Czy dolar pozostanie walutą światową? W pewnym sensie tak, a w jakim – najprościej odpowiedzieć na to pytanie, analizując strukturę amerykańskiego zadłużenia, szczególnie to – w czyich to rękach dolar ów się znajduje. Ważna jest nie tylko struktura, ale również to jak się zmieniała do tej pory i …jak może się zmieniać w kolejnych okresach.
Jedni uciekają, inni lecą jak ćmy do ognia.
W skali ostatniego roku rząd amerykański coraz mocniej ?siedzi w kieszeni” rządowi chińskiemu, wydarzenie nie do wyobrażenia w czasach ?żelaznej kurtyny”. Świadczy to z jednej strony o gwałtownym postępie globalizacji i liberalizacji światowego handlu i światowych przepływów finansowych, a z drugiej – że być może, w sytuacji kryzysu, wszystko jest na sprzedaż, nawet ideały. Warto prześledzić jak na przestrzeni roku zmieniała się struktura wierzycieli amerykańskiego skarbu. Widać, kto przezywa kryzys i nie posiada nadwyżek bądź rezerw, a kto przeżywa kryzys łagodniej i posiada jeszcze rezerwy. Co nam mówią cyfry? Ponad 100 miliardów wycofali w skali roku Brytyjczycy, podczas gdy Rosja (niemal dwukrotnie w skali roku) czy Chiny (o niemal 60 procent) zwiększyły zaangażowanie. Wysoki udział posiadają kraje eksportujące ropę naftową, a zaskakujaco niewielki – Brazylia. Palmę pierwszeństwa dzierżą niepodzielnie oczywiście Chiny, które skupiły w swoich rękach aż ? amerykańskiego zagranicznego długu.
Kupowanie przychylności?
Do tej pory Chińczycy kupowali amerykańskie papiery skarbowe nie tylko po to aby ulokować ogromne nadwyżki, ale także po to aby kupić jednocześnie przychylność amerykańskiej administracji w kwestiach gospodarczych i politycznych. Dopóki ten strumień nadal płynie (zwiększył się o ponad 300 miliardów dolarów w ostatnim roku), dopóty ta przychylność będzie duża. Jednocześnie obydwie strony coraz silniej klinczują się nawzajem, co tylko potwierdza, iż powstał finansowy twór, gdzie kapitalizm i socjalizm potrafią współgrać na polu ekonomicznym i przymykać oko na niektóre rzeczy na polu politycznym. Nikt nie wypomina łamania praw człowieka, o Tybecie się nie mówi, a Statua Wolności ?patrzy i nie grzmi”. Kto by dziś piętnował tego rodzaju wydarzenia?. ?Cash is king” – chyba pod niemal każdym względem, skoro na aukcjach internetowych handluje się juz nawet dziewictwem, a media nie szanuja juz zadnych Tabu. Tyle dygresji ! Wracając do realiów, na czym polega ów klincz?
Klincz
Moim zdaniem, Chińczycy nie mogą przestać kupować amerykańskich papierów skarbowych, aby nie dopuścić do nadmiernego osłabienia dolara. Dolar trzyma się ?jako tako” tylko dzięki zagranicznym transferom, głównie z Państwa Środka. Osłabienie dolara mocno ?przetrzebiłoby” realną wartość 800 miliardów dolarów, jakie Chińczycy mają na dzień dzisiejszy ulokowane w amerykańskich papierach skarbowych. Z tego punktu widzenia Chiny stały się największym bankierem USA, ale i zakładnikiem własnego postępowania. Z drugiej strony amerykanie są zakładnikami Chińczyków, gdyż trudno byłoby sobie wyobrazić finansowanie planów pobudzających gospodarkę amerykańską, w sytuacji gdy załamałby się popyt na amerykańskie obligacje. Oznaczałoby to kolejną odsłonę kryzysu finansowego w USA, już nie na szczeblu banków, ale na szczeblu budżetu. I po raz kolejny rozlałoby się to falą po innych rynkach – słaby dolar pogrążyłby wiele światowych gospodarek rozliczających się w tej walucie (choć dla USA byłby korzystny). Szachy w światowej gospodarce stają się coraz bardziej interesujące, choć częściej partia kończy się patem i remisem, niż wygraną, ale może to najlepsze wyjście?
Tak czy owak, dolar blednie.
Znamienne jest od pewnego czasu to, iż coraz więcej przedsiębiorstw, a nawet krajów przechodzi na bezpośrednie rozliczenia walutowe, z pominięciem międzynarodowej waluty rozliczeniowej, którą w krajach rozwijających się był najczęściej dolar. Może to wynikać z tego, iż dla niektórych – gospodarka amerykańska nieprędko podniesie się z kryzysu, a to będzie oznaczać, iż dolar amerykański pozostanie przez dość długi czas w odwrocie – czyli nadal będzie się osłabiał względem wiodących walut. Wynika to także oczywiście z silnego rozchwiania kursów, w sytuacji gdy międzynarodowe instytucja finansowe wykorzystują czas kryzysu i spekulują gdzie się da i …czym się da. Coraz więcej zaleceń ma jednak charakter ostrzeżeń przed dolarem i aktywami denominowanymi w tej walucie. Nie wszyscy się z tym zgadzają, ale cały w tym urok, aby być w poglądach wyrazistym – bez tego inwestować się nie da (!). Jedni mają wybór, podczas gdy inni – głównie USA i Chiny, są na siebie skazani. Paradoks historii 🙂 Nie wszyscy jednak przejmują się dolarem czy juanem, a cała sytuację mogą traktować jako okazję do czegoś całkiem innego – bardziej osobistego. Do czego? O tym mowa poniżej.
Co może być ?trendy” dla miliarderów?
Można na to wszystko spojrzeć inaczej. Gdyby kupno amerykańskich obligacji uznać tylko za lokatę (po której wrócimy do własnej waluty), to zysk z takiej inwestycji będzie moim zdaniem mizerny (o ile w ogóle osiągniemy zysk – patrz „ryzyko walutowe”). Jeśli jednak uznać, iż kupno amerykańskich papierów skarbowych jest tylko etapem pośrednim może to wyglądać inaczej. Dlaczego? Zakładając, iż chcemy zmienić miejsce rezydencji lub budować nowe imperium na podupadłym rynku, kupno walorów skarbowych na tym rynku będzie dobrym przyczółkiem i okazją do ?łapania okazji”. Z tego punktu widzenia mogą wychodzić np. niektórzy oligarchowie lub szejkowie, którzy posiadają więcej gotówki niż niejeden kraj, a którzy nabywają amerykańskie obligacje, aby potem (jeśli kryzys w USA będzie się przedłużał) przejmować na przykład amerykańskie przedsiębiorstwa. Zawsze będzie to lepsze niż mało perspektywiczny dla inwestycji siekący mróz czy rozgrzany piach we własnym kraju. Być może nawet ?trendy” będzie wśród miliarderów powiedzieć – ?Mam 3 amerykańskie firmy samochodowe, 6 niemieckich banków i jakieś tam salony odzieży z Francji. Producenta butów nie chciałem, bo nie był z Włoch. Kupiłem okazyjnie na wyprzedaży bankrutów” Abstrakcyjne? A jak ma się do tego sprawa ?przejmowania” czołowych i markowych klubów piłkarskich – Chelsea, Manchester City itp. Tylko patrzeć, jak czołowy włoski lub hiszpański klub staje się z dnia na dzień… nie arabski, nie rosyjski, tylko….chiński.
Efekt ?cieplarniany”
Nowe powiązania finansowe będące pochodną zmian geopolitycznych i mentalnych powodują (bez względu na motywy), iż dolar staje się finansowo, politycznie i moralnie coraz bardziej ?żółty”, a ci którzy się z tym nie zgadzają, zawsze mogą zażartować – hmmmm… przecież mamy efekt cieplarniany, więc niejedna zieleń nieco żółknie. To fakt, w gospodarce amerykańskiej jest tak „gorąco”, że nawet dolar może zżółknąć. Ale nie o to przecież chodzi. Huang ho – i wszystko jasne ! Dobre w tym jest jednak to, że dla nas dominującą w rozliczeniach walutą jest od pewnego czasu euro, a nie dolar, więc jesteśmy nieco na uboczu tych ?szachów”, choć podobno sinologia to jeden z bardziej obleganych, od pewnego czasu, kierunków studiów.
Jacek Tyszko


Dodaj komentarz