, że ryzyko na rynku finansowym może występować w wielu wariantach. Skupianie się tylko na jednym zagrożeniu nie jest więc rozsądną postawą.

Na rynku finansowym przyjęło się utożsamiać ryzyko ze zmiennością i choć budzi to wiele kontrowersji, to gdy podaje się jakieś ilościowe dane o ryzyku na rynku finansowym to z reguły są one jakąś miarą zmienności ceny. Takie podejście odzwierciedla wszystkie wady syntetycznego i ilościowego mierzenia trudnych do zdefiniowania zjawisk: nie mierzą one zjawiska w sposób bezpośredni lecz jakiś jego aspekt, który nadaje się do liczbowego przedstawienia. Myślę jednak, że ze względu na występowanie progu bólu czyli momentu, w którym inwestor nie jest w stanie dłużej utrzymać stratnej pozycji, można uznać wysoką zmienność za rodzaj niebezpieczeństwa, którego inwestorzy powinni być świadomi.

Nie jest to jedyne niebezpieczeństwo. Jason Stipp wymienił kilka innych:

Ryzyko sytuacji fundamentalnej – niebezpieczeństwo, że sytuacja operacyjna i otoczenie rynkowe pogorszy wyniki finansowe firmy i doprowadzi do spadku cen jej akcji a nawet bankructwa. Podobną rolę na rynku surowców albo walutowym może odgrywać sytuacja makroekonomiczna.

Ryzyko wysokiej wyceny – zagrożenie, że choć inwestor nabywa aktywa o silnych fundamentach to zbyt duży entuzjazm innych uczestników rynku sprawił, że są one wycenione zdecydowanie powyżej rzeczywistej wartości. W przypadku rynku akcyjnego to niebezpieczeństwo najlepiej podsumowuje zasada głosząca, że nie każda świetna spółka jest atrakcyjną inwestycją.

Ryzyko sytuacji rynkowej – niebezpieczeństwo, że choć wybrało się silne fundamentalnie i atrakcyjnie wycenione spółki to weszło się na rynek tuż przed głębokimi spadkami, którym nie oprą się także wybrane inwestycje.

Ryzyko płynności – zagrożenie, że z powodu niskiej płynności inwestor nie będzie mógł wyjść z inwestycji po satysfakcjonującej cenie. W przypadku inwestorów indywidualnych, ze względu na wielkość portfela, to ryzyko odgrywa relatywnie mało rolę. No chyba, że inwestują w mikro-spółki albo w egzotyczne inwestycje alternatywne. Dużo większym niebezpieczeństwem jest to, że fundusze lub inne aktywa finansowe, w które zainwestowali drobni inwestorzy są narażone na ryzyko płynności. Dobrze to pokazała bessa na małych i średnich spółkach na WGPW w latach 2007-2009.

Ryzyko kontrahenta – czyli ryzyko że instytucje, z którymi inwestorzy zawierają transakcje albo, które prowadzą ich rachunki inwestycyjne nie wywiążą się ze swoich zobowiązań. To jest bardzo często ignorowane ryzyko – z całą pewnością klienci Secure Investment albo Amber Gold niewłaściwie ocenili wiarygodność kontrahenta.

W tym miejscu dochodzimy do kluczowego dla każdego inwestora ryzyka. Większość inwestorów aktywnie uczestniczy na rynku finansowym z myślą o zapewnieniu adekwatnej do potrzeb wielkości środków finansowych w przyszłości. Z reguły chodzi o zgromadzenie wystarczająco wysokiego kapitału by pozwolił on na przejście na emeryturę. Oczywiście, cele inwestowania mogą być inne – zgromadzenie środków na edukację dzieci, zakup nieruchomości i tym podobne. Idea jest ta sama – w zdefiniowanym momencie w przyszłości mieć środki potrzebne na zrealizowanie zaplanowanego zadania. Tak więc ostatecznym ryzykiem inwestora jest to, że tych środków będzie mieć za mało. Jason Stipp wykonał bardzo pożyteczną pracę przypominając, że istnieje wiele dróg, prowadzących do tej niefortunnej sytuacji, której inwestorzy chcą uniknąć.

Możemy sobie wyobrazić kompletnie różnych 67-letnich inwestorów, którzy chcą przejść na emeryturę lecz nie mają wystarczająco wysokie kapitału. Jeden z nich, motywowany awersją do zmienności, mógł inwestować niemal cały portfel w bony skarbowe. Drugi, wiedziony chęcią uzyskania wysokich stóp zwrotu mógł aktywnie inwestować w “gorące” spółki wzrostowe. Trzeci, motywowany nieufnością wobec sektora finansowego mógł całość środków inwestować w surowce, które historycznie nie zapewniały wysokich stóp zwrotu. Co ciekawe, zdecydowana większość z tych 67-letnich inwestorów nie zgromadzi wystarczająco dużego kapitału z banalnego powodu – zbyt mało oszczędzała.

Najprostszym i będącym w bardzo dużym stopniu pod kontrolą inwestorów sposobem na zmniejszenie ryzyka niewystarczających środków jest zwiększenie stopy oszczędności. Przeciętnemu inwestorowi dużo łatwiej będzie zwiększyć stopę oszczędności o kilka punktów procentowych niż o kilka punktów procentowych poprawić stopy zwrotu. Dlatego zastanawiając się nad ryzykiem na rynku finansowym inwestorzy powinni uwzględnić, które niebezpieczeństwa są w zasięgu ich kontroli, a które, w mniejszym lub większym stopniu, będą musieli zaakceptować.

[Głosów:32    Średnia:3.5/5]

3 Komentarzy

  1. Ślepa Małpa

    To całkiem zabawne, ale większości wymienionych przez Ciebie czynników ryzyka można uniknąć tworząc rozsądne portfolio funduszy indeksowych. To po raz kolejny dowodzi w jak niekorzystnym położeniu znajdują się inwestorzy indywidualni.

    “Przeciętnemu inwestorowi dużo łatwiej będzie zwiększyć stopę oszczędności o kilka punktów procentowych niż o kilka punktów procentowych poprawić stopy zwrotu”

    Nie mogę się z tym zgodzić. Ogromny wpływ na stopy zwrotu netto mają przecież koszty transakcyjne i podatkowe. Obniżenie ich przez przeciętnego inwestora jest zwykle łatwiejsze niż zwiększenie stopy oszczędności i to bez wpływu na poziom życia.

    Na przykład fundusz indeksowy Vanguard Total World Stock pobiera tylko 0.18% opłaty za zarządzanie. I stawiam dolary przeciwko orzechom, że osiąga on lepsze ważone ryzykiem wyniki niż większość zarządzających funduszami…

    http://prasa.arka.pl/_items/prasa.arka.pl/doc/karty_funduszy/karta_arka_bzwbk_akcji.pdf

    … obciążając inwestorów nieproporcjonalnie mniejszymi kosztami transakcyjnymi. Te 4% rocznie to ogromna różnica.

    “Wydaje się, że połączenie tych obydwu składników tworzy truciznę doskonałą, bardzo często oznaczającą zaplanowane oszustwo”

    Ten sam mechanizm psychologiczny daje niektórym zarządzającym o wysokim historycznym wskaźniku Sharpe’a ogromną przewagę w konkurowaniu o wpłaty inwestorów. Branża funduszy hedge charakteryzuje się niezwykle silnym efektem zwycięzcy.

    Ślepa Małpa

    1. trystero (Post autora)

      @ Ślepa małpa

      To całkiem zabawne, ale większości wymienionych przez Ciebie czynników ryzyka można uniknąć tworząc rozsądne portfolio funduszy indeksowych.

      Masz racje. A do tego można systematycznie inwestować, w sensie wpłacać pieniądze (dollar cost averaging). Tylko, że takie działanie pogodzenia się z tym, że nie pobije się rynku, na co wielu inwestorów nie jest gotowych.

      Rozsądne portfolio funduszy indeksowych wymaga kluczowych decyzji dotyczących alokacji aktywów.

      Nie mogę się z tym zgodzić. Ogromny wpływ na stopy zwrotu netto mają przecież koszty transakcyjne i podatkowe.

      Miałem dopisywać “po zerwaniu nisko wiszących owoców” ale zostawiłem to w domyśle.

  2. Ślepa Małpa

    Tylko, że takie działanie pogodzenia się z tym, że nie pobije się rynku, na co wielu inwestorów nie jest gotowych

    Zawsze fascynuje mnie takie rozumowanie. Większość inwestorów indywidualnych nie jest w stanie uzyskać nawet przeciętnych wyników inwestycyjnych, płaci za nie istniejące umiejętności lwiej części specjalistów działających na rynkach finansowych, poświęca wiele czasu na analizę rynku i tworzenie mającej dać im przewagę strategii a i tak w ostatecznym rozrachunku wychodzi na tym gorzej niż inwestorzy indeksowi. To trochę paradoks, ale przeciętny inwestor indywidualny osiągając przeciętne stopy zwrotu z inwestycji osiąga wyniki lepsze niż mediana. Rezygnacja z prób pobicia rynku to jeden z prostszych sposobów na poprawę własnych wyników. Może kiedyś napiszesz o R. Vinderze.

    Rozsądne portfolio funduszy indeksowych wymaga kluczowych decyzji dotyczących alokacji aktywów.

    Tak samo jak każde portfolio. Tyle tylko, że tych decyzji jest mniej i ryzyko podjęcia złych decyzji jest mniejsze.

    Miałem dopisywać „po zerwaniu nisko wiszących owoców” ale zostawiłem to w domyśle.

    Pełna zgoda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *