Kilka dni temu prezydent Rosji – Władimir Putin – stwierdził, że globalna gospodarka ucierpi jeśli cena ropy naftowej pozostanie w okolicach 80 USD za baryłkę. Złośliwi komentatorzy zastanawiali się czy Putin miał na myśli globalną czy rosyjską gospodarkę.
Ostatni spadek cen ropy naftowej, od lipca cena ropy Brent spadła z około 110 USD do około 85 USD, wzbudza wiele kontrowersji. W dużym stopniu związane jest to z łączeniem zmian na rynku ropy naftowej z wydarzeniami geopolitycznymi, przede wszystkim z konfliktem Zachodu z Rosją. Popularna jest więc teoria, że spadek cen ropy naftowej to efekt amerykańsko-saudyjskiej współpracy mającej na celu stworzenie presji na Rosję, której gospodarka i budżet w dużym stopniu oparte są o przychody z wydobycia i eksportu ropy naftowej i gazu ziemnego. Co ciekawe, zwolenników ma także inna hipoteza, także koncentrująca się na zaplanowanych działaniach Arabii Saudyjskiej, w tej wersji mających na celu znaczne osłabienie amerykańskich producentów ropy z łupków i przywrócenie Arabii Saudyjskiej pozycji piwotalnego* producenta.
Naturalnie, wielu analityków uważa, że to zmiany popytu i podaży lub oczekiwania tych zmian, najlepiej wyjaśniają zachowania rynku ropy w ostatnich miesiącach. W tym kontekście najczęściej wspomina się o sygnałach osłabienia globalnej gospodarki i wskazuje, że zachowanie ropy naftowej nie odbiega drastycznie od zachowania całego kompleksu surowcowego. Po stronie podażowej na pierwsze miejsce wysuwa się amerykańska rewolucja energetyczna związana z ropą z łupków.
Spadki cen ropy naftowej spowodowały, że analitycy i dziennikarze „przypomnieli” sobie jak dużą rolę odgrywają w gospodarkach i budżetach państw eksportujących ropę przychody z tej działalności. Poniższy wykres pochodzący z The Economist pokazuję cenę ropy potrzebną do zrównoważenia budżetów czołowych eksporterów ropy naftowej:

Podobne zestawienie sporządzili także analitycy Goldman Sachs:

Z powyższych wykresów wynika, że przy obecnej cenie ropy naftowej wielu jej czołowych eksporterów nie będzie w stanie osiągnąć równowagi budżetowej. Oznacza to, że państwa te będą musiały albo obniżyć wydatki budżetowe albo skorzystać z przygotowanych wcześniej rezerw (jeśli takie posiadają – na przykład w postaci funduszy stabilizacyjnych albo funduszy majątkowych) albo sfinansować deficyt budżetowy emisją długu. Warto przy tym podkreślić, że z powodów politycznych, dla wielu z tych państw opcja obniżenia wydatków budżetowych wydaje się bardzo mało realna. Tym bardziej, że świeża jest jeszcze pamięć Arabskiej Wiosny.
Wpływ niskich cen ropy naftowej na stabilność i sytuację finansową poszczególnych państw może się istotnie różnić i w przypadku wielu państw utrzymywanie się cen ropy naftowej poniżej poziomu równowagi budżetowej nie powinno stanowić większego problemu, przynajmniej w krótkim i średnim horyzoncie czasowym.
Bez wątpienia spadek cen ropy naftowej o 20% oznacza istotną redystrybucję dochodów od państw i sektorów zajmujących się wydobyciem ropy naftowej do państw i sektorów konsumujących ropę naftową. Ed Morse z Financial Times zauważył, że jeśli ceny ropy naftowej utrzymają się na obecnych poziomach to przeciętne amerykańskie gospodarstwo domowe otrzyma „od rynku naftowego” roczny rabat w wysokości około 600 USD. W ujęciu globalnym, roczne przesunięcie dochodów wyniesie ponad 650 mld USD.
O ile więc spadek cen ropy naftowej rzeczywiście stworzy wygranych i przegranych (tak jak zrobił to wzrost ceny ropy naftowej po 1999 roku) to jego realne konsekwencje mogą być mniejsze niż wielu obserwatorów, być może pod wpływem myślenia życzeniowego, się tego spodziewa.
Tym bardziej, że istnieje jeszcze jeden naftowy próg bólu związany z niskimi cenami ropy naftowej – chodzi o poziom, przy którym wydobycie, a raczej inwestycje w wydobycie, najdroższej w produkcji ropy naftowej przestanie być opłacalne. W tym kontekście najczęściej wymienia się amerykańską ropę z łupków, która choć nie jest najdroższą w produkcji, utożsamiana jest z krańcową baryłką na rynku (marginal barrel). Warto jednak zwrócić uwagę na kilka problemów. Po pierwsze, dzięki innowacjom technologicznym koszty wydobycia ropy z łupków spadają. Po drugie, już teraz analitycy szacują je na szerokim poziomie $65 – $85 a więc poniżej aktualnej ceny ropy naftowej. Po trzecie, najczęściej podaje się te koszty w wersji obejmującej koszty całego procesu: od poszukiwań do dostarczenia na powierzchnię. Koszty samego wydobycia ropy są niższe i produkcja może być kontynuowana nawet jeśli cena ropy spadnie poniżej kosztów całego procesu.
Wydaje się, że po doświadczeniach związanych z gigantycznym wzrostem cen ropy naftowej w latach 1999-2008 a następnie gwałtownym załamaniem notowań i odbiciem cen, analitycy i komentatorzy finansowi zaczęli uwzględniać w swoich analizach automatyczny mechanizm stabilizujący rynek ropy naftowej. Wysokie ceny ropy naftowej niszczą popyt na ropę: bezpośrednio (na przykład: ludzie mniej jeżdżą samochodami) i pośrednio przez zwiększenie efektywności (na przykład: bardziej wydajne silniki) i rozwój sektorów paliw alternatywnych (na przykład: rozwój sektora pojazdów elektrycznych). Jednocześnie wysokie ceny ropy stymulują podaż poprzez zwiększenie nakładów inwestycyjnych na nowe złoża, także te, których eksploatacja staje się dzięki wysokim cenom ekonomicznie opłacalna. Wydatki inwestycyjne zwiększają także efektywność wydobycia ropy dzięki postępowi technologicznemu.
Odwrotnie działają niskie ceny ropy naftowej: zwiększają popyt na ropę naftową i zmniejszają jej podaż, przede wszystkim przyszłą podaż. Można uznać, że część przyczyn wielkiej zwyżki cen ropy w latach 1999-2008 związana jest z kilkunastoletnim okresem niskich ceny ropy przed 1999 rokiem. Obecne osłabienie cen ropy może mieć część swoich przyczyn w bardzo wysokich cenach ropy naftowej w ostatnich latach. Wspomniany mechanizm stabilizacyjny z wielu powodów nie działa idealnie ale do tej pory, przynajmniej w długim okresie, zapewniał równowagę na rynku naftowym.
Nie widzę powodów by tym razem miało być inaczej. Oznacza to, że wspomniana powyżej lista wygranych i przegranych może zawierać zaskakujące sektory. Na przykład utrzymujące się przez dłuższy czas niskie ceny ropy naftowej mogą spowolnić rozwój sektora samochodów elektrycznych. Warto jednak za Johnem Kempem podkreślić, że skala dostosowań zależy nie tylko od rozmiarów spadku ale także od długości okresu utrzymywania się niskich cen.
* Od dawna zastanawiałem się jak najlepiej oddać po polsku termin „swing producer” i myślę, że spopularyzowane przez prezesa NBP słowo „piwotalny” całkiem nieźle oddaje rolę podmiotu kontrolującego cenę ropy naftowej poprzez możliwość szybkiego zwiększenia lub zmniejszenia produkcji w zależności od sytuacji rynkowej.


Tak, choć życie pisze różne scenariusze i brak projektów lub spadek rentowności może być chwilowy. I pytanie co wtedy? Wypłacać…