W teorii, różnica między teorią i praktyką nie istnieje. W praktyce owszem. Yogi Berra
Symulacje to coś niesłychanie użytecznego. Dzięki nim możemy spróbować określić potencjalne skutki wykorzystania jakichś narzędzi, ewentualnie próbować przekonać innych do swoich racji. Gdy startowała reforma emerytalna w symulacjach długoterminowych dotyczących wielkości naszych emerytur zakładano średnioroczną stopę zwrotu na poziomie 10-15 %. Było to o tyle uzasadnione, że stopy procentowe i inflacja były relatywnie wysokie. Dzięki tym symulacjom uzasadnione było wprowadzenie przez towarzystwa emerytalne prowizji na poziomach 10%. Potęga symulacji i procentu składanego powodowała, że mogliśmy marzyć o emerytalnych wakacjach na Hawajach (czy ktoś jeszcze pamięta jedną z reklam, gdzie emerytowi na tle fototapety z nogami w misce przeciwstawiano bajeczne wakacje pod palmami?).
Ostatnio Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych znów symuluje. Tym razem, że obniżenie o połowę płaconych przez nas prowizji na rzecz towarzystw emerytalnych nie będzie miało znaczącego wpływu na wielkość naszych emerytur. W sumie, może i racja skoro mają one wynieść po kilkadziesiąt złotych. Ale idąc tym samym tropem rozumowania można powiedzieć: ?skoro nie ma to znaczenie, to czemu wam tak zależy na NIE OBNIŻENIU”.
Odkąd na stronach IGTE znalazłem sposób liczenia średniomiesięcznej stopy zwrotu jako iloraz rocznej stopy zwrotu i liczby miesięcy w roku (co dawało fenomenalny wynik 2,5% miesięcznie) nie dowierzam symulacjom IGTE. To znaczy rozumiem, że ich celem utrzymanie jest jak najdłużej oligopolu w obecnej postaci i kasowania od nas jak najwyższych stawek.
Wielokrotnie od początku reformy emerytalnej nawoływałem – ludzie sprawdźcie swoje konta emerytalne – kwoty wpłacone i to co faktycznie macie. Nie wierzcie rankingom prezentowanym przez KNF, reklamom OFE i symulacjom IGTE. Większość stóp zwrotu dotyczy wartości JEDNOSTEK, a nie kwot pomniejszonych o prowizję.
Czas więc na symulację, ale na podstawie bardzo realnych danych. Z mojego konta emerytalnego (OFE o najniższych prowizjach) wziąłem informacje o wszystkich wpłatach na to konto od początku jego istnienia, czyli blisko dziesięć lat (konto doświadczyło opóźnień, pomyłek, braku zasileń czyli jest reprezentatywne).
Zielona linia to poziom gotówki wpłaconej na rachunek. Gruba czerwona linia to stan wartości mojego rachunku w OFE. Stopa zwrotu (NA WPŁACONYM KAPITALE) po blisko 10 latach to 37%. Choć w tym czasie wartość jednostki rozrachunkowej mojego funduszu wzrosła o 120%. Dla mniej zorientowanych – jednostka rozrachunkowa to ta wartość, którą OFE wykorzystują we własnych reklamach, żeby kusić jak to są lepsze od konkurencji.

To realia. A teraz symulacja. Czarna linia na wykresie reprezentuje symulowany wynik inwestycji kwot identycznych, jak te wpływające na mój rachunek w OFE, gdyby szły na konto losowo wybranego funduszu pieniężnego (prowizja 0%). W uproszczeniu można przyjąć, że taki fundusz reprezentuje lokatę bankową.
Dla porównania jeszcze zamieściłem symulację, gdyby te same kwoty szły na losowo wybrany fundusz akcji (prowizja zawsze 5% – nie uwzględniałem promocyjnych obniżek) i fundusz zrównoważony (prowizja 3%).
Wnioski pozostawię do wyciągnięcia Czytelnikom.
W zamian dodam coś jako smaczek. Pewnie niewiele osób wie, że przy okazji nowelizacji ustawy o funkcjonowaniu funduszy emerytalnych w 2003 roku wprowadzono koncepcję rachunku premiowego. Pozwolę sobie zacytować ze stron KNF, czym jest ów rachunek premiowy:
Rachunek premiowy tworzą comiesięczne wpłaty dokonywane przez otwarty fundusz w wysokości nie wyższej niż 0,005% wartości zarządzanych aktywów netto OFE. Środki te przypadają na rzecz PTE, jeżeli fundusz, którym zarządza osiągnął najwyższą stopę zwrotu spośród wszystkich funduszy. PTE zarządzające funduszem o najniższej stopie zwrotu, środki z rachunku premiowego przekazuje do funduszu. Pozostałe towarzystwa emerytalne korzystają ze środków na rachunku premiowym w części proporcjonalnej do osiągniętych stóp zwrotu. Środki na rachunku premiowym stanowią więc rodzaj premii mającej motywować towarzystwa emerytalne do osiągania jak najlepszych wyników inwestycyjnych.
Mamy więc zmienną opłatę za zarządzanie uzależnioną od aktywów. Rodzaj wynagrodzenia ceniony przez klientów, bo faktycznie pozwala ocenić zarządzającego za wyniki. Norma w świecie prywatnych funduszy hedge. Mimo znikomej wartości 0,005%, w 2003 roku IGTE protestowała również przeciw i temu rozwiązaniu.
Uzasadnienie to ów smaczek, który obiecałem Czytelnikom:
Wadliwość koncepcji rachunku premiowego
Ustawodawca wprowadził nowy element zwany rachunkiem premiowym, przeznaczając 1/10 opłaty za zarządzanie na podsycanie wyścigu inwestycyjnego funduszy. W ocenie Izby wprowadza to niedopuszczalny element motywowania funduszy, w sposób istotny podnoszący skłonność do podejmowania nadmiernego ryzyka. Znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby otwarcie funduszom szerszych możliwości inwestycyjnych, co umożliwiłoby rozproszenie ryzyka inwestycyjnego. Jednak w tym zakresie nowelizacja ustawy jest bardzo skromna. Mówi ona o obligacjach przychodowych, szerszym niż obecnie katalogu listów zastawnych i kwitach depozytowych
Obligacje przychodowe z natury rzeczy służą do finansowania długoterminowych projektów, w których pierwsze przychody pojawią się po wielu latach. Taki instrument będzie paraliżował możliwości funduszy, gdyż jego posiadanie będzie uniemożliwiało korzystanie z premii. Rachunek premiowy jest zatem sprzeczny co do kierunku działania, z zachętami do posiadania obligacji przychodowych. IGTE uważa koncepcję rachunku premiowego za szczególnie nieprzemyślaną.
IGTE, 23.07.2003


Dodaj komentarz