Wskazówki upadłego analityka

Wydarzenia jakie miały miejsce w ostatnich latach (kryzys bankowy, upadki banków piramida Madoffa) przyćmiły wielkością wiele poprzednich kryzysów, zaś nazwiska związane choćby z pęknięciem bańki internetowej powoli zacierają się w pamięci, nawet tych inwestorów, którzy śledzili wówczas wydarzenia.Jednym z gorących nazwisk po hossie dot.comów był Henry Blodget – szef analityków zajmujących się spółkami internetowymi w Merrill Lynch, zaś nieco wcześniej główny analityk w Oppenheimer & Co. Pracę w Merill Lynch Blodget przyjął na początku 1999 roku, dwa miesiące po tym, gdy media ekscytowały się zrobioną przez niego wyceną spółki Amazon.com na 400$ za akcję, podnosząc ją z poziomu już i tak niewyobrażalnego – 240$

Poza spektakularną wyceną Amazon.com Blodget był znany również z procesu jaki wytoczył mu amerykański nadzór (SEC), po tym gdy w 2002 roku prokurator generalny Eliot Spitzer  (któremu noga powinęła się kilka lat później https://blogi.bossa.pl/?s=spitzer) opublikował maile pracowników Merrill Lynch wykazujące, że to co pisali w prywatnej korespondencji różniło się od publicznych rekomendacji i wycen dla klientów.

Garść cytatów znajdą Czytelnicy na tej stronie .

W efekcie Blodget otrzymał kilkumilionową karę i zakaz pracy w branży finansowej.

Gdy okazało się, że dwa lat temu ukazało się polskie tłumaczenie książki Henry Blodgeta (jakoś mi umknęła ta pozycja) pod tytułem „Inwestycje giełdowe. Szanse i pułapki. Przewodnik inwestora ucieszyłem się. W końcu książka napisana przez osobę z taką historią mogła być niesłychanie interesująca. A jednak…, książka jest rozczarowująca. Blodget stara się być szczery i bezkompromisowy w ocenie branży. I ocena ta w wielu przypadkach nie jest pozbawiona racji, tylko autor nieco umniejsza swoje znaczenie

swoją karierę zakończyłem w nienajlepszej atmosferze – moje odejście było szeroko komentowane w publikacjach branżowych (z uwagi na prawa autorskie nie mogę przytoczyć tamtych komentarzy, możesz się jednak łatwo z nimi zapoznać, przeglądając archiwa)”

O ile wiem, prawa nie wykluczają cytowania, no ale można zrozumieć autora. W końcu to jego książka, więc nie musi cytować niepochlebnych opinii. Choć zabawnie się czyta pod koniec książki jego opinie o analitykach, gdy przypomina, ze zdarza się, że czasami publikują raporty celowo wprowadzające w błąd.

Pierwsza część książki nie jest zbyt porywająca. Główne przesłanie i metoda inwestycyjna to „porzuć krótkoterminowe ruchy i spekulacje” oraz mnóstwo (czasem naciąganych) wyliczeń pokazujących jak ogromne znaczenie ma inwestowanie w naprawdę długim terminie. Przy okazji zwraca uwagę na znaczenie inflacji, kosztów i paru jeszcze czynników, które powodują, że realne do osiągnięcia na rynku akcji są 1-3 proc. Ale też pisze, że choćby dlatego warto się nimi interesować (oczywiście wyłącznie w długiej perspektywie).

Czasem jednak naciąga swoje tezy:

„Jak zauważył Jeremy Siegel […] w każdym 30-letnim przedziale czasu, począwszy id końca XIX w., akcje gwarantowały wyższe stopy zwrotu niż obligacje, czy gotówka lokowana w banku. Wniosek pozostaje w mocy również dla większości okresów 25-letnich, oraz 5-letnich, czy 10-letnich. Znajduje od potwierdzenie w przypadku krajów takich jak Japonia, czy Niemcy”

Co do wspomnianej Japonii można mieć bardzo wiele wątpliwości. Generalnie Blodget opiera się na badaniach i danych, które ostatni kryzys (ksiązka w oryginale ukazała się w 2007 roku) wywrócił do góry nogami i dlatego pierwszą część powinno się czytać ze sporym dystansem. Choć sprawy jakie porusza – znaczenie dywersyfikacji (i pokazywanie co nie jest dywersyfikacją) oraz kosztów powinni poczytać przede wszystkim początkujący. Również zwolennicy analizy fundamentalnej mogą znaleźć cenne, bo krytyczne spojrzenie fundamentalisty, na stosowane metody „analiza fundamentalna to w najlepszym razie zbiór hipotez” „wartość wewnętrzna: przypuszczenie, a nie fakt”.

Gdy przechodzi do oceny wartości narzędzi stosowanych w branży książka nabiera rumieńców. W jaki sposób weryfikować doradców, których się zatrudnia – zadając im podchwytliwe pytania (u nad miałby kłopot, bo wiele funkcji opisywanych przez niego w Polsce pełnią doradcy finansowi, którzy nie są wynagradzani przez klienta, tylko przez firmy, których produkty sprzedają).

Dlaczego nie warto płacić zbyt dużo funduszom inwestycyjnym  – „nie ma absolutnie żadnej przyczyny, która uzasadnia nabywanie jednostek bardzo drogich funduszy”. Przy czym Blodget pisze, że średnia opłata za zarządzania funduszami akcji to 1.54%, zaś takich, które pobierają opłatę manipulacyjną w ogóle należy unikać. Z naszej perspektywy, gdy opłaty za zarządzanie wynoszą 4-5%, podobnej wielkości są opłaty manipulacyjne, a przy tzw. funduszach kapitałowych (tworzonych przez firmu ubezpieczeniowe) różne ukryte koszty sięgają kilkunastu i więcej procent, wygląda to jeszcze bardziej dołująco.

Nie wiem, czy najciekawsza część nie dotyczy raportów analitycznych. W końcu autor książki sam je tworzył.

Przeciętny odbiorca, niemający solidnego przygotowania w zakresie tematyki, którą porusza konkretny raport, nie jest w stanie w pełni i prawidłowo ocenić jego jakości

„Zanim zdążysz przeczytać najświeższy raport,[…] każda nowa informacja czy co bardziej wartościowa uwaga w nim zawarta będzie już dawno przyswojona i – co gorsza – wykorzystana przez tysiące innych inwestorów (głównie instytucjonalnych, którzy otrzymują telefon z podsumowaniem tez raportu w sekundę po jego publikacji).”

Blodget sporo pisze o tym, co oznaczają zalecenia kupuj, akumuluj, i dlaczego w branży unika się rekomendacji sprzedaży (analityk nie poświęci swojej pracy i premii), a z drugiej strony dlaczego nie warto prognozować krachów tylko w prognozach wyceniać wzrost rynku.

Książka może przynieść korzyści stawiającym dopiero pierwsze kroki na parkiecie, ze względu na krytyczny stosunek do wielu spraw. Choć niestety krytyczne rady docenia się zazwyczaj po nabyciu własnego (często bolesnego) doświadczenia.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

9 Komentarzy

  1. deli deli

    Przepraszam. Pilny meldunek. Nie mogę czekać do środy.
    Przed nami w krótkiej perspektywie siedem dni trudnych – złoto i beryle dla zuchwałych,oblatanych w sztuce AT. I siedem następnych dni lepszych – srebro i kruszywo półszlachetne dla szerokiej braci.
    Szeroką ławą wychodzimy na niedżwiedzia w poniedziałek póżnym popołudniem 7. lutego. Wyobrażcie sobie, że nie po to siedzimy dłużej w pracy, by lepiej naśladować indeksy z Ameryki ale by lepiej wykończyć rzecz, która tam dopiero o świcie dociera i zaczyna.
    Przez siedem dni pierwszych ciekawych złoty będzie się skutecznie bronił schodząc bez lęku celebrując stopnie. Grajcie tę melodię futki walutowe dla Pani na Powiślu, grajcie.

    Atakujący przebudził niedżwiedzie naruszając tajemnicę.

    Białemu choremu niedżwiedziowi niech każdy z Was okaże tyle współczucia na ile go jeszcze stać.

    Acha, jeszcze jedno. Poruszający się za ciężkim taborem niech się szykują na miszkę dopiero 8. lutego tj. we wtorek.

  2. lesserwisser

    @ deli de

    Jeśli są to wskazówki upadłego analityka to musiałeś nisko upaść.
    Mam nadzieję,że chociaż lot był przyjemny i lądowanie na cztery łapy.:)

  3. lesserwisser

    deli deli

    Jeśli są to wskazówki upadłego analityka to musiałeś upaść z wysoka.

    Mam nadzieję,że chociaż lot był przyjemny a lądowanie na cztery łapy. 🙂

    Tak chyba będzie lepiej. 🙂

  4. deli deli

    @lesserwisser
    Petro, który niespodziewanie zjawił się rankiem w Warszawie, obiecuje mi, że jeśli będzie wolne miejsce, pojedziemy wszyscy razem do dworku pani Zofii a potem do Wadowic.
    Jak Cię będę miał pod ręką to Ci może nie przyjdzie do głowy mierzyć do mnie z dwururki.
    Na wszelki wypadek wrzuć do plecaka niezbędne rzeczy, żeby nie trzeba było na Ciebie czekać.
    Do zobaczyska, pistolecie jeden!

  5. lesserwisser

    @ deli deli

    Mam nadzieję, że ten Petro to nie Petro-linvest, który rankiem zjawił się w hotelu Warriott.

    Bo Wadowic to bym pojechał na kremówki, bo gdy widze słodyce to kwice, choć nie pcham się do koryta.

    Dziękuję za zaproszenie, ale w weekend zamierzam wybrać się do Egiptu a stamtąd to już żabi skok by zobaczyć Petrę, bo na mnie od dawna czeka.

    Więc do zobaczyska. 🙂

  6. deli deli

    @lesserwisser

    Geniusz, który ostrzega Cię wczas przed korytem,żebyś się do niego nie pchał, odnosi się do koryta ustawionego za nisko, w ten sposób, że zwierzęta nierozumne wchodzą weń brudnymi nogami. Takiego koryta w moim zaproszeniu nie widziałeś, bo go tam nie ma.

    Nie widziałeś też w moim komentarzu pokarmu założonego wyżej, który kojarzyć Ci się będzie odtąd z moimi wcześniejszymi tekstami, w których zasadziłem drzewo relacji: Zofia, ‘Dziedzictwo”, “Kossakówka”, ilustracje do “Mohorta”, Jarczowce Dzieduszyckich, emir Wacław Rzewwuski… W moim przekonaniu etos wypływający z tej krynicy będzie użyżniał strategie inwestora indywidualnego zbierającego nasze spolki i prowadził do Victorii jeśli nie w naszym to kolejnym pokoleniu.

    Rozumiem, że ściągnęła Cię tutaj perspektywa człowieka leżącego, sytuacje tragiczne, dramatyczne i strategiczne stany upadłości.. Ale bez przesady, a może właśnie na przekór – głowa do góry Kolego.

    Dixi.

    Do Borata

    Niech się druhowie jak słoma nie palą Boracie

    Na harce pod Skoczowem dwa tygodnie macie

  7. Pingback: Blogi bossa.pl » Ja, jako wróż

  8. Pingback: Ja, jako wróż | Tajemniczy świat finansów

  9. deli deli

    Bezwzględność i determinacja z jaką indeks “poleciał na deski” i zepsuł humor a może i weekend Kolegom “na długich”, zbudził moją czujność i zmusił do zastanowienia. Zrazu od niechcenia a potem pilnie rozpocząłem nanosić nowe kreski i kanał wzrostowy na str.4 naszego przejrzystego i niezbędnego Biuletynu. Moja kompozycja “Spotkanie z oporem ca. 2950WiG20” na współrzędnej czasu opiera się o trzecią dekadę czerwca. W odwodzie mamy jeszcze dobry sezonowy moment; czy pamiętasz debiut PEKAO SA?
    Nieformalnie, bo z uzasadnieniem życzę Wam zatem – Niech Wam nikt nie spłoszy świętego spokoju! Pogodnego weekendu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *