Jaką naprawdę rolę w inwestycyjnym sukcesie na giełdzie odgrywa doświadczenie?
Zainspirowany wpisem @GotfrydKarol omawiam w tym wątku rynkowe przekonania, zawarte przez niego na X.com, których kopię zawiera poniższy screenshot:

W pierwszej części argumentowałem jak i dlaczego wiedza inwestycyjna jest jednak przekazywalna. Autor powyższego wpisu zgodził się, że być może nieco przesadnie użył swojego stwierdzenia (punkt 1 w jego wpisie). Natomiast całkowitą rację ma co do tego, że doświadczenie giełdowe jest nieprzekazywalne. Nie chcę by zabrzmiało to jak ironia, ale pozwolę sobie dodać, że doświadczenie jest nieprzekazywalne w ŻADNEJ branży, więc dlaczego giełda miałaby być wyjątkiem? I tu można by postawić kropkę i się rozejść, jednak być może warto zastanowić się w takim razie jak ta kwestia z doświadczeniem na giełdzie faktycznie wygląda, bo to ciekawy temat.
Czy doświadczenia innych wnoszą jakieś poznawcze i praktyczne korzyści? Otóż odpowiedź jest dość trywialna i być może wielu zaskoczy: NIE!
Przykładowo można komuś opowiedzieć jakie katusze przechodziliśmy podczas głębokiej bessy, ale to nie oznacza, że ktoś poczuje ten ból. Doświadczenie to osobista, subiektywna transformacja, która powstaje w wyniku wielokrotnego konfrontowania się z rzeczywistością. To sieć połączeń neuronalnych, emocjonalnych i behawioralnych, która zmienia sposób, w jaki postrzegamy świat i reagujemy. Emocje przeżywane w trakcie doświadczeń są nieprzenoszalne, strach i euforia mają wymiar biologiczny, tego nie da się przekazać opisem. Katusze związane z męczącą bessą możemy poczuć z pełną intensywnością jedynie sami.
Doświadczenia można co najwyżej opisać, a co najważniejsze – wyciągnąć z nich wnioski i to je przekazać innym. A to już jest rodzaj wiedzy, którą można przyswoić i uczyć się z niej. Dlatego znaczenie mają tutaj biografie, wspomnienia, wywiady, podpowiedzi, czyli wszystko, co da się wydestylować z doświadczeń. I to już jest jak najbardziej przekazywalne.
Możemy z tego rodzaju przekazu korzystać, ale pod warunkiem, że pochodzi od kogoś, kto rozumie cały kontekst, zależności, potrafi to umiejscowić w ramy fachowej wiedzy. A w takim razie warto i trzeba korzystać z wywiadów np. z W. Buffettem albo wspomnień inwestorów z serii książek „Czarodzieje rynków”, bo wiemy, że te doświadczenia mają silną podbudowę merytoryczną. Nie zawsze jednak warto słuchać doświadczeń nowo narodzonego influencera na tiktoku, jeśli nie podeprze ich niczym innym poza „świetnymi” wynikami podczas hossy.
Dosłowne przekazy doświadczeń innych ludzi nie mają dla nas aż takiego znaczenia także z innego powodu – musimy SAMI doświadczać, żeby zrozumieć na czym polega inwestowanie i zinternalizować posiadaną wiedzę. Tylko tego rodzaju doświadczenia się liczą w edukacyjnym sensie. Trzeba przeżyć bessę, doświadczyć strat, popełnić błędy, aby zrozumieć sens inwestowania, a doświadczenia żadnego innego człowieka nam tego nie dadzą (tylko jego praktyczne wnioski).
A przy tym mamy ewolucyjnie wbudowany mechanizm oporu wobec doświadczeń innych (a nawet ich wniosków), dlatego często nie chcemy ich słuchać. Czasem wynika to z buntu młodości, innym razem z ego lub zarozumiałości. Jeśli ojciec ci mówi: synu, nie żeń się!, to jest szansa, że ma bogate doświadczenie, które ty odrzucisz. Nikt ci nie będzie mówił jak masz żyć. Dopiero po rozwodzie dojdzie do ciebie, że stary miał jednak rację, co kosztowało cię pół majątku.
Także czytając nasze doświadczenia spisane tutaj na blogach, niejeden inwestor w duchu powie: chłopie, nie truj, inwestowanie jest proste. I prawdopodobnie wielu z nich za jakiś czas przyzna mi rację, tylko biedniejsza o część straconych pieniędzy. A potem sami zechcą udzielać rad na podstawie własnych doświadczeń, których inni nie będą chcieli oczywiście słuchać.
Własne doświadczenia mają przy tym zasadniczą rolę w kształtowaniu czegoś, co nazywa się intuicją i jest niezwykle ważnym składnikiem giełdowego sukcesu. Po latach spoglądania na wykresy, słuchania komunikatów makroekonomicznych i obserwacji rynku, u inwestora wykształca się pewnego rodzaju szósty zmysł. To uczucie w żołądku, które mówi: „coś tu jest nie tak, mimo że wszystkie wskaźniki są idealne” lub odwrotnie: „Panika jest przesadzona, trzeba kupować”.
To jest właśnie owa intuicja, czyli w ujęciu naukowym to po prostu szybkie, nieświadome rozpoznawanie wzorców. Bierze się ono właśnie z kompilacji doświadczeń. Mózg zapamiętuje tysiące sytuacji rynkowych i gdy pojawia się nowa, mniej lub bardziej podobna, mózg podpowiada: „to już widziałem, wtedy skończyło się źle/dobrze„.
I dlatego początkujący inwestor jest bezradny, nie posiada tych tysięcy doświadczeń, które składają się na wyrobioną intuicję. Za to używa zamiennie swojej życiowej intuicji, która w większości przypadków na giełdzie jest bezwartościowa. To jednak wychodzi właśnie w trudnych chwilach.
Tej podświadomej syntezy tysięcy przetrawionych w przeszłości sytuacji nie da się zapisać w podręczniku ani przekazać w żaden sposób. Intuicja pojawia się tylko jako wynik własnych doświadczeń. Ona jest najcenniejszym skarbem, w przeciwieństwie do pojedynczych doświadczeń.
Często się mówi o tradingu intuicyjnym albo o intuicyjnej analizie technicznej (od angielskiego: discretionary Technical Analysis). To podejścia, które stają się skuteczne dopiero w wyniku przejścia treningu, czyli zobaczenia najpierw i przeżycia setek rynkowych wzorców zachowań. Same wzorce nawet da się opisać (AT), jednak subiektywnych charakter wielu z nich i wywiedzionych z nich metod wymaga właśnie wyrobionej intuicji w stosowaniu. Tu działa częściej podświadomość a nie rozum, a intuicję budować należy na czymś, trzeba mieć do tego podstawy, którymi w AT są wzorce i ich zastosowanie. Nie rozumieją tego nawet ci, którzy podają się za „fachowców”, o czym pisałem w tym-> tekście o AT.
Do analizy kolejnego punktu zapraszam do następnej części.
—kat—


Niezależnie, DM BOŚ S.A. zwraca uwagę, że inwestowanie w instrumenty finansowe wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości zainwestowanych środków. Podjęcie decyzji inwestycyjnej powinno nastąpić po pełnym zrozumieniu potencjalnych ryzyk i korzyści związanych z danym instrumentem finansowym oraz rodzajem transakcji. Indywidualna stopa zwrotu klienta nie jest tożsama z wynikiem inwestycyjnym danego instrumentu finansowego i jest uzależniona od dnia nabycia i sprzedaży konkretnego instrumentu finansowego oraz od poziomu pobranych opłat i poniesionych kosztów. Opodatkowanie dochodów z inwestycji zależy od indywidualnej sytuacji każdego klienta i może ulec zmianie w przyszłości. W przypadku gdy materiał zawiera wyniki osiągnięte w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika na przyszłość. W przypadku gdy materiał zawiera wzmiankę lub odniesienie do symulacji wyników osiągniętych w przeszłości, to nie należy ich traktować jako pewnego wskaźnika przyszłych wyników. Więcej informacji o instrumentach finansowych i ryzyku z nimi związanym znajduje się w serwisie bossa.pl w części MIFID: Materiały informacyjne MiFID -> Ogólny opis istoty instrumentów finansowych oraz ryzyka związanego z inwestowaniem w instrumenty finansowe.