Jak efektywnie przełożyć tytułowe zagadnienia na inwestycje i spekulacje? To jedno z fundamentalnych pytań, jakie niemal wszyscy w tym biznesie zadajemy sobie nieustannie.

 

W dużej części odpowiedź przynosi znakomita, raptem kilka tygodni temu wydana książka Johna Coatesa „The Hour Between Dog and Wolf: Risk Taking, Gut Feelings and the Biology of Boom and Bust”

Znałem zainteresowania i sylwetkę autora, odwoływałem się wcześniej do jego badań tu na blogach, a po przeczytaniu recenzji powyższej pozycji moje zaintrygowanie sięgnęło zenitu, nie mogłem więc powstrzymać się przed szybkim jej zdobyciem i zatopieniem się w lekturze. Było naprawdę warto! Aż sam sobie zazdroszczę i przykro mi, że tak szybko się skończyło 🙂 Z dziesiątków książek o inwestowaniu jakie czytałem, ta w sposób jak dotąd najdoskonalszy próbuje wyjaśnić kwestie intuicji w kontekście skutecznego podejścia do giełdy.

To jednak pozycja niszowa i nie jestem pewien czy trafi na polski rynek, ale dla pasjonatów nie będzie przeszkodą spróbować przeczytać to w oryginale. Póki co zapełnię odrobinę ową lukę i postaram się kilka spraw wyłożyć w tym wpisie, a być może i jakichś przyszłych.

Autor nie zagłębia się w filozoficzne rozważania, z psychologicznego podejścia korzystając jedynie tam gdzie niezbędne wykłada temat od strony biologii i fizjologii, a przede wszystkim korzysta ze zdobyczy neuronauki, która mózg ludzki coraz dokładniej poznaje za pomocą tomografii i rezonansu. Przy tym umiejętnie łączy to ze swoją praktyczną znajomością branży (opcje walutowe na giełdzie towarowej w Chicago), wyjaśnienia dzięki temu brzmią przejrzyście, dostępnie i przekonywająco, co potwierdzają inni czytelnicy (również znani z okładek).

Tytuł brzmi zagadkowo, ale treści lektury idealnie się w nim odzwierciedlają. We Francji od średniowiecza wierzono, że bardzo niewiele, dosłownie nie więcej niż godzina wystarczy by pies zmienił się w drapieżnego wilka, i podobną metamorfozę przechodzi dziś inwestor, który zabiera się za dokonywanie transakcji. Rosną poziomy hormonów w organizmie, przede wszystkim testosteronu i adrenaliny, mięśnie naprężają się, rytm bicia serca i szybkość krążenia krwi skaczą gwałtownie, dopamina zalewa komórki mózgowe, szlaki połączeń neuronowych się zmieniają, system wyłącza część funkcji życiowych niepotrzebnych podczas walki i polowania, następuje przejście w tryb podejmowania ryzyka i przekuwania stresu w przyjemne odczucie. To jak nasze organizmy w całości przechodzą ową transformację fascynująco poznajemy w kolejnych rozdziałach. Nie jest bowiem prawdą, że to nasz mózg uczestniczy w podejmowaniu decyzji. W takich sytuacjach myślimy dosłownie całym ciałem a transakcje bardziej czujemy niż rozważamy.

Coś co nazywamy „wewnętrznym przeczuciem” (ang. gut feeling) rzeczywiście ma w tym wszystkim realny udział, a sygnały dawane nam przez organizm nie są jedynie chwilową niedyspozycją czy anomalią. Każdy z nas posiada w pewnym sensie dwa mózgi. Jeden komunikując się za pomocą neuronów biegnących wzdłuż rdzenia kręgowego dyryguje stanem pobudzenia, który nazywa się „walcz lub uciekaj” (ang. fight or flight), ukształtowanym w czasach prehistorycznych i nadal automatycznie pobudzanym. Ale tuż obok działa drugi – za pomocą tzw. nerwu błędnego, biegnącego wzdłuż naszego przewodu pokarmowego, a odpowiadającego za stan odpoczynku i przeżuwania (ang. rest and digest). I to właśnie dzięki jego niespokojnym sygnałom nasz organizm daje znać, że dzieje się coś niepokojącego, niezwyczajnego, ale jednocześnie coś, do czego nie jesteśmy w stanie świadomie dotrzeć. Odczuwanie fizycznego dyskomfortu jest właśnie sygnałem pochodzących z różnych partii naszego ciała, które nauczyły się w czasie naszego życia identyfikować i komunikować podświadomie czyhające niebezpieczeństwa, ale i pozytywne sygnały (wspomniany we wcześniejszym wpisie ból pleców Sorosa).

Przeczucia, emocje, racjonalne myślenie i samoświadomość w wyniku ewolucji ukształtowały cały nasz system decyzyjny, w którym mózg dopiero w połączeniu z całym ciałem staje się tak doskonałą maszyną. Mówienie, że podejmujemy decyzje samym mózgiem jest więc błędem. Anthony Damasio, naukowiec, który wniósł ogromny wkład w rozwój psychologii, na drodze eksperymentów ustalił teoretyczny model podejmowania decyzji, szczególnie tych w warunkach ryzyka, wpływającego dość ekstremalnie na nasz organizm. Otóż jesteśmy wyposażeni w tzw. markery somatyczne, coś jak kolejne zapisy na dysku. Każde znaczące wydarzenie nacechowane jest emocjami i fizjologicznymi przeżyciami o różnym natężeniu a nasz organizm przechowuje je w pamięci właśnie dzięki wspomnieniom o tych charakterystycznych momentach, a potem korzysta za każdym razem z tych doświadczeń gdy po raz kolejny trzeba przetworzyć sygnały z otoczenia i podjąć kolejną decyzję. Owe markery, a więc i jakość naszych decyzji, nie zależą wcale od inteligencji i wysokiego IQ lecz od tego jak nasz organizm uczy się je zaznaczać i z nich korzystać. U każdego z nas inaczej , szybciej lub oporniej, ów proces pozwala uczyć się skutecznego działania w warunkach giełdowych. Przy czym dostęp do tych markerów jest w wielu wypadkach niemożliwy z poziomu świadomości.

Jak efektywnie korzystać z tak formowanej intuicji? W tym miejscu z pomocą przychodzi Noblista, ojciec ekonomii behawioralnej D.Kahneman, wątpiący przez lata w wartość intuicji póki nie spotkał Gary’ego Kleinmana. Obaj panowie utrzymywali całkiem przeciwstawne hipotezy w kwestii działania intuicji z powodu rozbieżnych wniosków wyniesionych z doświadczeń na odmiennych grupach ludzi. Dopiero wspólne badania pozwoliły im ustalić, że intuicja to kolejny rodzaj umiejętności (ang. skill), który można w sobie wytrenować. Postawili wreszcie tezę, że intuicja to nic innego jak rozpoznawanie powtarzających się wzorów. Można jej zaufać, również właśnie w inwestowaniu, pod dwoma warunkami:

1/ Działamy w środowisku, w którym powtarzające się wzory pojawiają się regularnie.

2/ Napotykamy owe wzory dość często i otrzymujemy w miarę szybko informację zwrotną o działaniu na ich podstawie.

Inwestowanie, a jeszcze bardziej trading idealnie spełnia oba warunki, co daje szansę na korzystanie z intuicji w sposób mogący przynosić korzyści. Nie chodzi bynajmniej jedynie o same wzory, które można znaleźć na wykresach.

Trudno w kilku paragrafach streścić całość zjawisk opisanych w tej książce. Będę do nich wracał, szczególnie w kontekście praktyki inwestycyjnej. To bowiem jak cały nasz organizm, a nie tylko sam mózg, koduje w sobie markery semantyczne, ma wpływ na jakość inwestowania, co warto eksplorować w sposób możliwie jak najbardziej świadomy (są na to sposoby).

Można założyć dość uproszczoną hipotezę, że porażki giełdowe łączą się właśnie z tym, iż nie zostaliśmy nauczeni lub sami się nie nauczyliśmy prawidłowych reakcji organizmu na ryzykowne sytuacje w procesie inwestowania i spekulacji. Wiedza o działaniu tego procesu jeszcze raz potwierdza, że to nie głowa przeładowana teoriami lub skomplikowanymi wzorami czy analizami lecz wytrwała, codzienna praktyka w bojowych warunkach uczy nas prawidłowych reakcji i wniosków.

—kat—

[Głosów:44    Średnia:3.5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *