Czy miejsce w indeksie giełdowym można sobie kupić?

Szanse na wejście firmy w skład indeksu S&P 500 rosną jeżeli firma dodatkowo płaci za usługi agencji ratingowej prowadzącej indeks; to Bitcoin, a nie złoto czy ropa, okazał się być bezpieczną przystanią w stosunku do rynków giełdowych krajów grupy G7 przez większość czasu trwania pandemii. To tylko niektóre z wniosków z najciekawszych badań naukowych dotyczących rynku inwestycji.

Kun Li, Xin (Kelly) Liu, and Shang-Jin Wei przygotowali pracę „Is Stock Index Membership for Sale?”(„Czy udział w indeksie giełdowym jest na sprzedaż?”). Zwracają w niej uwagę, że wejście firmy w skład indeksu często powoduje wzrost jej ceny. Przykładowo kurs akcji Tesli od 15 listopada 2020 r., dnia przed dniem ogłoszenia wejścia spółki w skład indeksu S&P 500 do 21 grudnia 2020 r. dnia wejścia w skład indeksu wzrósł o 60 proc.
https://www.nber.org/system/files/working_papers/w29365/w29365.pdf

Andrei Shleifer w pracy “Do Demand Curves for Stocks Slope Down?” („Czy krzywe popytu na akcje idą w dół?”) wykazał, że wejście w skład indeksu S&P 500 przełożyło się na wzrost ceny akcji o 2,79 proc. Anil K Kashyap, Natalia Kovrijnykh, Jian Li i Anna Pavlova w analizie „Is There Too Much Benchmarking in Asset Management?” („Czy w zarządzaniu aktywami jest zbyt dużo benchmarkingu?”) zauważają iż mierzenie efektów działania firmy w odniesieniu do indeksu S&P 500, które jest częste w zasadach ustalania wynagrodzeń dla zarządzających, powoduje powstanie dodatkowego, nieelastycznego popytu na akcje firm wchodzących w skład indeksu.

Nie wchodzące w skład indeksu spółki mają dużą motywację, by do niego dołączyć ze względu na niższy koszt kapitału. Ze wszystkich indeksów najpopularniejszy jest S&P 500 – jest on najczęściej śledzony przez fundusze. Dodatkowo wejście w skład indeksu przynosi prestiż zarządzającym, uznanie dla firmy i sprzedawanych przez nią marek. Z tych wszystkich powodów można wnioskować, iż menadżerowie firm mogą być skłonni zapłacić za wejście ich firm w skład indeksu.

Gdyby decyzja o wejściu w jego skład była oparta na sztywnych i jasnych kryteriach firmy nie miałyby możliwości by zapłacić za to. Jednak autorzy wskazują, iż zasady ustalone przez S&P dają firmie ratingowej uznaniowości w decyzjach. S&P ogłosił, że na decyzję o zostaniu członkiem indeksu będą miały takie czynniki jak minimalna rentowność, płynność a także branża jaką firma reprezentuje.

Z pracy wynika, iż analizując publicznie znane kryteria wejścia w skład indeksu można wyjaśnić 63 proc. tego które firmy w danymi momencie wchodzą w skład miernika a które nie i tylko 3 proc. decyzji o dodaniu nowych firm do indeksu w latach 1980-2018. Inaczej mówiąc, 37 proc. członkostwa w indeksie i 97 proc. wejść nowych firm do indeksu decydowane jest według zasad, które nie wynikają z opublikowanych reguł.

Dodatkowo na przykład jedna trzecia wejść nowych firm do indeksu w latach 2015-2018 wydaje się łamać przynajmniej jedno z kryteriów wyznaczonych przez samą agencję ratingową. Dla porównania, w przypadku indeksu Russell 1000 (notowany od 1984 r. indeks 1000 firm o najwyższej kapitalizacji giełdowej w USA) naukowcy są w stanie wyjaśnić 93 proc. członkostwa w indeksie i 75 proc. nowych wejść w jego skład od 1996 r. do 2016 r. A zatem decyzje o wejściu w skład indeksu S&P500 wykazują znacznie większą rozbieżność w stosunku do reguł niż decyzje zostaniu częścią Russel 1000.

Autorzy zauważają, iż S&P oprócz prowadzenia indeksu sprzedaje ratingi oraz inne usługi dla firm. I kiedy pojawia się możliwość wejścia do indeksu S&P 500 zakupy ratingów rosną. Punktem odniesienie są tu ratingi agencji Moody`s która nie prowadzi własnego indeksu (S&P ma 49,5 proc. rynku ratingów w USA, Moody`s 32,3 proc.). „Z danych wynika, iż wejście w skład indeksu nie jest całkowicie obiektywną decyzją i firmy to rozumieją” – piszą autorzy pracy. Oficjalnie decyzję o wejściu w skład indeksu podejmuje Komisja ds. Indeksu S&P. W jej skład wchodzą pracownicy firmy.

Nie jest jasne jak są relacje między członkami Komisji ds. Indeksu a innymi pracownikami firmy. Można by podejrzewać, iż kwestie związane z reputacją mogą powstrzymywać S&P przez działaniami, które mogą się wiązać z konfliktem interesów. Ale badania innych sfer działalności agencji ratingowych, w tym S&P pokazują iż nie są one wolne od konfliktu interesów. Autorzy pracy podsumowują, iż z danych wynika że firmy mogą istotnie zwiększyć swoje szanse na zostanie członkiem indeksu S&P 500 kupując usługi S&P.

Daniel S. Hamermesh i Andrew Leigh opracowali analizę „„Beauty Too Rich for Use”: Billionaires’ Assets and Attractiveness”(„Aktywa miliarderów i ich atrakcyjność”). Postanowili w niej sprawdzić czy jest jakaś zależność między wartością aktywów miliarderów a ich atrakcyjnością. Miliarderów wzięto z listy magazynu Forbes. Bogaczy było 715, bo tylu naukowcy byli w stanie uzyskać zdjęcia i uzyskać informacje o poziomie edukacji. 92 proc. miliarderów stanowią mężczyźni. Ich średni wiek to 61, od Marka Zuckerberga (23 lata) do Jima Simplota (99 lat). 73 proc. skończyło przynajmniej czteroletnie studia.
https://www.nber.org/system/files/working_papers/w29361/w29361.pdf

Naukowcy wykorzystali szesnastu studentów z Australian National University (osiem kobiet i ośmiu mężczyzn) w wieku ok. 20-30 lat, by dokonali oceny atrakcyjności miliarderów na podstawie ich fotografii z magazynu Forbes. Oceny dokonywano w skali od 1 do 10. Oceniający otrzymali za swoją pracę zapłatę (równowartość ok. 120 zł). Średnia ocena to 4,76 z czego można wnioskować iż przeciętny miliarder jest poniżej średniej jeżeli chodzi o urodę (średnia to dokładnie 5,5). Urodą kobiet jest oceniana średnio o jedno odchylenie standardowe wyżej niż mężczyzn. Ocena spada wraz z wiekiem, korelacja to -0,44.

Okazuje się, że uroda ma niewielki wpływ na wielkość aktywów (jedno odchylenie standardowe wyższa punktacja jeżeli chodzi o urodę, to 2,4 proc. wyższa wartość aktywów netto) i jest on statystycznie nieistotny (czyli efekt jest tak mały, że najprawdopodobniej wynika z przypadku). Warto zauważyć, że zdecydowania większość fotografii to nie były portrety dostarczone przez zainteresowanych, tylko dziennikarskie ujęcia. Autorzy konkludują, iż wśród najbogatszych z bogatych zasady, którymi rządzą funkcjonowaniem większości społeczeństwa, m.in. zależność między atrakcyjnym wyglądem a sukcesem finansowym wydaje się nieobowiązywać.

Huseyin Ozdemir i Zeynel Abidin Ozdemir przygotowali pracę „A Survey of Hedge and Safe Havens Assets against G-7 Stock Markets before and during the COVID-19 Pandemic” („Badanie aktywów zabezpieczających w stosunku do rynków giełdowych krajów grupy g7 przed i w trakcie pandemii COVID-19”). Wynika z niej, że tylko Bitcoin okazał się być bezpieczną przystanią w stosunku do rynków giełdowych krajów grupy G7 przez większość czasu trwania pandemii (pod uwagę brano także złoto i ropę).
https://docs.iza.org/dp14888.pdf

Inaczej mówiąc, stopę zwrotu którą Bitcoin „otrzymuje” z systemu finansowego w czasie pandemii wydaje się być zdecydowanie wyższa, niż ryzyko nabyte w tym okresie. Jedynym momentem kiedy Bitcoin nie spełnił swojej roli była połowa 2021 r. Z kolei złoto pełniło funkcje bezpiecznej przystani tuż przed 2020 r., ale zaczęło tracił tę właściwość wraz z rozwojem epidemii COVID-19.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Opinie, założenia i przewidywania wyrażone w materiale należą do autora publikacji i nie muszą reprezentować poglądów DM BOŚ S.A. Informacje i dane zawarte w niniejszym materiale są udostępniane wyłącznie w celach informacyjnych i edukacyjnych oraz nie mogą stanowić podstawy do podjęcia decyzji inwestycyjnej. Nie należy traktować ich jako rekomendacji inwestowania w jakiekolwiek instrumenty finansowe lub formy doradztwa inwestycyjnego. DM BOŚ S.A. nie udziela gwarancji dokładności, aktualności oraz kompletności niniejszych informacji. Zaleca się przeprowadzenie we własnym zakresie niezależnego przeglądu informacji z niniejszego materiału.

Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.