Nie odpuszczę małpy tylko jednym wpisem 🙂 W jej przypadku praktycznych wniosków, po które wypada sięgnąć, jest aż nadto.
Mamy tutaj przecież materiał porównawczy do sprawdzenia jakości strategii inwestycyjnych i porad analityków/doradców, mamy zagadkę działania losowych decyzji, mamy pytanie o profesjonalne zarządzanie aktywami, mamy kwestię rzeczywistych rozmiarów efektywności rynku i zasięgu teorii błądzenia losowego. No i oczywiście nie zapominam o zrobieniu miejsca dla opisu doświadczeń i oświadczeń Czytelników 🙂
Żeby znaleźć punkt odniesienia trzeba sięgnąć do całkiem poważnych tez i eksperymentów, które dały asumpt do rozważań na temat roli małp w kwestii efektywności inwestowania.
Zaczęło się od pisemnego wyzwania rzuconego przez wielokrotnie wspominanego przez mnie ekonomistę Burtona Malkiela, orędownika teorii błądzenia losowego w finansach. W swojej najsłynniejszej książce „A random walk down Wall Street” napisał takie oto zdanie:
„Ślepa małpa, rzucająca strzałkami w strony finansowej gazety, mogłaby wybrać portfel, który radziłby sobie tak samo dobrze jak ten z pietyzmem wybrany przez ekspertów”
Wyzwaniem tak postawionym zaopiekował Wall Street Journal (WSJ), poświęcając mu przez lata osobną kolumnę (wcześniej i dość krótko robił to magazyn Forbes). Oto w październiku 1988 roku po raz pierwszy w osobnym dziale zaczęto publikować i porównywać 2 a potem 3 portfele, złożone z 4 spółek każdy.
Aby nie męczyć małpek (a już tym bardziej ślepych) i nie dać powodów do protestów obrońcom zwierząt, rzutkami do tarczy złożonej z nazw spółek rzucało 4 różnych dziennikarzy gazety, a każdy „wystrzeliwał” jedną firmę do pierwszego portfela. Do kolejnego portfela swoje typy układali wszelkiej maści specjaliści od giełdy, również każdy po 1 spółce. Po jakimś czasie dla podniesienia temperatury pozwolono w 1999 roku również czytelnikom zrobić swój własny portfel. Wybór papierów został ograniczony do najpłynniejszych spółek z największych giełd w USA. Początkowo konkurs trwał miesiąc ale ponieważ stwierdzono, że to zbyt mało na poznanie siły akcji dlatego rozszerzono go do 6 miesięcy. Po 14 latach, tj. w 2002 roku, zawieszono zabawę. Jednak popularność jej była tak duża, że konkurs narodził się na nowo i w weekendowej kolumnie ‘Dartboards’ można śledzić aktualne rankingi.
Wyniki? Zbiorcze podsumowanie udostępniono po 100 6-cio miesięcznych edycjach zawodów:
W 61% z nich górą nad strzałkami byli zawodowcy, zarabiając 11,0% wobec 4,5% zysków uzyskanych przez rzucających do celu. Specjaliści zwyciężyli również nad indeksem DJIA w 51% edycjach.
Kolejne zestawienie pojawiło się po ostatniej, 142-iej 6-cio miesięcznej edycji:
Zawodowcy uzyskali średnio 10,2% zysku w każdej
Strzałkowcom udało się osiągnąć średnio 3,5% zysku
Indeks DJIA rósł w tym czasie po 5,6 %
Niestety w krótkiej historii typowań czytelników ponieśli oni stratę, przegrywając w porównywalnym czasie i z ekspertami i ze strzałkami.
Można by rzecz: wyniki mówią same za siebie – i losowy wybór i teoria rynku efektywnego przegrały z wiedzą i umiejętnościami. Ale jak to często bywa jest „jedno ale”, które dorobiło się nawet kilkunastu prac naukowych. To „ale” składa się jeszcze z kilku „pod-ale” i powoduje, że wyniki ekspertów są obciążone kilkoma zjawiskami, które prawdopodobnie spowodowały ich zawyżenie.
Przede wszystkim –powstał tzw. efekt publikacji. Rynek zwąchał krew i zaczął grać na akcje wybrane przez zawodowców. Udowodniono w kilku pracach (np. „The ‘Dartboard’ Column: second-hand information and price pressure”), że publikacja ich typów powodowała mocny wzrost obrotów i ponadnormalne zyski w przeciągu kolejnych 2 sesji. Potem to ciśnienie ustępowało wprawdzie a w długim termie efekt zanikał jednak dawało to nieznaczną przewagę w ostatecznym rozliczeniu. W pewnym momencie sprawy zaszły na tyle daleko, że pojawiały się przecieki o typach i wolumen oraz kurs typowanych papierów rósł jeszcze przed publikacją.
Po wtóre – sam Malkiel, który rzucił pierwszą strzałkę, próbował bronić swoich hipotez uważając, że 4 papiery to zbyt mały portfel gdyż realne, rynkowe zawierają dużo większy skład, że liczyć powinno się dopiero po odsianiu powyższego efektu publikacji, że powinno się ogłaszać zresztą tylko wyniki końcowe (tzw. podwójnie ślepa próba).
Po kolejne i chyba najbardziej nietrafione – profesjonaliści wybierali bardzo ryzykowne spółki, o wysokiej beta i wysokim wzroście EPS (earnings per share). Oni stawiali na szali swoją popularność czy nawet szacunek więc robili wszystko by wygrać, ale jednocześnie nic co byłoby niedozwolone.
Niemniej jednak choć w starciu z zawodowcami „małpy” nie odniosły sukcesów to życie dnia codziennego na giełdzie nie jest już tak jednostronne, o czym w kolejnym wpisie.
—***Kat***—


Dodaj komentarz