Collins 2 słupki – część 3

Badając zależności cenowe między dwoma kolejnymi sesjami, zapożyczone z książki Arta Collinsa, nie mogłem przecież nie sprawdzić ich wydajności na naszym, warszawskim rynku.

Wrzuciłem więc na dane WIG20 dwie opisywane wcześniej strategie. Zakres danych od 1 stycznia 1997 gdyż od tego momentu giełdowe notowania stały się płynne; nie brałem w teście pod uwagę prowizji i poślizgów, ponownie dzieliłem wyniki na te pochodzące z pozycji długich i krótkich osobno. Tak wyglądają krzywe kapitału do dnia dzisiejszego :

Rys.1 Zmiany krzywej kapitału dla strategii: kup otwarcie rynku dzień po sesji spadkowej lub sprzedaj krótko otwarcie rynku dzień po sesji wzrostowej, zamknij pozycję na koniec sesji.

 

Rys.2 Zmiany krzywej kapitału dla strategii: wyczekaj, aż cena wykona 2 sesje spadkowe pod rząd i otwórz pozycję długą na otwarcie rynku na sesji trzeciej, zamykając transakcję na jej koniec, lub wyczekaj, aż cena wykona 2 sesje wzrostowe pod rząd i otwórz pozycję krótką na otwarcie rynku na sesji trzeciej, zamykając transakcję na jej koniec.

 

Na obu wykresach krzywa czerwona pokazuje zmiany kapitału dla pozycji krótkich i odpowiednio krzywa niebieska pokazuje co działo się z kapitałem w przypadku pozycji długich.

 

Porównując powyższy wykres nr 1 do obrazu uzyskanego w testach na rynku amerykańskim z pierwszego wpisu tego cyklu, a wykres nr 2 do wyników testu z drugiego wpisu tego cyklu, widzimy dość ostrą i zaskakującą różnicę.

Ostrą dlatego, że w przeciwieństwie do zależności wykrytych na indeksie S&P500, nasz rodzimy rynek nie wskazuje tak silnych i wyraźnych tendencji pomiędzy kursami i kierunkiem ich zmian na kolejnych sesjach. Króluje natomiast spora zmienność wyników, której można by się pozbyć pracując nad stopami i to już wkrótce zrobimy w dość miły sposób.

 

W miarę jednorodne trendy widać chwilami na rysunku pierwszym: krzywa czerwona pokazała, że kupno spadków jednodniowych popłacało w każdej hossie (choć od 2006 roku ta tendencja osłabła), a krzywa niebieska obrazuje, choć dopiero po 2006 roku, że dość zyskowne było sprzedawanie rynku dzień po sesji wzrostowej. Zaskakująco słabo wypadła natomiast strategia druga – ani kupno po dwóch z rzędu sesjach spadkowych, ani sprzedaż po dwóch sesjach wzrostowych z rzędu nie przynosiło żadnych spektakularnych zysków.

 

A dlaczego taka różnica między naszym i tamtym rynkiem zaskakuje? Otóż trzeba odwołać się do nieefektywności rynkowych. Mamy z nimi do czynienia wówczas, gdy rynek nie dyskontuje w cenach zbyt dokładnie dostępnych z otoczenia lub swego wnętrza informacji, dając tym samym szansę zarobić tym, którzy taką „dziurę” odkryją. W tym przypadku nieefektywność opiera się na nieperfekcyjnej wycenie wiadomości o tym, że można zarobić na powtarzalnej zależności cen między dwiema lub trzema kolejnymi sesjami, która nie tylko nie zostaje zneutralizowana a wręcz jeszcze mocniej wykorzystywana, co staje się niemal samojezdnym wehikułem w USA. Oczywiście jeśli koszty prowizji zbije się do minimum co dla algorytmów o dużych częstotliwościach jest przyjemnym wyzwaniem. Zaskakujące jest natomiast to, że ta nieefektywność jest słaba lub zerowa na polskim parkiecie, który od dawna nazywa się „nieefektywnym”, podczas gdy rynek amerykański ma się pod tym względem bardzo dobrze mimo tego, że komputerowe strategie zaorały go już niemal w całości…

 

—Kat—

 

 

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]

2 Komentarzy

  1. LLTA

    Czy nie pomyliłeś oznaczenia linii na wykresach ? Jeżeli po 2006 zyskowne było sprzedawanie po sesji wzrostowej, to wzrost powinien być widoczny na linii czerwonej na wykresie pierwszym.

  2. Darkh

    a widzisz gdzies skale czasu ? 😉
    vinc hau hau

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *