Gdybym miał wnioskować tylko na podstawie własnych obserwacji i szeregu rozmów mógłbym pokusić się o mniej więcej taką konstatację:
Traderzy próbują konsekwentnie realizować strategie pozbawione przewagi lub swoją niefrasobliwością sami pozbawiają je efektywności. W pierwszym przypadku siła psychologii na niewiele się zda, w drugim – jak najbardziej, ale pod warunkiem, że rzeczywiście tę przewagę odkryjemy i uzmysłowimy sobie prawidłową relację między przewagą strategii a jej poprawną egzekucją.
Nie ma skuteczniejszego sposobu wydobycia przewagi, szczególnie jeśli niektóre jej elementy zależą od umiejętności inwestora i jego oceny/intuicji, jak jej sprawdzenie w ciągu jak największej ilości transakcji. Bądź to przeprowadzonych na rachunku demonstracyjnym (lub papierze) bądź w dalszej kolejności w realnej grze, ale z zaangażowaniem małych stawek. Wykonanie kilkunastu transakcji to mało dla oceny, nawet trzydzieści wejść wymaganych dla wyliczenia statystycznej istotności niewiele pomoże, szczególnie jeśli przeprowadzone zostały tylko na rynku jednego rodzaju – np. transakcje kupna akcji w hossie.
O ile transakcje papierowe są odseparowane od większej części emocjonalnej presji o tyle działania na rachunku demonstracyjnym dają już pewien pogląd na rolę mentalnej odporności. W tej chwili demonstracyjne platformy forexowe dają już możliwość sprawdzenia się również na rynku akcyjnym (o ile ktoś nie planuje spekulacji na rynku walutowym). Do dyspozycji mamy tam bowiem indeksy rynków akcji lub niekiedy same akcje. To znakomita okazja aby sprawdzić jak z bliska działa rynek, jakich niespodzianek możemy się spodziewać, jak hipotetycznie sprawdza się nasza strategia, jak oddziałuje to na naszą wrażliwość, czy potrafimy zestroić się z nią mentalnie. I jak najwięcej trenować tak jak robi się to we wszystkich dyscyplinach wymagających wiedzy i osiągnięcia pewnego stopnia praktycznych umiejętności, i nabywać doświadczenie, które zawsze procentuje w zetknięciu z realnym rynkiem. A jeszcze lepiej jeśli oddamy te wirtualne transakcje pod osąd doświadczonego praktyka. Od prawieków doskonałość rzemieślniczą w najlepszy sposób czeladnik zdobywał pod okiem swojego mistrza w danym fachu.
Niezależnie czy do realnej gry przystępujemy z czy bez papierowego lub wirtualnego przygotowania, adaptacja do stresogennych warunków zaburzających proces decyzyjny będzie zawsze wymagana, a jej intensywność oraz czas zależy od predyspozycji psychologicznych tradera/inwestora i wykształconego sposobu radzenia sobie z sytuacjami stresowymi. Dlatego praktykowanie na niewielkich środkach i stopniowe powiększanie pozycji z upływem dokonanych transakcji okazać się może jednym z dogodniejszych sposobów poznania nie tylko siebie na tle ekstremalnych i nieznanych do tej pory uwarunkowań emocjonalnych, ale przede wszystkim sprawdzenia się samemu w realizacji założonej strategii lub działania samej strategii w ogóle. Pozycja zbyt duża (lub przesadny lewar) już same w sobie wywołują niepokój i dekoncentrują, w rezultacie zamiast w tym elemencie upatrywać źródła emocji, szukamy je w rynku.
Proszę zauważyć, że zdecydowana większość literatury branżowej poświęcona jest technikom, strategiom, metodom inwestowania, a nie emocjonalnej adaptacji, takiej rzeczywistej a nie na poziomie banałów. To oczywiście prostsze rozwiązanie, łatwiejsze do przekazania w słowie pisanym. Nie sposób bowiem zreplikować w książkach czegoś tak ulotnego jak kompetencja czy umiejętności (skills), które odpowiadają za pozostałą część sukcesu i są nierozwiązalnie związane z pracą nad odpornością psychiczną. Jeśli już podręczniki skupiają się na emocjonalnych kwestiach to zwykle poświęcone zostają opisom błędów (przede wszystkim behawioralnych) oraz temu czego nie robić. Nie sposób natomiast znaleźć porad odnośnie tego jak praktycznie radzić sobie z emocjami. To jednak wymaga specjalistycznej wiedzy, dostępnej raczej w literaturze poświęconej psychologii. Ale praca na techniczną stroną strategii, zrozumienie w niej znaczenia przewagi, szczęścia i losowości to również znacząco ważny aspekt tej edukacji. Choćby po to by wiedzieć dlaczego niedziałającej strategii nie da się zastąpić tak po prostu treningiem odporności mentalnej (gdyby tak było psychologowie byliby być może krezusami).
Dyscyplina i konsekwencja, wymagane jak już wiemy w realizacji CZEGOŚ KONKRETNEGO a nie tylko każdorazowej improwizacji, są czasem postrzegane w krzywym zwierciadle z powodu szeregu efektów i błędów behawioralnych, wypaczających racjonalność inwestora. Jeden z poważniejszych to „efekt myślenia wstecznego” (hindsight bias), wielokrotnie wspominany przez nas na blogach:
https://blogi.bossa.pl/2008/11/18/efekt-myslenia-wstecznego-czesc-2/
https://blogi.bossa.pl/2008/11/16/efekt-wstecznego-myslenia/
Powoduje on, że z perspektywy czasu zmienia nam się percepcja zdarzeń i patrząc bezrefleksyjnie wstecz wszystko wydaje nam się oczywiste, do przewidzenia przed zajściem wydarzenia i przy tym przeceniamy swoje możliwości związane z tamtą sytuacją. Często patrząc po czasie na stratną transakcję bezwiednie i tendencyjnie dokonujemy oszacowania gdzie zamknęlibyśmy ją z zyskiem gdyby odbyła się powtórnie. Abstrahujemy przy tym od realnej wiedzy i nastroju, które wówczas nam towarzyszyły i spowodowały taką a nie inną reakcję. Ową wiedzę „post factum” ekstrapolujemy potem na inne zdarzenia rynkowe z przeszłości (wizualny test strategii) i w przyszłość. Tak samo zresztą oceniamy potencjalne transakcje w historii, w których nie uczestniczyliśmy. Tworzymy w sobie tym samym nierealny obraz zachowań, afirmując przy okazji rodzaj strategii opartej raczej na ruchomym piasku oraz pobożnych życzeniach niż obiektywnej weryfikacji. A przecież nadmierne emocje pozwala neutralizować rzetelne określenie tego jak zarabia nasza strategia, co powinno zmniejszać lukę strachu i niepewności oraz zwiększać zaufanie.
Inny błąd prowadzi do nieprawidłowej oceny działań pod kątem jedynie samego ich wyniku a nie procesu decyzyjnego. To tzw. efekt wyniku (outcome bias): https://blogi.bossa.pl/2011/04/10/efekt-wyniku/ . Oceniając wyłącznie rezultat transakcji, rzeczywisty lub potencjalny (ale niezrealizowany z powodów choćby emocjonalnych), wyciągamy czasem błędne wnioski, które potem powielamy. Zignorowanie tego efektu można rozpisać na kilka scenariuszy, które przybierają choćby następujące przebiegi:
1.Osiągnąłem zysk chociaż złamałem swoje reguły. Łamanie reguł czasem się opłaca w takim razie. W kolejnej transakcji łamię więc reguły bez poczucia winy.
Kiedy więc zamiast zrealizować stop-loss czekaliśmy aż kurs się odwróci i tak się stało (osiągnęliśmy zysk), efekt wyniku spowodował wyrycie się sytuacji w pamięci. Będziemy go powielać, błędnie oszacowując prawdopodobieństwo takiego uratowania się od straty.
2.Poniosłem stratę chociaż stosowałem się do reguł. Czasem muszę w takim razie nagiąć reguły. Więc przychodzi mi to coraz łatwiej.
Jak widać brak konsekwencji nie zawsze leży w napięciach emocjonalnych związanych ze stanem rynku. My sami hodujemy w sobie niezdyscyplinowanie.
Lista behawioralnych efektów (behavioral biases) jest spora. Mechaniczne dokonywanie transakcji eliminuje większość z nich. Spustoszenia dokonują za to wszędzie tam gdzie do głosu dochodzi intuicja. Oczywiście do pewnego stopnia one mogą być źródłem psychicznego dyskomfortu, jednak ich ważniejsza, destrukcyjna rola sprowadza się do błędnej oceny skuteczności metod opartych w części na niedoprecyzowanych, subiektywnych ideach. Kiedy wydaje nam się, że łamiemy reguły niekonsekwencją tak naprawdę konsekwentnie powielamy behawioralne błędy i realizujemy niedziałające strategie.
Proszę zauważyć przy tym pewien paradoks: konsekwentna egzekucja niedziałającej strategii generuje straty, ale niekonsekwentna realizacja niedziałającej strategii nie przynosi zysków…
Fantastyczna lektura na temat naszych błędów myślenia i posługiwania się stereotypami oraz ich wpływ na naszą kondycję moralną: Jason Zweig ”Twój mózg, twoje pieniądze”. Nie jest ona jednak wyrzutem sumienia lecz przewodnikiem ku tej racjonalności finansowej, której nie wykładają w szkołach ani na internetowych forach.
Przypomnę, że w pracy nad emocjami pierwszym krokiem jest zidentyfikowanie ich prawdziwych źródeł, a nie tylko powielanie przekonań, które prowadzi do wygodnego wypierania samych emocji i zamiecenia ich pod dywan.
CDN
—kat—


Dodaj komentarz