Statystyczne detale wyciągnięte w poprzednim wpisie z forexowych rachunków pokazują jedynie objawy i skutki działań graczy, nie mówią natomiast zbyt wiele o samym procesie decyzyjnym, który dla analizy efektywności tradingu ma dużo większe znaczenie.
Wprawdzie jakość procesu decyzyjnego trudno w prosty sposób wymierzyć i opisać, ale w kontekście przyczyn strat da się go zanalizować raptem, co może zaskakiwać, za pomocą jedynie dwóch składowych. Oto bowiem straty na rachunkach forexowych, ale też wszystkich innych związanych z giełdą, generowane są wyłącznie z następujących dwóch powodów:
1. Nieprawidłowa metoda inwestycyjna lub kompletny jej brak.
Tożsamym określeniem dla słowa metoda może być tu: plan, strategia, taktyka czy system transakcyjny, pod którymi kryje się zestaw kolejno wykonywanych, uprzednio opracowanych instrukcji otwierania i zamykania pozycji wraz z zasadami określania jej wielkości i kontroli ryzyka.
2. Nieprawidłowy proces realizacji przyjętej metody, o ile jest rzeczywiście skuteczna.
Wszelkie inaczej określone czynniki sprawcze, a jest ich pewnie na tyle dużo, że analiza wszystkich wystarczyłaby na książkę, podpadają pod jedną lub drugą kategorię wymienioną wyżej. Nie istnieje natomiast trzecia kategoria, wszystko da się objąć dwoma powyższymi. A przy tym wystarczy spełnić tylko warunki jednej z nich aby utopić w stratach rachunek dowolnej wielkości.
Proszę zauważyć jednocześnie, że pierwsza z nich ma generalnie techniczny charakter, na który składać się mogą zasady matematyczne, warunki logiczne, wielorakie rodzaje rynkowych analiz czy autorskie, bardziej intuicyjne pomysły. Natomiast druga z nich w znacznej części opiera się na psychologicznym podłożu, emocjach, słabościach charakteru, błędach poznawczych.
Bardzo zasadnicze pytania, które w tym miejscu cisną mi się do głowy, na poły retoryczne, gdyż znam na nie w większości odpowiedź, i myślę, że Czytelnicy również, brzmią:
Czy wchodzący do gry walutowej, ale również tej giełdowej, zdają sobie sprawę ze znaczenia przynajmniej obu najważniejszych czynników decyzyjnych wyartykułowanych wyżej?
Czy zdają sobie sprawę z roli wiedzy, umiejętności, treningu oraz odpowiedniego przygotowania i dlaczego w związku z tym lub pomimo tego wydaje im się, że potrafią ograć rynek?
Kto i co stało się asumptem do przekonania o własnych możliwościach i nieświadomości czekających problemów i rozczarowań?
Na co i dlaczego obrażają się i kogo, co winią w przypadku porażki? Czy zdają sobie rzeczywiście sprawę z tego co i dlaczego zawiodło?
Odpowiedzi mogłyby stanowić przyczynek do sformułowania stosownych ostrzeżeń, przestróg i wskazówek w sposób inny niż tylko zdawkowy.
Czy nadzór rynkowy, a więc w naszym przypadku KNF, powinien ostrzegać potencjalnych adeptów forexu o ryzykach tego typu? A jeśli tak to w jaki sposób?
Jeśli komuś wydaje się, że tak, to podpowiadam:
KNF nie potrafi lub nie może skutecznie prowadzić tego typu działań, a przy tym swoją rolę ogranicza do nadzoru nad licencjonowanymi podmiotami inwestycyjnymi a nie inwestorami indywidualnymi. Zresztą w tej części świata niezobowiązujące zalecenia władzy przynoszą zwykle efekt odwrotny od zamierzonego.
Może co najwyżej zalecać czy nakazywać brokerom, czyli podległym w nadzorze podmiotom, ostrzeganie swoich klientów. Na ile jest to efektywne? W zerowym niemal stopniu. Suche komunikaty mają taką sam moc oddziaływania jak ostrzeżenia na tabliczkach znamionowych czy paczkach papierosów.
Gatunek homo sapiens w przeważającej swej większości nie koduje prawidłowo (czyli ostrzegawczo lub przyczynowo-skutkowo) w swojej wyobraźni nie naznaczonych emocjonalnym ładunkiem przekazów w formie liczbowej czy słownej. Działają na niego za to obrazy, historie, wizualizacje. Przykładem niech będą właśnie papierosy – jeśli dobrze pamiętam to w Australii napisy ostrzegawcze na pudełku zamieniono na zdjęcia części ciała ludzkiego, zmienionych chorobowo pod wpływem wytwarzanych przy spalaniu trucizn. Efekt był piorunujący, ale zbyt drastyczny dlatego eksperyment wstrzymano.
Ostrzeżenia w suchej i banalnej formie to mało skuteczny środek. Co najwyżej formalność, która kupuje spokój urzędnikom.
Ciekawszym rozwiązaniem byłoby np. wprowadzenie swego rodzaju licencji czy certyfikatu, które należałoby uzyskać chcąc inwestować powyżej pewnej minimalnej kwoty. Wystarczyłoby odbycie kursu w tematach określonych przeze mnie wyżej. To oczywiście nierealne na dziś, ale dobra podstawa do kolejnego wpisu.
—-kathay—
TREŚĆ WPISÓW NINIEJSZEGO BLOGA JEST JEDYNIE WYRAZEM NIEZALEŻNYCH OPINII ORAZ POGLĄDÓW ICH AUTORA I NIE MA NIC WSPÓLNEGO Z JAKIMIKOLWIEK DZIAŁANIAMI DM BOŚ. AUTOR STOI NA STANOWISKU, ŻE JEDYNIE MERYTORYCZNA WYMIANA POGLĄDÓW PROWADZI DO ROZWOJU BRANŻY A TAKŻE, ŻE OCENY POWINNY SKUPIAĆ SIĘ JEDYNIE NA TREŚCI A NIE NA OSOBACH.


Dodaj komentarz