Skoro ostrzeganie o możliwości straty nie wydaje się być skutecznym narzędziem to może edukacja będzie nim?
Jednym z zadań Komisji Nadzoru Finansowego jest właśnie edukowanie, w tym jak mniemam obecnych i potencjalnych inwestorów. Celowo i nieco z obawą tak domniemywam gdyż na podstawie doświadczeń korespondencyjnych z KNF mógłbym powziąć wniosek, że edukacji tej nie podlegają jednak podmioty nie nadzorowane, jakimi są inwestorzy indywidualni.
Z ciekawości odwiedziłem stronę KNF z działem edukacyjnym, gdzie wisi do pobrania kilka broszur. Niestety nie trafiłem na żadną, która dotyczyłaby forexu. Rozumiem jednak, że jest to rynek nieregulowany więc KNF jedynie go nadzoruje, ale już nie edukuje. Może zmieni się coś gdy rozliczenia forexowe prowadzone przez naszych rodzimych brokerów przejmie specjalny dział KDPW o kryptonimie CCP?
Przemyślałem jednak sprawę strat forexowych, które stały się w nadzorze takim zmartwieniem, i doszedłem do wniosku, że najprawdopodobniej edukacyjna broszura KNF nie zmieniłaby nic w proporcjach między wygrywającymi i przegrywającymi na rynku walutowym. Skąd taki wniosek?
Zakładam bowiem, że niewiele osób w naszym nadzorze potrafiłoby zidentyfikować i opisać z dużą wiarygodnością błędy prowadzące do strat generowanych przez spekulujących walutami. No może poza tymi oczywistymi, objawowymi, które zostały już rozpracowane i dopiero co przeze mnie opisywane/cytowane, typu tak doniosłego jak zbyt wysoki lewar. Sama zmiana lewara na bezpieczny nie prowadzi niestety do przejścia ze strony przegrywającej do zyskującej! Co najwyżej zmniejsza wielkość strat!
Natomiast wiarygodny przewodnik, który pokazywałby jak wygrywać, co nie jest zresztą prostym przeciwieństwem przegrywania, nie powstanie w KNF ponieważ z dużym prawdopodobieństwem zakładam, że nie pracuje tam osoba, która potrafi na forexie zarabiać spekulując. Jeśli ktoś odczytuje to jako złośliwość czy ironię, to bardzo przepraszam, ale ja po prostu konstatuję i spekuluję przekonaniami 🙂 Jeśli jednak mylę się i dla KNF pracują grający z sukcesami na forexie to pozostaje ucieszyć się, że nadzór znajduje się w doskonałych bo fachowych rękach.
Co mógłby natomiast wydać KNF? Otóż broszurkę o ryzykach na forexie, zagrożeniach, statystykach i potencjalnych czarnych stronach. Najlepiej bez popadania w radykalne czarnowidztwo, a jeśli już to sprawiedliwie wyartykułowane. Ktoś kto bowiem nie poradzi sobie w spekulacji na forexie będzie miał problemy również z grą akcjami (i na odwrót).
Dobrze, to teraz nieco poważniej. Edukacja to dużo potężniejsza broń niż jałowe ostrzeganie, pominę jednakże kilka paragrafów, które mogłyby do tego przekonywać. Jak zwykle czyha tu jednak jakieś „ale”. Znam sporo angielsko i polskojęzycznej literatury dotyczącej forexu – mechanizmów, analiz i strategii. Niestety moja opinia na ich temat może zabrzmieć kontrowersyjnie, ale niezmiennie ośmielam się twierdzić, że przedstawiają one polukrowany, wyidealizowany świat, nazbyt różowo optymistyczny, czasem wręcz kiczowato. Powielane wielokrotnie te same bazgroły po wykresach lub analizy wydarzeń, domyślnie obiecujące raj, bez refleksji o naturze przewagi (wartości oczekiwanej), wpływie losowości, zarządzaniu ryzykiem i błędach poznawczych. Klasycznie nie uczą one zarabiania tylko co najwyżej analizowania. Taki jednak ich urok w tej branży. Nie znaczy jednak, że są niewartościowe, sporo w nich wiedzy choć nadal istnieje zaraz za nią bariera, która oddziela ją od praktycznej aplikacji.
Tej ostatniej niezmiennie najskuteczniej uczy po prostu kontakt z żywym rynkiem czyli spekulacja z użyciem gotówki. Oczywiście to prowadzić może do wynaturzeń, błędów i powstania demonów oraz czarnego pi-aru, o czym później, ale czyż Edison wynalazłby żarówkę gdyby nie kilka tysięcy nieudanych eksperymentów?
Nie bez powodu w poprzednim wpisie zadałem pytania, które wydawać się mogły mało znaczące. Chciałem za ich pomocą podkreślić, że wielu grających walutami przychodzi na ten rynek z całkowicie nieprawdziwymi przekonaniami, nieświadomi rzeczywistych mechanizmów zarabiania i do tego uzbrojeni w mało przydatne umiejętności. Inteligencja, spryt czy brak strachu przed ryzykiem to często nie tylko żadna pomoc lecz wręcz przeszkoda. Co gorsza – opuszczają rynek często z równie mylnymi opiniami i wnioskami jak przed wejściem. Ostrzeżenia w tej sytuacji to, jak już wcześniej pisałem, przerzucanie wody grabiami. Świadomość zabójczego działania lewara nie pomaga osiągnąć zyskowności.
Natomiast pomysł z certyfikowaniem czy licencjonowaniem nie ma nic wspólnego z ograniczaniem wolności, a był rzucony przez mnie nieco prowokacyjnie jako zawiązanie problemu i wstęp do dyskusji. Idąc do zawodu czy korporacji jesteśmy proszeni o odbycie kursów (choćby BHP), lub wręcz sami się o nie prosimy, i nikt z tego powodu jakoś się nie oburza. Jeśli ktoś nie chce traktować forexu tylko jako rozrywki to zwykle chłonie każdy rodzaj wiedzy, którą znajdzie, zamiast pogrążać się w ignorancji. Do dziś w rozmowach czasem słyszę gorycz w głosie tych, którzy żałują, że zanim zaczęli nie wiedzieli tych elementarnych spraw, o których tu rozprawiam. W tej samej tonacji słyszałem opinie o naszych blogach. A cała odpowiedź na wspomniane pytania z poprzedniego wpisu to raptem 1-2 godzinki rozmowy. I nie są to niestety rzeczy, których można się dowiedzieć z pierwszej lepszej książki. Z ostrzeżeń tym bardziej nie.
p.s. W stół walimy a nożyce na to:
http://www.knf.gov.pl/o_nas/komunikaty/komunikat_forex_7_2013.html
—kathay—–
TREŚĆ WPISÓW NINIEJSZEGO BLOGA JEST JEDYNIE WYRAZEM NIEZALEŻNYCH OPINII ORAZ POGLĄDÓW ICH AUTORA I NIE MA NIC WSPÓLNEGO Z JAKIMIKOLWIEK DZIAŁANIAMI DM BOŚ. AUTOR STOI NA STANOWISKU, ŻE JEDYNIE MERYTORYCZNA WYMIANA POGLĄDÓW PROWADZI DO ROZWOJU BRANŻY A TAKŻE, ŻE OCENY POWINNY SKUPIAĆ SIĘ JEDYNIE NA TREŚCI A NIE NA OSOBACH.

