Pogrzeb odwołany, plotki przesadzone

Jacek z odwagą rzucił pytania o przyszłość dolara i pozwolił sobie na tezę, iż świat zdaje się odwracać od amerykańskiej waluty. Jego zniuansowany głos koresponduje ze sposobem myślenia  typowym dla pewnej grupy inwestorów i komentatorów rynkowych, którzy oczekują  upadku dolara w roli waluty rezerwowej, bądź osłabienia jego pozycji, jako bezpiecznej przystani. Nie zgadzam się tą diagnozą. Już sam fakt, że na rynku walutowym dolar i jen umacniają się, gdy rośnie niepewność a złoto potrafi spadać mimo napięć politycznych, powinien dać komentatorom do myślenia. Nie wiem dlaczego ignorują zachowania rynku. Może popadli w chorobę czekania na wczorajszy dzień.

Jeśli uważnie wczytacie się Państwo w załączoną do Jacka notki tabelkę, to zobaczycie, iż największymi wierzycielami USA były i są dziś Chiny i Japonia. Pierwsza gospodarka ma ambicje stania się największą na świecie a druga pozostaje jedną z najbardziej innowacyjnych. Każdy z tych krajów powiększa swoje zaangażowanie na rynku amerykańskiego długu. Jak słusznie zauważano w interesie obu krajów nie jest dążenie do upadku USA, ale tłumaczenie Japonii i Chin specyficzną próbą zmanipulowania rynku i uśrednianiem strat wydaje mi się nadużyciem.

Może należałaby na te zaangażowania spojrzeć inaczej. Japonia i Chiny, jak nikt inny, wiedzą na czym w Azji siedzą – przepraszam za rym. Nieprzewidywalny reżim w Korei Północnej powoduje, iż narażone na jej ataki Japonia i Korea Południowa nie będą wstanie zastąpić dolara swoimi walutami. No to może juan? Przecież wszyscy wiedzą, iż waluta chińska od lat jest niedowartościowana, bo Chińczycy oszukują, żeby ich eksport był opłacalny i wszyscy wiedzą, że będą oszukiwali. Dwa najważniejsze kraje Azji, których waluty miałyby zastąpić dolara, możemy zatem odłożyć na półkę.

Euro? Wolne żarty, kto na świecie chciałby zbierać walutę, która może upaść w wyniku kryzysu politycznego w jednym z ważnych krajów w Unii Europejskiej. Wyobraźcie sobie Państwo, iż w Niemczech w wyborach lokalnych wygrywa polityk, który postuluje wyjście Niemiec ze strefy euro i powrót do niemieckiej marki. Nie chciałbym być wówczas w skórze inwestora, który ma duży zbiór euro lub obligacje mniejszych krajów strefy euro. Waluty wrażliwe na surowce – dolar australijski, dolar kanadyjski czy rubel – możemy odłożyć na półkę, bo poszukiwanie stabilności cen w tych walutach jest, jak leczenie dżumy cholerą. Widzicie Państwo jakiegoś innego kandydata? Ja bardzo chciałem, ale nie potrafię.

Jeszcze większym mitem są SDR-y. Zadajcie sobie Państwo pytanie, czy ktoś z Was rozumie, jak działają SDR-y? Czy wyobrażacie sobie sytuacje, że przedsiębiorca, który ma problemy ze zrozumieniem kursów walutowych i ryzyka walutowego, będzie chciał handlować rozliczając się w jakimś koncepcie zagmatwanym nawet dla absolwentów kierunków finanse i bankowość. Już prędzej widzę powrót do wymiany barterowej niż zastąpienie dolara jakąś ideą, która nie znajduje pokrycia w ludzkim doświadczeniu. Dolar to konkret – SDR to księgowość a tej większość nie lubi.

Wzajemna wymiana z pominięciem dolara? Teoretycznie możliwa, w praktyce i tak każda z konkretnych walut będzie oceniania w relacji do innych walut a kursy krzyżowe ważniejsze od tego, czego życzą sobie politycy i miłośnicy zredukowania obecności obcych, słabych, silnych i innych w wymianie pomiędzy krajem X a Y. Nie mam wątpliwości, że wcześniej, czy później będzie handel ala RWPG. Pojawi się sztuczny świat, w którym ktoś pierwszy kopnie w stolik i powie, że nie będzie dokładał do biznesu i trzeba wrócić do normalnego świata z dolarem w centrum.

Na koniec drobna uwaga. Ostatnie tygodnie na Wall Street pokazały, jak przesadzony jest dziś pesymizm na rynku. Wszystko wskazuje na to, iż amerykańscy analitycy mają za sobą największą wpadkę w historii. Niedoszacowanie wyników spółek w II kwartale było – delikatnie mówiąc – porażką. Kiedyś w jednym z komentarzy do tekstu napisałem, iż spodziewam się odbicia w gospodarce amerykańskiej w II połowie roku. Podtrzymuję to kolejny raz, ale tym razem z pytaniem, co będą mówili zwolennicy śmierci dolara, kiedy PKB USA w IV kwartale wzrośnie – powiedzmy – o 2,5 do 3 procent a gospodarki Japonii, Niemiec czy Francji ożywią się o ułamki procent lub nie ożywią się wcale?

[Głosów:0    Średnia:0/5]

10 Komentarzy

  1. jtyszko

    Hm, podobno analizując cały dług USA (jak podano dziś w TVN CNBC), to można wyliczyć, iż zadłużenie “statystycznego” obywatela USA wynosi dzisiaj średnio ok 38.000 dolarów. Czy kraj z tak zadłuzonym społeczeństwem może mieć dobre perspektywy wzrostu i silną walutę w długim terminie? Ja w to nie wierze, ale fajnie, ze Adam pokazał inny punt widzenia 🙂

  2. astanczak

    Nie mam czasu teraz poszukać dokładnych danych, ale jeśli dobrze pamiętam, to w czasach Reagana deficyt był też rekordowy a już w czasach Clintona deficytu nie było a była nadwyżka – udało się to zrobić może kilkanaście lat. Tak więc skutek obecnego zadłużenia zobaczymy za kilkanaście lat. Jednak ja chciałem powiedzieć coś innego – jeśli dolar ma powody do słabości, to taki jen powinien leżeć na podłodze a jednak się umacnia. Część walut na świecie – właśnie jen, dolar – mogą być silne słabością innych walut, bo nie ma dla nich alternatywy. Poczekamy 6 miesięcy i zobaczymy, jakie będą perspektywy przed USA, strefą euro i Japonią.

  3. Kris

    Dolar zjeżdża i w ciagu roku zjedzie poniżej 2 PLN:)

  4. tomfid

    Ciekawą i ważną dyskusję panowie zapoczątkowali 🙂

    “jen, dolar – mogą być silne słabością innych walut” – moim zdaniem to bardzo trafna uwaga. Zielony tak długo będzie w centrum świata finansów, jak długo inne waluty będą narażone na mało odpowiedzialne działania rządzów w innych krajach. Jeśli ktoś w końcu się opamięta (mówię tu o krajach o potencjale gospodarczym zdolnym nawiązać do tego prezentowanego przez USA – BRIC, Japonia, Wlk. Brytania, Niemcy) i przestanie sabotować swoją gospodarkę przeróżnymi planami ratunkowymi, drukowaniem pieniędzy bez pokrycia, nacjonalizacją banków, itd to przyjdzie czas na zmianę waluty światowej. O ile Amerykanie nie opamiętają się wcześniej…a to jest o tyle prawdopodobne, że efekty działań tak słabego prezydenta jak Obama z pewnością szybko dadzą im do myślenia (czy nie czas wrócić do prawdziwego wolnego rynku).

  5. Thome

    “Podtrzymuję to kolejny raz, ale tym razem z pytaniem, co będą mówili zwolennicy śmierci dolara, kiedy PKB USA w IV kwartale wzrośnie – powiedzmy – o 2,5 do 3 procent a gospodarki Japonii, Niemiec czy Francji ożywią się o ułamki procent lub nie ożywią się wcale?”

    Powie, że pompowanie w trupa adrenaliny dało chwilowy napęd oraz że żywotność amerykańskiej przedsiębiorczości pomimo działań rządu budzi podziw. Natomiast przyczyny słabości pozostałych wymienionych gospodarek są różne. Japonia np. dzielnie podąża drogą – nazwijmy ją stymulacyjną – od ilu lat? Ile to już “programów”, “akcji” i “wysiłków rządu” w celu pobudzenia goapodarki tam widzieliśmy? A Ci “źli Japończycy” wciąż nie chcą na potęgę wydawać…..

    Siłą dolara obecnie jest słabość innych walut/koncepcji. Zmiana waluty rozliczeniowej nie następuje “z wtorku na środę”, ale stopniowo. Osobiście życzę USA jak najlepiej – ale już sam fakt straszenia przez Chiny zmianą w tym zakresie jest znamienne…..

  6. Dobry artykul, pozdrawiam autora.

    O sile waluty decyduje ogolnie pojety potencjal, wlaczajac militarny, jej emitenta i w tym swietle usilowanie podwazania perspektyw wzrostu USA i sily USD jakoby w swietle zadluzenia per capita w wysokosci $ 38 tys to co najmniej nieporozumienie.
    Z wypowiedzi osob komentujacych wpis, wylaczajac urojone marzenie o $ wycenionym na 2PLN bo takie posty wywoluja jedynie spontaniczna wesolosc, widac wyraznie brak zrozumienia przyczyn kryzysu i potrzeby owego ‘dodrukowania’ ale skoro TVN ksztaltuje poglad na zdarzenia w gospodarce swiatowej to inaczej byc nie moze.

  7. jtyszko

    @dobry artykul,

    Spontaniczna wesolosc powinny wywolywac prognozy ropy po 200 USD dokonywane bez mrugniecia oka, a dwa lata pozniej – po 20 USD za barylke.

    W TVN dokonano prostych przeliczen zadluzenia i liczby mieszkancow, a jesli sie z tym nie zgadzasz to jakbys podwazal zasady matematyki, bo cyfry nie klamia 🙂 Cyfry natomiast mowia kto w swiatowej gospodarce ma pieniadze a kto ich nie ma – a Amerykanie ich na pewno nie maja. Dla mnie dolar bedzie coraz bardziej bezwartosciowy (swiatowy, ale bezwartosciowy) dlatego ze spoleczenstwo w USA ubozeje – bedzie to nadal w pewnym sensie waluta swiatowa, ale chyba robi roznice czy bedzie to przy parytecie 1.6 za euro, czy 1.2?

    W tym wszystkim co mowimy o pozycji dolara chodzi przeciez glownie o wartosc dolara wzgledem innych walut, a nie ze raptem przestanie byc z dnia na dzien waluta rezerwowa. Prawda? Jesli uwazasz ze dolar bedzie sie umacnial do euro, jena czy juana czy nawet zlotowki (bo tak rozumiem ten komentarz), to sie z Toba niestety nie zgadzam. A jak bedzie naprawde – zobaczymy za przynajmniej rok-dwa:-)

    Jesli nadal wierzysz w niepodwazalna mocarstwowosc ekonomiczna USA, to zerknij do historii – Egipt Faraonow, Cesarstwo Rzymskie… nawet Polska Jagiellonow – to tez byly potegi, ale… do czasu.

  8. pit65

    Podlinkuję taki ponad 30 letni wykres, który już podawałem na zaprzyjaźnionym blogu

    http://www.nowandfutures.com/images/global_liquidity_cofer_base2.png

    więc gdyby korelacja się utrzymała to w ciągu kilku lat jednak dolar powinien się umacniać w stosunku do swoich walut “satelitów”.
    Oczywiście nic to nie mówi o sile nabywczej papierowego kolosa ze swoją walutową konstelacją .

  9. astanczak

    @ jtyszko

    Jacku, tu nie chodzi o to, kto ma rację. Ja nawet nie zgadzam się na to, żeby z obu naszych wpisów na blogu (absolutnie nie są to analizy i prognozy) ktoś nas rozliczał. Chodzi raczej o dyskusję nad pewnymi punktami widzenia. Twój podsumowuje obecny nurt w analizach i komentarzach a mój jest niezgodą na zawarte w tych analizach prognozy. Tylko tyle. Jeśli wszyscy godziliby się w jednym z tych punktów widzenia, to dolar byłby skrajnie silny lub leżał na łopatkach. Dodam, że w piątek IMF (chyba to był IMF – nie chce mi się teraz szukać, jest sobota) powiedział, że dolar jest dziś przewartościowany. Pewnie opierają się na modelu i zmiennych, które ty sam w swojej notce i późniejszych komentarzach uważasz za najważniejsze.. Mimo wszystko uważam, że US, jak zwykle w przeszłości, wyjdą z tego kryzysu wzmocnione i zobaczymy tam w najbliższych 6-8 kwartałach PKB sięgające czasami +5 procent a w Europie i Japonii, jak zwykle w przeszłości, +2 procent będzie wielkim sukcesem, z którego wszyscy będą dumni. USA ciągle ma sporo do powiedzenia w nowych technologiach. Wall Street – jak widać po wynikach banków – już łapie pion i nie odda pola ani Londynowi, ani Singapurowi i zostanie centrum finansowego świata. Nie wiem, co urodzi się na gruzach General Motors, ale Ford jednak daje radę. No i jeszcze jedno – USA to jeden z największych rynków wewnętrznych na świecie – wartość sama w sobie.

  10. Pingback: Blogi bossa.pl » Z pogrzebu na pogrzeb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *