Prognozy są łatwe i nic nie kosztują (przynajmniej analityka).

Termin przewidywanie przyszłości sugeruje związek albo z naukami przyrodniczymi, albo z eschatologią. Przywodzi na myśl wydarzenia takie jak zaćmienie słońca czy sąd ostateczny. Zastosowanie tego określenia do drobnych zdarzeń może się wydawać nieco pretensjonalne” Richard Gombrich

Kilka lat temu rozmawialiśmy sobie z Wojtkiem Białkiem (CDM PEKAO) na temat prognozowania i pozyskiwania „wyznawców” przez analityków, którym udaje się kilka prognoz z rzędu. Wojtek wówczas stwierdził (miał lepszą passę prognostyczną), że im dłuższa seria udanych prognoz i większe grono czytelników, którzy zaczynają podążać za danym analitykiem, tym większa szansa, że znaczna ich liczba „wyleci w powietrze”, gdy w ostatecznym rozrachunku – zgodnie z zasadą regresji do średniej – analityk zacznie dawać błędne prognozy.

Ludzie nie chcą słuchać rozsądnych rad w stylu – co prawda uważam, że rynek wzrośnie do poziomu 3000, ale na poziomie 2200 kategorycznie zamykam pozycję. Chcą, żeby analityk był jak wróż, który poda jednoznaczny poziom, najlepiej taki który będzie osiągnięty w konkretnym dniu (na koniec miesiąca, kwartału, roku). Krytyczne podejście i refleksja nie istnieje. Ten trend i potrzebę ludzi podchwytują media jeszcze bardziej owe tendencje przerysowując i wiedząc o tym, że ludzka pamięć jest ułomna. Stąd wszelkie rankingi analityków roku, kwartału, miesiąca. Mało kto zadaje sobie trud prowadzenia zbiorowych zestawień, bo okazałoby się to o czym wszyscy wiedzą. W długim terminie wartość prognoz nie różni się od rzucania strzałkami w tarczę.

Zdarzają się analitycy, których warto czytać. Mają własne refleksje, przemyślenia, skłaniają do różnego rodzaju inspiracji i poszukiwań. W takich momentach nie ma znaczenia, czy zdarzają im się skuteczne, czy nieskuteczne trafienia. Oni piszą dla tych czytelników, którzy nie oczekują wyłącznie podania ile będzie WIG20 za tydzień, z dokładnością do kilku miejsc po przecinku.

 

W związku z poprzednimi felietonami (Geniusz prognoz) zastanawiałem się, czy nie zrobić eksperymentu (wiedząc o sporej możliwej skuteczności), czyli wygenerować losowo jakichś wartości, w obszarach które uważam za prawdopodobne, żeby pokazać sens podawania „wyrafinowanych prognoz” które codziennie widzimy w biuletynach, mediach itp. Zamiast tego zrobiłem coś, co uważam za względnie proste. Wybrałem kilka rynków, które odpowiadały mi jeśli chodzi o wygląd wykresów, otoczenie danego rynku i ogólne nastawienie sporej części analityków i dałem poziomy, na tyle skrajne, że wielu osobom mogły wydać się nieprawdopodobne. To jednak na takie mocne ruchy warto postawić, jeśli ktoś ma „parcie na szkło” i chce, żeby w razie większego załamania cytowano go w mediach. Lepiej, jeśli są to spadki. Wzrosty dla wielu osób są tak oczywiste, że mało kto uznaje ich „wartość medialną” (chyba, że podajemy prowokacyjnie wysokie poziomy po okresie paniki i ogólnej dezorientacji).

 

Jeśli prognoza się nie powiedzie, trudno. Ktoś tam wyciągnie to może za jakiś czas, ale generalnie większość wzruszy ramionami, bo przecież wiadomo, że „anale są beznadziejni”. Ale jeśli się uda, a dany analityk odpowiednio się będzie promował i przypominał („jak pisałem w tekście sprzed roku…”) ma szansę na zainteresowanie mediów. Warto dokonywać wielu prognoz. O tym pisałem w materiale wcześniejszym.

Per saldo dla analityka koszt żaden. Gorzej z czytelnikami, którzy zaufają danemu prognoście. W momencie, gdy indeks jest na poziomie 2700 powiedzenie „przed końcem roku może zanotować wartość 2400” nic nie znaczy.

 

Spójrzmy zresztą na wykres indeksu.

W momencie gdy publikowałem „wróżbę” indeks poruszał się w trendzie bocznym. Szeroki rynek wyglądał słabo, stąd nadawałem większe prawdopodobieństwo scenariuszowi negatywnemu (oczywiście to subiektywne przeświadczenie). Cztery miesiące później jesteśmy owe 300 punktów niżej – ponad dziesięć procent. I co z tego. Zajmując krótką pozycję na kotraktach na WIG20 w dniu prognozy, bez ustalenia bardzo szerokiego stopa moglibyśmy zanotować znaczne obsunięcie (zwłaszcza jeśli postawilibyśmy wszystkie pieniądze na nasz genialny pomysł). W okresie gdy prognoza się „wykonywała” rynek wzrósł o 300 punktów, czyli tyle ile zamierzaliśmy zarobić. W relacjach potencjalnego ryzyka do zysku gra nie warta świeczki. Przy węższych stopach i upartym powtarzaniu krótkich pozycji, mogłoby nas wielokrotnie wyrzucić z rynku. Zysk do osiągnięcia możliwy, jeśli te jednostkowe straty pokryłyby ten ostateczny zysk (co jest założeniem wielu rozsądnych strategii).

 

Czy to jest kłopot dla analityka? Żaden, pod warunkiem, że będzie uczciwy wobec swoich Czytelników. Niestety większość ma tendencję do unikania odpowiedzialności (ot taki kolejny nasz rys psychologiczny – niezdolność przyznania się do błędów i pomyłek). Scenariusz wówczas jest prosty. Powtarzamy w kółko: „nadal uważam, że rynek stoi nad przepaścią”, „moim zdaniem kwestią czasu jest załamanie”. Nic nie kosztuje, zwłaszcza jeśli nie ma się otwartej pozycji. A spora część z pewnością jej nie ma (z niektórych wypowiedzi, aż bije to, że analityk jest wyłącznie teoretykiem rynku).

Istnieje pewne ryzyko, że ktoś jest wyjątkowym pechowcem i przez kilka lat zapowiada krach. Ostatecznie wyciągną mu to: „no w końcu się udało, tylko w międzyczasie rynek wzrósł setki procent”.

 

Zdecydowana większość działa inaczej. Pokazał to wielokrotnie w swoich badaniach James Montier.

https://blogi.bossa.pl/2008/03/20/prognozy-czy-postgnozy/

Można powiedzieć, że analitycy wyjątkowo zgodnie podążają za trendem. Tylko dlaczego uparcie próbują zgadywać poziomy cen.

Przez weekend na stronach facebookowych SII wisiał quiz, w którym uczestnicy mieli typować wartość indeksu WIG20 na otwarcie dzisiejszej sesji. Średnia prognoz wyniosła 2417.65. Faktyczne otwarcie wyniosło 2410.37 pkt.

Na diagramie poniżej typowania i poziom otwarcia indeksu.

 

Czyżby było to potwierdzenie koncepcji Jamesa Surowieckiego o mądrości tłumu: „Duża grupa różnorodnych jednostek dostarcza lepszych i solidniejszych prognoz oraz dokonuje inteligentniejszych wyborów niż pojedynczy człowiek, nawet najbardziej uzdolniony w podejmowaniu decyzji”. Ponieważ koncepcja Surowieckiego mnie nie przekonuje, pozostawię tę kwestię każdemu Czytelnikowi do rozstrzygnięcia. A na zakończenie kilka wskazówek dla tych, którzy marzą o zostaniu guru.

 

Wskazówki dla chcących-zostać-guru-w-mediach

 

1)      Prognozuj często

  • Wersja alternatywna – jeśli widzisz, że faktycznie nieźle ci to wychodzi – rób to rzadko, ale wybieraj kilka rynków (mogą być skorelowane ze sobą) i prognoza niech będzie spektakularna

2)      Lepiej (medialnie) wypada prognozowanie załamań.

3)      Pokazuj możliwości drastycznych scenariuszy. Nie rzucaj prognoz w stylu „rynek wzrośnie o 100 punktów na koniec roku, jeśli zmienność za ostatnie dwanaście miesięcy wyniosła 500.

4)      Zaryzykuj od czasu do czasu swoją prognozę, w momencie gdy wszyscy są przekonani, że źle nie będzie

5)      Jako argumentację wymyśl coś oryginalnego – niech cię cytują, jako tego, który pierwszy zauważył dane zjawisko (chyba, że nadal używasz do własnego tradingu i wciąż ma wartość)*

6)      Jeśli nie umiesz nic takiego wymyśleć, to po fakcie dopasuj „parę oczywistych sygnałów” – ale takich, o których mało kto pisał.

7)      Oryginalności przyda twoja własna technika (koniecznie z jakąś zakręconą nazwą) – nie pisz, że coś było oczywiste na MACD, średniej ze 100 itp. Napisz, że twój wskaźnik „sentymentu i pędu liczony na podstawie poziomów LVC”) wskazywał na tę możliwość już od długiego czasu.

 

Wskazówki dla Czytelników

1)      Baw się dobrze czytając analizy (szczególnie prognozy)

2)      Bądź krytyczny

3)      Decyzje inwestycyjne podejmuj na podstawie własnej strategii i planu

 

 

Uprościłem sprawę zrównując w tekście prognostów z analitykami. W rzeczywistości jest wielu wartościowych analityków, którzy nieźle opisują rynek, dają czytelnikowi satysfakcję intelektualną, pokazują możliwe zdarzenia i nie bawią się w prognozowanie poziomów na dany moment.

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]

16 Komentarzy

  1. deli deli

    Prognozy są trudne, Panie Grzegorzu, i dużo kosztują, w każdym razie zabierają mi spor czasu.

    Kiedy odreagujemy?
    Zanim do tego dojdzie, a dojdzie, dopłynie, stanie przed nami i posprząta pod warunkiem, że Mama przeprowadzi generalny porządek w tornistrze, włoży doń tylko to co konieczne i sprawdzi, czy dziecina ściągnęła sobie ze stołu w kuchni drugie śniadanie. To jak się Rodzice domyślają, dopiero za trzy tygodnie.

    Frank po 4 złote?
    A właśnie, że nie! Za trzy tygodnie euro zanurkuje pod poziom 4 złote, a frank szwajcarski pod 3,50ZŁPL. Frank i Złoty umocnią się wobec innych walut.

    Kiedy kupować?

  2. deli deli

    i pisze dalej, bo widzi, że to co pisze, tym razem się wisuje w Bossablo

    Kiedy kupować?
    Ceny, które moje oczy widziały o poranku na otwarciu były jak dźwięk pożądany u skrzypiec; mellow – dojrzały soczysty i słodki. Ale Wy nie spieszcie się, nie wskakujcie do ruszającego ostro pociągu, bo on jeszcze kilka razy będzie się zatrzymywał, po Was zawracał jak ten pociąg sprzed lat, co miał emaliowane paski w realu, czarne na białym; “Nie wychylać się przez okno”, “okno otwiera tylko konduktor”… Będzie Was zabierał z każdego miejsca, gdzie się będziecie zamartwiać, zachodzić w głowę, do każdego peronu na prowincjonalnej stacyjce, gdzie utkwiliście z Waszymi bagażami.

    przesyłką kurierską Kochanej Pekape specjalnie dla Czytelników Bossablo.

  3. Lucek

    “[Ludzie]…Chcą, żeby analityk był jak wróż, który poda jednoznaczny poziom, najlepiej taki który będzie osiągnięty w konkretnym dniu (na koniec miesiąca, kwartału, roku).”

    Płacą i wymagają, to chyba normalne.:)
    Tym bardziej, że z planet wynikają oczywiste następstwa dla rynków z dokładnością do minuty.

  4. lesserwisser

    “Tym bardziej, że z planet wynikają oczywiste następstwa dla rynków z dokładnością do minuty.”

    Właśnie, ciekawym jest czy “astro-anale” przewidzieli (albo wyliczyli!) to tąpnięcie rynku choćby parę dni na przód, a o tygodniach już nie wspomnę?

    Podobno w gwiazdach jest wszystko zapisane.

    PS

    A co z bootami tradingowymi, działającymi obiektywnie i systematycznie, jak one sobie poradziły? Dały zawczasu sygnał sell, sell, sell?

  5. Lucek

    “ciekawym jest czy „astro-anale” przewidzieli (albo wyliczyli!) to tąpnięcie rynku choćby parę dni na przód, a o tygodniach już nie wspomnę?”

    http://www.astrobiznes.pl/a/przeglad-tygodniowy/przeglad-tygodniowy-242011/0

  6. Wojtek S.

    Dziękuję za zainteresowanie moimi skromnymi prognozami. Rzeczywiście, jednoznacznie prognozowałem spadki, ale nie doceniłem ich skali:

    “ale w przyszłym tygodniu przewaga aspektów spadkowych jest bardzo wyraźna. Zakładam jednak, że spadki nie przełamią czerwcowego dołka na poziomie 1274 punktów.”

    To było o ubiegłym tygodniu i rynek znalazł się dużo niżej (1168). Poziom indeksu nie ma dla mnie takiego znaczenia jak CZAS ZWROTU i KIERUNEK RUCHU.

    Nawiązując do tematu tego wpisu blogowego, kilka tygodni temu napisałem tekst: “10 grzechów komentatorów giełdowych. Jak napisać prognozę giełdową, która zawsze się sprawdzi.”

    http://www.astrobiznes.pl/a/blog/10-grzechow-komentatorow-gieldowych/0

  7. Trapero

    >Cztery miesiące później jesteśmy owe 300 punktów niżej – ponad >dziesięć procent. I co z tego. Zajmując krótką pozycję na kotraktach >na WIG20 w dniu prognozy, bez ustalenia bardzo szerokiego stopa >moglibyśmy zanotować znaczne obsunięcie

    zawsze można kupić opcje put ( taką półroczną )

    1. gzalewski (Post autora)

      W praktyce, czy w teorii 🙂

      opcja 2700/wrzesien – w dniu prognozy obrot 5 szt, cena 135. W miedzyczasie zjezdza do 21. I dopiero od kilku dni wzrost, na którym “moznaby zarobic ponad 100%”

  8. Oracle of Ostrava

    Rynek gore a Waść tu rozwodzisz się nad prognozami! A miejże sumienie i ratujże nas niedobitków, przewiduj gdzież zmierzam i co że z nami będzie?! Skup się Waść – widzisz gorejące rynki czy raczej zapadający spokój po tem bezlitosnem łomotaniu?;)

  9. lesserwisser

    A było nie igrać z ogniem!

    To czego obecnie doświadczamy było do przewidzenia i do tego nie trzeba natchnionego geniusza.

    A jak mówi włoskie przysłowie, Doświadczenie jest szkołą w której lekcje drogo kosztują.

    A im boleśniejsza lekcja, tym lepiej i dłużej się ją pamięta.

    Wysoki Franek

  10. Niesmiertelny

    mam pytanie czy indeks wig20 może spaść poniżej zera czy jego wartość max spadku wynosi zero to bardzo ważne dla mnie najniższa odnotowana wartość to o ile pamiętam to około 577 pkt proszę o odpowiedź kogoś kto się na tym zna liczę również na pana Grzegorza Zalewskiego

  11. Niesmiertelny

    To znów ja pytanie moje opieram swoją analizą niestety jestem “początkującym” na Futach ale zakładam pewną rzzecz opierając się na tym że indeks wig20 nie spadnie poniżej zera (jestem tego na 99,9% pewny ale muszę sie upewnić) zapodajemy np 2 longi na FW20U11 przy 2150 pkt taką wartością zakończyły się futy dnia 10 sierpnia 2011 około 17:30 max spadek zakładając nawet że wig20 spadnie do zera to 43 tys zł mam na koncie 60 tys zł więc spox nawet jakbym pożyczył część od żonki mógłbym zapodać 3 szt ale mniejsza z tym teoretycznie ryzykuję 43 tys by choć zarobić jakby doszło do 3000 pkt 17 tys zł około czyli dużo więcej niż w banku ale cala ta strategia zakłada że wig20 nie spadnie poniżej zera więc proszę o info co do trafności tezy że wig20 nie może spaść poniżej zera
    Pozdro Niesmiertelny

  12. deli deli

    Wczoraj
    W ziarnie srebrnego jednorożca
    W godzinie nocnej czasu polskiego
    Na miesięcznicę smoleńską
    Złoty doszedł kresu swej słabości

  13. deli deli

    Zamieszani jesteśmy Mili Przyjaciele w beztroską grę wartościami i śmiertelnie poważną grę o wartości.
    W tym pierwszym przypadku prognoza jest łatwa, lekka i manipulacja, w tym drugim odmienia się jak servus dzień i noc w kamieniołomach, jak Dawid nieśmiertelny dłuta Michała Anioła.

  14. lesserwisser

    @ Wojtek S.

    Panie Wojtku, przeczytałem pański tekst, o 10 grzechach głównych analityków giełdowych, i generalnie zgadzam się (i sympatyzuje) z jego myślą przewodnią, że zbyt często mamy przypadki przerostu formy nad treścią.

    Czyli z sytuacjami, gdzie komentarze giełdowe, jak Pan to ujął, “były pisane na tyle zawile, że nie zawierały żadnych wniosków czy prognozy. Opierały się na konstrukcjach słownych, które niewiele mówiły, mimo obfitości słów.”

    Jednakże nie ze wszystkimi argumentami- podanymi przykładami- mogę się zgodzić. Zdecydowanie bowiem oponuję przeciwko ilustracji punktu/pozycji 1.

    Zawieśmy więc, na chwilę, czujne oko nad podanym przykładem tego rzekomego tricku.

    “1. Podawanie kilku wariantów rozwoju sytuacji przy użyciu trybu warunkowego.

    Przykład: “Jeśli WIG20 spadnie poniżej 2464 punktów, czekają nas spadki. Jeśli wybije się powyżej 2600 punktów, będą wzrosty.”

    Ja tu akurat nie widzę nic niewłaściwego, a wręcz przeciwnie widzę całkiem rozsądny komentarz, o ile będzie dalej poparty mięsem, czyli analitycznymi konkretami.

    Może to być przecież opis typowej sytuacji trendu bocznego, gdy ceny konsolidują, to jest gdy byki wzięły się z bary z niedźwiedziami i sytuacja nie może się zdecydowanie wyklarować. Podane zaś poziomy dolny i górny to są/mogą być techniczne poziomy wsparcia i oporu wyznaczające kanał trendowy.

    W końcu, jak to przy przedłużającej się konsolidacji, rynek się wyklaruje i jeśli górę wezmą bysie, a ceny spadną poniżej 2464 punktów (nastąpi wybicie dołem), to czekają nas spadki a jeśli natomiast kurs wybije się powyżej 2600 punktów (nastąpi zdecydowane wybicie górą), to będą czekały nas wzrosty.

    Przecież to jest prawidłowy opis (choć skrótowy) klasycznego break-outu pokonsylidacyjnego, przy którym użycie trybu warunkowego jest jak najbardziej właściwe i wskazane.

    W danej sytuacji rynkowej -chwilowo – nie ma jeszcze pewności, która strona rynku weźmie górę, a ruch cen może przekształcić się w jedną lub drugą stronę, w zależności od następnych uwarunkowań i czynników, które zadziałają.

    W świetle powyższego przykład ten uważam za ewidentnie nietrafiony.

    Inne podane przykłady również nie muszą być wcale przypadkami pustosłowia jeśli komentarze analityka opatrzone są jakimiś skonkretyzowanymi przesłankami czy wskazówkami.

    Nie wymagajmy od analityków rzeczy niemożliwych, czyli zdolności profetycznych, kiedy m owili że w następny tygodni (za 3 miesiące ) będzie tyle i tyle a za trzy miesiące rynek wzrośnie/spadnie do poziomu X czy Y.

    Konkretów natomiast, w ramach dostępnego instrumentarium warsztatu analitycznego, wymagać powinniśmy.

  15. lesserwisser

    eee Winno poprawnie być:

    W końcu, jak to przy przedłużającej się konsolidacji, rynek się wyklaruje i jeśli górę wezmą MISIE, a ceny spadną poniżej 2464 punktów (nastąpi wybicie dołem), to czekają nas spadki a jeśli natomiast GÓRĘ BĘDĄ BYSIE, I kurs wybije się powyżej 2600 punktów (nastąpi zdecydowane wybicie górą), to będą czekały nas wzrosty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *