Małpa czyli losowość inwestycji 3

Do wszystkich ostatnich moich wpisów na temat małp i losowości potrzebne jest wyraźne podkreślenie przynajmniej 3 założeń aby nie wypaczyć potencjalnych efektów.

Po pierwsze

Żaden wybór dokonany przez małpę NIE eliminuje ryzyka. Chodzi oczywiście o ryzyko rozumiane jako możliwość spadku wartości portfela podczas korekt i bessy (chociaż wielu długoterminowych inwestorów nie traktuje tego typu zjazdów kapitału jak ryzyka). Profesjonalnie zarządzane fundusze typowo akcyjne również tego ryzyka nie eliminują choć zmniejszają je, ich historyczne stopy zwrotu wskazują na niższą zmienność (czyli rozpiętość zmian wartości portfela).

Nie wspominam natomiast ryzyka losowego trafienia w przyszłego bankruta, dywersyfikacja portfela ma za zadanie amortyzować takie właśnie ewentualne pomyłki. Ponownie jednak gdyby odnieść to do profesjonalnych doradców to archiwa pełne są pozytywnych rekomendacji dla spółek, które wkrótce dokonywały żywota (jak choćby tak spektakularne jak Enron).

Elementem ryzyka może być również moment rozpoczęcie inwestycji a nie decyzja o tym w jaki sposób wybrać akcje. Tyle, że podobny dylemat dotyczy zakupu jednostek inwestycyjnych funduszy.

Ograniczenie ryzyka leży poza zasięgiem małpy więc praktycznie losowo dokonywane decyzje nie dają szans przeżycia na rynku futures czy forex. Pozwalają natomiast radzić sobie na rynku akcji gdyż:

Po drugie

Rynek akcyjny ma wpisany w swoje istnienie wznoszący dryft, co znaczy, że istnieje niesymetryczność trendów (spadkowego i wzrostowego) a więc w długim terminie giełda przynosiła zyski pochodzące z ruchów wzrostowych, zgodnych z rozwojem gospodarek i rosnących dochodów firm. To dlatego zyskowne jest również inwestowanie indeksowane czyli po prostu zakup rynkowych indeksów lub pochodnych na nie. Portfel losowy cechuje duża korelacja z indeksami rynku i może on zyskiwać więcej niż sam indeks. To obok oszczędności czasu druga jego przewaga w procesie wyboru metody decyzyjnej.

I po trzecie

Zakładamy pasywne zarządzanie pozycją czyli losowy wybór akcji za równe części posiadanego kapitału i przetrzymywanie ich w długim terminie bez dokonywania zmian. W tym właśnie momencie zapalają się czerwone lampki – jak to możliwe, że losowo, niemal bezmyślnie dokonana inwestycja może przynieść większe albo przynajmniej niewiele gorsze zyski niż te generowane przez zastępy profesjonalnie nadzorowanych funduszy inwestycyjnych, zarządzanych często aktywnie? Odpowiedź nie jest prosta ale pewne zasadnicze powody takiego stanu rzeczy da się w kilku zdaniach wyodrębnić:

Przede wszystkim timing czyli aktywne zmiany pozycji zależne od koniunktury są z kilku powodów nieefektywne w przypadku takich molochów jakimi są fundusze – ich „przewaga” pochodzi z selekcji firm (fundamentalnej, portfelowej). Pisałem o tym z podaniem statystyk we wpisie o mitach:

https://blogi.bossa.pl/2010/09/26/inwestycyjne-mity-czesc-8/

Zresztą samo słowo „przewaga” na rynku celowo ująłem w nawiasy gdyż i tutaj mamy do dyspozycji sporo statystyk pokazujących, że w długich terminach tylko część funduszy inwestycyjnych radzi sobie z pokonywaniem średniej czyli zysków pochodzących ze zmian samych indeksów rynkowych. Udaje się to 25-35% z nich przy czym trudno z góry ustalić które mają tego rodzaju siłę (tu więc również można bawić się strzałkami). Temat przegrywania z benchmarkami rozwijałem choćby w tym wcześniejszym wpisie:

https://blogi.bossa.pl/2009/05/26/fundusze-kontra-indeksy/

Przyczyny takiego faktu niekoniecznie tkwią w samym braku kompetencji w osiąganiu ponad standardowych zysków (tzw. alfa) ale często tkwią w inercji i braku elastyczności instytucjonalnych powierników. Inwestor indywidualny może wypełnić portfel losowy akcjami w jeden dzień i tak samo szybko go opróżnić. Fundusz potrzebuje na to tygodni, dodatkowo wpadając w status tzw. musika – jeśli przybywa kapitałów od klientów trzeba dokupować akcji po mało korzystnych cenach, symetrycznie w drugą stronę odbywa się to przy sprzedaży (umorzeniach). Zresztą sam timing polega jedynie na zmianie, czasem nietrafionej, zaangażowania a nie całkowitego pozbycia się aktywów. W przypadku małych i średnich spółek dochodzi również ryzyko płynności, ograniczające zyski przy sprzedaży na spadkach. I kolejna rzecz – marginalne w zasadzie wykorzystanie ubezpieczeń aktywów przed spadkami (hedging).

Hipoteza efektywnego rynku po raz kolejny pokazuje pazury. Nawet jeśli pojawia się w niej wiele krytykowanych mielizn to oddaje część zjawisk zachodzących w praktyce w niektórych segmentach rynku. Nie ma wprawdzie żadnej gwarancji (choć jest duża szansa), że losowy portfel poradzi sobie na rynku lepiej niż część zawodowców (dlatego nazywa się tak jak nazywa) to jego zachowanie nie odbiegnie zanadto od tego co możemy dostać w okienkach bankowych za sute prowizje. Zasadnym jednak pytaniem dla części inwestorów byłoby nie to czy zatrudnić małpę tylko dlaczego profesjonalni zarządzający przegrywają z nią w części przypadków? Częściowo odpowiedzią był powyższy wpis.

A dlaczego losowy wybór portfela pozostaje tylko w sferze zabawy? W kolejnym wpisie.

—*Kat*—

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *