Staram się nie zabierać głosu w bieżących sprawach politycznych, jak również tzw. „reformy” „reformy emerytalnej”, ale doprawdy ilość przekłamań kryjących zwyczajny skok na kasę przez państwo przekracza już poziom absurdu.
W komentarzach do notki o IKZE pojawiły się sygnały, że wprowadzenie ulgi podatkowej od wpłat na indywidualne konta jest tylko zabiegiem mającym złagodzić zabór części składki emerytalnej do budżetu, ale myślę, że strach czy nadzieje nie pozwalają powiedzieć wprost innej prawdy. Moment, w którym rząd zdecydował się sięgnąć po przyszłe pieniądze do OFE był – de facto – pierwszym krokiem w likwidacji systemu emerytalnego dzielonego na III filary.
Mówiąc w skrócie spodziewam się, iż cała operacja – przygotowana na kolanie, czego dowodem jest wprowadzenie IKZE zamiast wzmocnienia IKE – jest podyktowana próbą uniknięcia przez rząd scenariusza greckiego, w którym reformy budżetowe odbywają się w kontekście płonących opon na ulicach. Nikt, kto obserwuje polską klasę polityczną nie może mieć wątpliwości, iż rząd stający przed alternatywą „kryterium uliczne” albo likwidacja OFE wybierze tą drugą ścieżkę. Jak większość rządów w przeszłości. Punktem zwrotnym będą jesienne wybory parlamentarne. Zwycięstwo obecnej koalicji rządowej będzie końcem OFE w obecnej postaci. Pierwszy krok został już zrobiony.
Przepowiadanie przyszłości, to stąpanie po grząskim gruncie, ale myślę, że w perspektywie kilku lat OFE w znanej postaci przestaną istnieć i na bazie obecnych trzech filarów w ramach OFE zostaną tylko połączone IKE i IKZE, których rozdzielenie jest skrajnym absurdem nie tylko utrudniającym wybór formy oszczędzania, ale również komplikującym całość pod względem podatkowym. Idąc dalej tą ścieżką, dlatego już dziś nie nakazano zakazu akwizycji, bo władze mają świadomość, że pozostawienie tylko ZUS-u bez „marketingowej” szpicy u obecnych OFE zwyczajnie pogrzebałoby w miarę łagodne przekształcenie obecnych instytucji oferujących II filar w klasyczne fundusze emerytalne bez przymusu państwowego.
Oczywiście nie potrafię udowodnić napisanego powyżej scenariusza, ale opieram go między innymi na alternatywnych do rządu prognozach przekroczenia progu ostrożnościowego w budżecie w kolejnych dwóch latach. Również fakt, iż rząd decyduje się na podwyżkę podatków w roku wyborczym i skok na kasę w OFE – słusznie czy nie – uznawaną przez obywateli za ich prywatną podpowiada mi, że w rządzie istnieje już świadomość nieuchronności pewnych kroków w polityce fiskalnej. Starczy przypomnieć, iż w kolejnych kilku latach, gdy otworzy się dla młodych Polaków rynek pracy w Niemczech, kolejne setki tysięcy wypadną z systemu zusowskiego i dziura po stronie składek, która grzebie właśnie „reformę” sprzed dziesięciu lat, nie zostanie pomniejszona.
Procesy demograficzne, zbyt wolny rozwój gospodarczy w Polsce i otwarty rynek pracy w Europie właściwie skazuje OFE na likwidację lub – co byłoby chyba gorsze – na powolny uwiąd. Osobiście nie ukrywałem, że system w obecnej postaci, w którym istnieje przymus przynależności do prywatnych OFE, uważałem i uważam za skrajnie demoralizujący zarówno OFE, jak i samych emerytów. Dlatego też nie będę płakał, gdy system oparty o III filary zostanie zastąpiony najgorszym z najlepszych, czyli systemem II-filarowym. Może w przyszłości dojdziemy do punktu, w którym politycy zrozumieją, iż kluczem do uzdrowienia systemu jest likwidacja ZUS-u i włączenie systemu emerytalnego do budżetu państwa z emeryturą identyczną dla wszystkich oraz otwartym rynkiem prywatnych systemów emerytalnych.

