Tajemnice inwestycyjnej literatury – refleksje osobiste

Tym wpisem użyczamy gościnnie miejsca, jednemu z komentatorów “lesserwisserowi”.

**

Autor wątku „Tajemnice inwestycyjnej literatury”, w części I stwierdził, co następuje: :

„TO NARZĘDZIA I POMYSŁY PREZENTOWANE W KSIĄŻKACH MUSZĄ OBRONIĆ SIĘ SAME! Tylko wszechstronne oraz zgodne z regułami statystycznej sztuki sprawdzenie ich skuteczności powinno być istotnym kryterium ich finalnej użyteczności.”

Powinny się obronić, czyli sprawdzić się w praktyce pod kątem przydatności no i skuteczności. Problem tylko w tym, kto i na jakiej podstawie orzeka czy się faktycznie sprawdzają czy nie i czy akurat można mu wierzyć .

Dla ilustracji podam pewien przykład. Jak kiedyś zainstalowałem sobie satelitę to lubiłem oglądać specyficzne teleturniej, z różnych krajów, jako ciekawostkę regionalną. We włoskiej telewizji szedł teleturniej, w którym wyświetlano na tablicy schemat elektroniczny jakiegoś urządzenia, przy czym niektóre elementy elektroniczne (oporniki, przetworniki,cewki, itp.) były zasłonięte numerowanymi kartkami. Zawodnik, który wylosował dany numer musiał zgadnąć jaki element powinien tam się znajdować, przy czym miejsce to było wyblankowane, czyli puste.

Zgadnąć musiał na podstawie swojej wiedzy w elektrotechniki, analizy całego schematu oraz uwzględnienia ujawnionych elementów, miał wstawić w puste miejsce właściwy brakujący element, tak by miał on sens miejscowy i pasował do całego schematu elektronicznego.

Pewnego razu rozmawiałem z babką, mieszkającą od lat w Italii, i zadałem jej pytanie właśnie o ten teleturniej. Powiedziała, że cała włoska rodzina jej męża lubi pasjami oglądać ten teleturniej. Opowiedziała mi również o pewnym facecie, który w lot odgadywał nie tylko właściwe brakujące elementy ale podawał nawet najlepsze ich oznaczenia – typy YF83B – szedł jak burza i kosił wszystkie nagrody. Organizatorzy mieli go dość i próbowali go upupić na jakimś trudnym schemacie.

Aż pewnego razu wpadł, ku wielkiej uldze prowadzącego, bo pomylił elementy. Wprawdzie tłumaczył, że ten element na schemacie jest niewłaściwy, ale to był oryginalny schemat jakiegoś urządzenia. Gość ten wniósł reklamacje i eksperci orzekli, że to on miał rację, bo element zaproponowany przez niego lepiej pasował do schematu niż element faktycznie tam wstawiony przez inżynierów. Całe Włochy cieszyły się z jego tryumfu.

Jak opowiedziałem o tym znajomemu elektronikowi, to powiedział, że u nich w instytucie pracuje taki technik, który ma w głowie wszystkie schematy i też by tak potrafił, bo nawet poprawia płyty główne od renomowanych komputerów, i wymienia się tą wiedzą z kilkoma podobnymi maniakami w Internecie.

Jak go spytałem czy i on by tak potrafił to odpowiedział że niestety, on tylko może odczytać schemat, coś naprawi, coś podlutuje ale tylko z płachtą w ręku, bo nie ma tego daru widzenia całości, tylko widzi poszczególne fragmenty, jak ma oznaczone, czarno na białym, co i jak.

Myślę, że morał tej historyjki jest oczywisty dla każdego jak też podobieństwo schematu elektronicznego do wykresów analizy technicznej dosyć bliskie. Dane narzędzie można ocenić pod katem jego przydatności i skuteczności, tylko wtedy gdy się dobrze opanuje jego zrozumie jak ono działa dobrze opanuje jego stosowanie. Przykładowo wielu techników wyśmiewa wręcz fale Elliota, jako wymysł, tymczasem niektórzy (vide Pretcher) osiągają przy ich pomocy całkiem niezłe rezultaty. Komu więc wierzyć? Rozczarowanej większości czy też zadowolonej mniejszości!

W głowach i rękach jednych dane narzędzie analityczne może działać a u innych może nie działać. I każda z tych osób szczerze i obiektywnie (w swoim subiektywnym przekonaniu i doświadczeniu) będzie wypowiadać się o jego przydatności.

Kathay napisał:

„W samej „Analizie technicznej” Murphy’ego można znaleźć całą furę narzędzi, które podlegają przynajmniej jednemu jeśli nie wszystkim czterem powyższym czynnikom. Nie wspominam piątego czyli prozaicznego: „to nie działa w takim układzie jak proponuje autor” //ale rzadko kto usiłuje to rzetelnie przebadać//”.

Myślę podobnie, jednak problem chyba polega na tym że, w moim przekonaniu, to Murphy raczej nie opisuje układów, w których omawiane przez niego narzędzia powinny działać, ani jak je stosować w praktyce, a raczej ogranicza się do samego ich opisu. Nie piszę, gdzie i jakie ustawiać stopy, jak rozpoznawać fałszywe breakouty, kiedy wejść a kiedy wyjść z pozycji itp. Bo jego książka bardziej poświęcona jest AT i jej narzędziom, a nie ich praktycznemu zastosowaniu w tradingu.

Zacznę więc wreszcie od mojej subiektywnej oceny książki Murphego, raz bo jest u nas chyba najbardziej znana, a dwa że jest całkiem obszerna, więc można od niej oczekiwać pewnych rzeczy, a trzy że jest to już dziś standard światowy, niemalże klasyk, można powiedzieć. No i niektórzy uważają ją wręcz za biblię AT, która ujawnia nam prawdę objawioną.

Wprawdzie jest to pozycja obszerna, a mimo to brak mi w niej elementów integrujących materiał w jedną spójną całość, pokazującej właściwe podejście do analizy bardziej złożonych konfiguracji oraz sposób podejścia i tok myślenia analityka technicznego. Brak również
odpowiedniej ilustracji praktycznego zastosowania tego całego instrumentarium.

Koncentrując się przede wszystkim na omawianiu formacji cenowych (price patterns) wyrobiła u wielu adeptów błędne przekonanie, że istota analizy technicznej sprowadza się właśnie do rozpoznawania figur, podczas gdy już pionierzy AT podkreślali, że rynek przemawia do nas przede wszystkim poprzez price action (szeroko rozumiane zachowanie się cen) oraz wolumen (co składa się na market action) – mówi się, że wolumen tworzy ceny i potwierdza trend.

Termin ten oznacza – zmiany ceny, ruch cen a dokładniej to zachowanie się cen rynkowych, jednak szerzej rozumiane, gdyż chodzi tu nie tylko o to jak bardzo ceny się zmieniały, jak szybko ale, przede wszystkim, oto jak zachowywały się one charakterystycznych punktach/miejscach cenowych, takich jak poziom wsparcia i oporu, oraz punktach zwrotnych (pivot swings).

Natomiast analiza formacji ma charakter subsydiarny, czyli pomocniczy, podobnie jak później wprowadzone indykatory, które potwierdzają wcześniejsze rozpoznanie PA i VOL, i je uzupełniają.

Zresztą niektóre szkoły AT i tradingu technicznego wcale nie wykorzystują analizy formacji, lub korzystają tylko z analizy punktowo-symbolicznej (point and figure), która mimo nie uwzględniania elementu czasu, w niektórych kwestiach daje lepszy wgląd w sytuację rynkową.

Swojego czasu też myślałem, że cała prawda o rynku zawarta jest właśnie w formacjach cenowych, w zawiłych wykresach, na granicy czytelności, i jak mi mówiono, że doświadczeni traderzy wcale nie zagłębiają się, aż tak, w studiowanie wykresów, to nie bardzo chciałem w to wierzyć, gdyś myślałem że w nich ukryty jest jakiś sekretny klucz, otwierający drzwi do poznania tajemnic rynku.
Tymczasem potem kilka razy spotkałem w słowie pisanym potwierdzenie, że to jednak prawda była.

Czegoś mi jeszcze brak w książce Murphego, co zresztą jest dziwne, gdyż był to jeden z kanonów klasycznej analizy technicznej. Chodzi mi tu o szersza analizę przypadków konsolidacji cenowej, obszaru kongestii oraz jak kto woli okresu bazowania.

Czemu jest to ważne? Ano dlatego, że w trendzie bocznym ceny znajdują się średnio w 67-75% czasu i na tym rynku najłatwiej traderzy tracą kapitał na gwałtownych zwrotach
oscylacyjnych (na tzw whipsaw).

Dawniej poświęcano temu zagadnieniu dużo więcej czasu, starając się pokazać kiedy mamy do czynienia z akumulacją kiedy z dystrybucją i jak to się może przekładać na ceny, na kontynuację trendu lub jego odwrócenie. Kiedy wybicie z kanału trentowego jest prawdziwe a kiedy tylko markowane no i kiedy gracze wpadają pułapki zastawione przez rynek.

Dzisiaj też niektórzy traderzy, jak Joe Ross, poświęcają tym zagadnieniom odpowiednią uwagę, a nawet twórczą je rozwijają.

No cóż, ale wtedy książka ta musiała by mieć o jakieś 50% procent większą objętość i byłaby jeszcze trudniejsza do ogarnięcia, zresztą najnowsze wydania Edwarda i Magee mają ponad 840 stron. I to one zasługują na miano prawdziwej biblii AT, a nie Murphy jak mu się to przypisuje, ewidentnie w celach marketingowych.

Czy znaczy to, że zwolennicy tradingu opartego na AT nie powinni odpuścić sobie lekturę Murphy,ego? Absolutnie nie, jest to końcu niemalże standard światowy, więc wypada go znać. Jednak czytający powinni być świadomi niedoskonałości i braków tej książki więc
powinni postarać się uzupełnić swoje wiadomości w niektórych kwestiach. Są wszakże dostępne po polsku prace Pringa i Schwagera.

Należy zresztą dodać, że dawniej formacje zapowiadające kontynuację trendu nazywano formacjami konsolidacyjnymi ( consolidation formations), co zresztą i dziś można spotkać u niektórych autorów.

Zresztą ta słabość nie dotyczy jedynie ”Analizy technicznej” Murphygo, ale i większości współczesnej literatury, w której utożsamiane są pojęcia konsolidacji i kongestii oraz trendu bocznego, podczas gdy są to pojęciowo rzeczy różne, choć zbliżone, i mają rożne konsekwencje.

Przykładowo w książce „Technical analysis plan and simple”, M. Kahna(„Analiza techniczna. Wprowadzenie do analizy wykresów giełdowych”, Wyd. Oficyna EKonomiczna, Grupa Wolters Kluwer,2011), znajdujemy taki oto kwiatek: ” Consolidation, Congestion, Correction All of these terms describe the same event in the markets.”. Faktycznie very plain and simple, jest utożsamianie konsolidacji z korektą.

Tak oto tworzy się nowa baza słownictwa technicznego, która potem może przynieść więcej szkody niż pożytku, jeśli nie uzmysłowi się „użytkownikom” tego słownictwa, że wypada posługiwać się nim poprawnie.

Konsekwencją tego stanu rzeczy jest to, że pojęcia te mylą nawet bardzo doświadczeni technicy i pisma specjalistyczne i tylko w niektórych starszych książkach daje się odnaleźć ich właściwe wyjaśnienie, ale przeciętnemu czytaczowi raczej trudno jest do nich dotrzeć. W efekcie zdarza się, że jak się czyta opracowania i analizy to można wyciągnąć błędne związki, gdyż ich autorzy używając tych samych słów, mówią de facto różnymi językami.

A teraz na tapecie znajdzie się inna cegła, tym razem wykresach świecowych (tak ulubionych przez naszych graczy, dzięki książce Nisona), a mianowicie ”Encyklopedii świec” T. Bulkowskiego. Zawiera ona wszechstronną przekrojową analizę statystyczną analizę bardzo licznych konfiguracji świecowych, sprawdzającą praktyczną ich skuteczność przy przypisywanej im tradycyjnej roli odwracania lub kontynuacji trendu. Omawiał to zresztą dosyć szeroko Kathay w serii artykułów.

Jak się okazuje, niektóre formacje wcale nie zachowują się tak jak przyjęto to w tradycyjnej interpretacji japońskiej, a czasem wręcz przeciwnie, domniemane kontynuatory są odwracaczami trendu i vice versa.

Wytłumaczenie tego może być różne – współczesny rynek zachodni jest inny niż dawny japoński, mało reprezentatywna próbka (niektóre formacje są bardzo rzadkie), błędne rozpoznanie formacji przez skaner, anomalie rynkowe itp.

Ja podam inne tego wytłumaczenie, które może być wielkim zaskoczeniem dla niektórych.

Otóż, wbrew powszechnemu przekonaniu, w tradycyjnej japońskiej szkole technicznego tradingu wykresy świecowe wcale nie odgrywały wiodącej roli a jedynie rolę subsydiarną czyli pomocniczą, jako narzędzie doprecyzowujące. Główny nacisk kładziony był na ogólną analizę sytuacji rynkowej a szczególnie fazę w jakiej znajdował się rynek (faza cyklu koniunkturalnego), które mogły modyfikować charakter rynku i przypisane wskazania świec, w zależności od aktualnego ogólnego stanu rynku (podobnie zresztą jak w pismach pionierów zachodniej AT).

Świece japońskie są wprawdzie bardziej czytelne łatwiejsze w percepcji niż zachodnie wykresy słupkowe ale wcale nie są takie łatwe w analizie sytuacyjnej jak się pozornie wydaje.

Ich charakter indywidualny i interpretacja są bowiem ściśle związane z ich japońskimi nazwami, nieco poetyckimi, wręcz filozoficznymi i figuratywnymi ale jednak kryjącymi głębszy sens, nie zawsze dostrzegalny.

Wykresy świeczkowe mają bowiem swoje alternatywne nazwy, które warto znać, gdyż ubogacają one nasze ich pojmowanie. Weźmy na tapet formację znaną powszechnie jako „trzech białych żołnierzy”.

Czy ta nazwa mówi nam coś? Niewiele prawda, no może poza tym, że nie chodzi tu wcale o białogwardzistów. Jeśli jednak uwzględnimy inne nazwy tej formacji takie jak ”trzech maszerujących żołnierzy” czy ”armia prąca naprzód” (advancing army), to nam się zaczynają szerzej otwierać oczy.

Pochylmy się również nad pokrewną formacją , zwaną jako deliberacja, co u nas przyjęło się nazywać ”naradą” (ach ci tłumacze!). Takie tłumaczenie zaciemnia niestety prawdziwą istotę i charakter tej konfiguracji. Właściwsze byłoby już tłumaczenie deliberacja – rozważania – zastanowienie (jak na rozstaju przed wyborem właściwej drogi), chwilowa odsapka, by złapać oddech i zastanowić się co robić dalej, namysł nad dalszym postępowaniem.

Jeśli jednak wie się, iż alternatywną nazwą tej formacji jest stalling pattern (lub stalled), to zaczynamy szerzej i pełniej postrzegać. Znaczy to bowiem, że rynek utracił chwilowo parę, osłabł, stracił poprzednią dynamikę ale jeszcze nie kierunek, przygasł na chwilę, ugrzązł, etc.

Można oczywiście tłumaczyć, że chwilowo byki i niedźwiedzie są we względnej równowadze (i to prawda), ale nie w pełni oddaje to przyczynę i charakter takiej równowagi.

Dlatego też warto czytać dodatkowe książki, takie jak choćby, „Candlestick charting explained” G. Morrisa („Wykresy świecowe”, Dom Wydawniczy ABC, 1998), i inne uzupełniające. .

Wróćmy jednak do „Encyklopedii” Bulkowskiego i zastanówmy się, czy jest opozycja warta grzechu, a jeśli tak to dla kogo ona się nadaje. Jest to zapewne książka, która będzie pomocna dla graczy zaawansowanych w analizie świecowej.

Uważam natomiast, że początkujący adept niewiele się z niej nauczy, a wręcz może mu ona zamieszać w głowie, gdyż nie nauczy się z niej z niej sztuki czytania świec, podobnie jak nie da się nauczyć fizyki czytając studiując Encyklopedię fizyki, bo dobra jest ona do pogłębiania i weryfikowania już zdobytej wiedzy.

Opisane przeze mnie faktyczna trudność właściwej interpretacji ”Japońców” (mimo pozornej ich przejrzystości) jest chyba przyczyna tego, że nie są one wcale tak popularne na Zachodzie, jak się niektórym zdaje. Ich popularność praktyczna wynosi tam bowiem X %
( kto zgadnie ile)?

Zresztą wokół świec japońskich narosło wiele legend i nieporozumień, jak choćby to, że są one znane i stosowane w Japonii od kilku stuleci, podczas gdy najprawdopodobniej zostały one opracowane dopiero pod koniec XIX wieku, a więc, mniej więcej, w tym czasie gdy rodziła się zachodnia AT. Niektórzy sugerują wręcz, że właśnie zachodnie wykresy były dla twórców świec inspiracją, tyle że japońscy traderzy przetworzyli je po swojemu, dodając im swoiste podłoże filozoficzne.

Jako zakończenie tego komentarza przytoczę jeden z komentarzy, gdyż podpisuję się pod nim obiema rękami.

„Trzeba więc podejść do tematu literatury z pełną świadomością opisanych barier. Jest bowiem tak, że nawet najprostsze procesy składają się z wielu elementów i poznanie ich w odrębnych książkach nie jest niczym dziwnym czy nagannym, zawsze jednak rozwojowym dla danej dziedziny.”

No i trzeba jednak czytać, by móc wyłowić ze słowa pisanego to co będzie dla nas przydatne.

[Głosów:9    Średnia:4.6/5]

11 Komentarzy

  1. gzalewski (Post autora)

    Jeszcze tak tylko dodam od siebie, ze swiat Kahna – uproszczenie pewnej grupy wygladu na wykresie kontra świat Bulkowskiego – rozbicie formacji podwójnego dna/szczytu na kilka podkategorii to ciekawe zagadnienie. Kiedys blizsze byloby mi drugie. Dziś jest pierwsze. Ale uwazam, ze takie podejscie nie byloby mozliwe, gdybym wczesniej nie uznal za istotne takiego “rozbierania na czynniki pierwsze”

  2. Jason Bourne

    Ciekawe spojrzenie.:) Ja też od jakiegoś czasu mam wrażenie, że generalnie przeważająca większość literatury inwestycyjnej, szczególnie tej właśnie gdzie są opisywane konkretne sposoby “jak grać” tak naprawdę jest nie tyle mało przydatna, co przede wszystkim bardzo, bardzo powierzchowna. Tutaj zgadzam się z autorem tekstu. Zanim coś oceniamy, najpierw musimy zagadnienie zrozumieć i umieć stosować w praktyce. A niektórzy mają takie śmieszne podejście, że przeczytają parę książek i już im się wydaje, że są ekspertami od AT.
    Poza tym mi się wydaje, że najfajniejsze rzeczy, najbardziej skuteczne narzędzia są chyba jednak ukrywane, a jeżeli nawet są opisywane w książkach, to chyba właśnie celowo tak ogólnikowo, bez szczegółów, żeby tylko nie zdradzić zbyt wiele. Bo niby po co opisywać system, który dobrze się sprawdza? Bez sensu zupełnie.

  3. lesserwisser

    @ Jason Bourne

    “Ja też od jakiegoś czasu mam wrażenie, że generalnie przeważająca większość literatury inwestycyjnej, szczególnie tej właśnie gdzie są opisywane konkretne sposoby „jak grać” tak naprawdę jest nie tyle mało przydatna, co przede wszystkim bardzo, bardzo powierzchowna.”

    To jest zjawisko dosyc powszechne, niestety, dotyczace nie tylko inwestowania ale i innych zagadnien też. To chyba syndrom naszych czasów. Ja mówię, że tych/takich autorów “swędzi pióro”, i zamiast się podrapać to biorą się za pisanie.

    Jak kiedyś rozgryzałem słynny problem Modiglianiego-Millera (teoria nieistotności struktury kapitalu i wysokości kosztu kapitału przy lewarowaniu długiem), to przeczytałem wiele czołowych książek z finansów, gdzie zagadniena te byy omawiane. Im więcej czytałem tym mniej rozumiałem, a powinno być przecież odwrotnie.

    W końcu trafiłem na pozycję, co wlaściwiej to opisywała i zrozumiałem wtedy, że ci wszyscy uznani autorzy albi nie rozumieja dobrze teorii MM, albo nie doczytli wcale ich artykułów. Wprawdzie pozornie niby wszystko było OK, ale jak sie zagłebilo w szczegóły, lub rozpatrzyło kwestie przemilczane, to wychodziło szydło z worka.

    Zawsze staram sie czytac krytycznie i analizować zadając nawet pozornie głupawe pytania.

    1. Jarek

      Masz 100% racje co do powierzchowności dzisiejszych czasów.
      Jednak odpowiedz tu uczciwie i z ręką na sercu, czy od czasu gdy rozgryzłeś słynny problem Modiglianiego-Millera i po lekturze tych wszystkich nieswędzących dzieł zacząłeś zarabiać na rynku czy jednak nadal pozostałeś fantastą?
      Nigdy nie liczyła się teoria jako pierwsza by ja spisać należało mieć wpier praktykę. Taka jest prawda.

  4. Bebok

    lesserwisserze, świetny tekst!
    Ale nie bedę sobą jeśli nie zapytam w której książce znalazłeś dobre wytłumaczenie teorii MM (kiedyś o tym gadaliśmy, może pamiętasz)

  5. Klondike

    @Ggzalewski
    “Jeszcze tak tylko dodam od siebie, ze swiat Kahna – uproszczenie pewnej grupy wygladu na wykresie kontra świat Bulkowskiego – rozbicie formacji podwójnego dna/szczytu na kilka podkategorii to ciekawe zagadnienie. Kiedys blizsze byloby mi drugie”

    Moim zdaniem Bulkowski posuwa się zbyt daleko w klasyfikacji formacji. Dobrze dla niego jeśli pomogło mu to w zarabianiu ja w każdym razie do pewnych wniosków doszedłem poprzez właśnie negację wielu aspektów analizy formacji jak i całej AT w efekcie zostały mi niemal same szczyty i dołki czy też trendy i korekty.

  6. lesserwisser

    @ Bebok

    Już teraz nie pamiętam w jakiej to było książce, bo to było więcej jak 10 lat temu, ale mam ksero tych rozdziałów, gdzieś w piwnicy, jak znajdę dam znać.

  7. Alicja

    @ Less…

    No nie przypuszczałam, że trzeba było aż wyznać ci miłość, żeby przeczytać taki wpis. Gdybym wiedziała, zrobiłabym to wcześniej. Kochliwa jestem 😀

    Less… a teraz rozwiń te wszystkie myśli,włąściwie każdą frazę, zgodnie z zasadą od ogółu do szczegółu. Bo czuję ogromny niedosyt a już nie chce mi się przepisywać tego w postaci pytań.

    Bardzo dziękuję 😀

  8. lesserwisser

    @ Alicja

    Od razu humor mi się poprawił jak dowiedziałem się, że ktoś mnie darzy uczuciem szczerym, gdyż do tej pory myślałem, że tylko kot mnie kocha.:)

    “Less… a teraz rozwiń te wszystkie myśli,włąściwie każdą frazę, zgodnie z zasadą od ogółu do szczegółu. Bo czuję ogromny niedosyt a już nie chce mi się przepisywać tego w postaci pytań.”

    To może tak przy okazji i od okazji do okazji, gdyż trzeba by sporo papieru zmarnować, by Cię zadowolić.

    @ A kochliwa kobitka to sam miód i cymes. 🙂

  9. Alicja

    @ Less…

    >To może tak przy okazji i od okazji do okazji, gdyż trzeba by sporo papieru zmarnować, by Cię zadowolić

    Oj to prawda. Ależ czy to nie jest przyjemne? 😀

  10. Leszczynsky

    2012
    I chociaż życzenia moje, nie są zbyt sztampowe.
    Bo życzę CI łez, które do ust płynąć będą śliskie.
    By Belka tkwiła Ci w oku , a łzy są już gotowe.
    A do skarbowego byś taszczył- ciężką podatków walizkę.
    Pamiętaj !- na rozum- płacenie podatków najlepszym jest batem,
    W przeciwnym wypadku co roku- rozliczać będziesz stratę.

    Leszczynsky
    Leszcz jakich mało
    Giełda to pasja, pieniądze po drodze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *