Mimo jesiennej, przedwyborczej ofensywy danych o amerykańskim rynku pracy to publikowane przez tę samą agencję, The Bureau of Labor Statistics, dane o inflacji konsumenckiej (CPI) są najczęściej kwestionowanymi danymi makroekonomicznymi w USA.
Istnieje wiele fascynujących powodów, dla których rynkowi komentatorzy i zwykli ludzie kwestionują oficjalnym danym o inflacji. Część z nich wynika z historycznych reform metodologii mierzenia inflacji, część ma swoje podłoże w błędach poznawczych a część w samej konstrukcji inflacji konsumenckiej.
Niekwestionowanym autorytetem w kwestionowaniu oficjalnych danych o amerykańskim CPI jest John Williams prowadzący stronę ShadowStats. Na tworzone przez niego alternatywne dane powołują się nie tylko takie strony jak Zero Hedge ale także mainstreamowe media.
Najczęściej przytaczana jest najbardziej radykalna wersja wskaźnika inflacji, według Williamsa oparta na metodologii z 1980 roku. Ten wskaźnik inflacji jest średnio o około 7 punktów procentowych wyższy niż oficjalne dane publikowane przez BLS. Krótko mówiąc, John Williams i jego zwolennicy uważają, że inflacja w USA wynosi obecnie około 8,5% a nie 1,6% jak podaje BLS.

Jest wiele sposobów, za pomocą których można pokazać, że dane ShadowStats nie mają większego związku z rzeczywistością. Zdecydowałem się na najprostszy.
Otóż, istnieje olbrzymi rynek – niezwykle płynny i niezwykle ważny dla gospodarki, na którym ceny aktywów, w dużym stopniu determinowane są przez inflację. To rynek obligacji skarbowych.
Marsz do zera realnych, a więc uwzględniających oficjalną inflację, rentowności tych obligacji jest szeroko komentowany w mediach i literaturze finansowej. W najnowszym Credit Suisse Global Investment Returns Yearbook można znaleźć taki wykres:

Większość z Was domyśla się już pewnie do czego zmierza mój argument. Otóż, jeśli publikowane oficjalne dane o inflacji są drastycznie zaniżone, zmanipulowane to w równym stopniu zawyżone są realne rentowności amerykańskich obligacji – czyli rentowności po uwzględnieniu inflacji.
Zakładając, że wskaźnik inflacji publikowany przez ShadowStats jest średnio o około 7 punktów procentowych wyższy od oficjalnego otrzymamy taki wykres realnych rentowności 10-letnich amerykańskich obligacji:
Dla ułatwienia, dodałem realne rentowności implikowane przez oficjalną stopę inflacji.
Wszyscy, którzy zwracają uwagę na dane o inflacji publikowane przez ShadowStats, powinni sobie zadać proste pytanie: czy wierzą, że inwestorzy obecnie płacą realnie amerykańskiemu rządowi 6% rocznie by ten przechował ich pieniądze przez 10 lat? Czy taki scenariusz brzmi sensownie?
Nominalna rentowność papierów skarbowych o krótszej zapadalności niewiele przekracza 0% tak więc przy sugerowanej przez ShadowStats inflacji inwestorzy realnie płacą amerykańskiemu rządowi około 8% rocznie by ten na krótko przechował ich pieniądze.
A jeśli ktoś wierzy w ten scenariusz niech spróbuje pokusić się o wyciągnie logicznych wniosków z tej sytuacji dla debaty o amerykańskim deficycie budżetowym i długu.
Czy sensownie wygląda spostrzeżenie, że przez cały XXI wieku, nawet w szczycie boomu gospodarczego amerykański rząd pożyczał pieniądze na 10 lat przy ujemnej, realnej rentowności?
Powtórzę: według danych ShadowStats inwestorzy realnie płacą amerykańskiemu rządowi nawet 8% by ten pożyczył od nich pieniądze. Czy taki scenariusz, ze wszystkimi jego konsekwencjami, wydaje się realny?



Dodaj komentarz