David Einhorn – jeden z najbardziej znanych zarządzających w sektorze funduszy hedge powiedział w czasie swojego wystąpienia na 18 edycji Ira Sohn Investment Conference, że bezrefleksyjne podążanie za jego, lub kogokolwiek innego, rekomendacjami inwestycyjnymi nie ma sensu. Dodał, że inwestorzy powinni sami wykonać pracę poprzedzającą otwarcie pozycji na rynku.
Ostrzeżenia Einhorna mogły pojawić się za późno. Rok temu, przy okazji poprzedniej edycji konferencji zwróciłem uwagę, że portfel złożony z rekomendacji wygłoszonych na konferencji w 2011 roku zdecydowanie przegrałby z amerykańskim rynkiem akcyjnym – straciłby około 9% (do 14 maja 2012) podczas gdy indeks S&P 500 stracił 1,2%.
W tym roku podobną analizę, dotyczącą rekomendacji z 2012 roku stworzyli dziennikarze Financial Times, którzy policzyli że portfel oparty na głównych ideach inwestycyjnych 12 inwestorów prezentujących swoje idee na konferencji w 2012 roku, zyskałby 19% i o 3 punkty procentowe przegrałby z amerykańskim rynkiem akcyjnym.
Tym niemniej, mimo łatwych do znalezienia przykładów ostrzegawczych rola inwestycyjnych guru nie wydaje się zmniejszać. Być może, wraz z rozprzestrzenianiem się modelu infotainment w mediach biznesowych, wpływ inwestycyjnych guru na nastroje i opinie inwestorów nawet zwiększył się w ostatnim czasie.
Anegdotycznym dowodem może być zachowanie rynku akcyjnego w czasie prezentacji Davida Einhorna na Ira Sohn Investment Conference w 2012 roku. Cena jednej z krytykowanych przez niego spółek spadła o 14% w kilka minut, kurs innej spadł o 6% w trzy minuty – jak skrupulatnie policzył Nick Summers z Businessweek.
Polski rynek akcyjny wydaje się czasem reagować, zwłaszcza w krótkim horyzoncie czasowym, na informacje o inwestycjach znanych inwestorów indywidualnych z reputacją inwestycyjnych guru. Przykładem takiego zachowania może być inwestycja Romana Karkosika w Rubicon Partners, która zresztą stanowić może kolejne ostrzeżenie przed bezrefleksyjnym podążaniem za inwestycyjnym guru (wystarczy sprawdzić aktualną cenę Rubiconu).
Moim zdaniem istnieją trzy zasadnicze problemy z podążaniem za rekomendacjami inwestycyjnych guru. Po pierwsze, należy pamiętać, że ze względu na rolę losowości (szczęścia) na rynku finansowym, można założyć, że część inwestycyjnych guru nie zawdzięcza swojej reputacji umiejętnościom lecz szczęściu. To jedna z kluczowych różnic pomiędzy sektorem finansowym a innymi dziedzinami życia.
Po drugie, istnieje spora różnica pomiędzy rekomendacją inwestycyjną a strategią inwestycyjną. Rekomendacja „kup spółkę A” jest dopiero pierwszym krokiem do opracowania planu inwestycji. Nie znam natomiast inwestycyjnych guru podających szczegóły ich planu inwestycyjnego dla danej pozycji.
Po trzecie, aby można było w pełni skorzystać z rekomendacji inwestycyjnego guru należałoby posiadać ten sam horyzont czasowy i ten sam sposób zarządzania pozycją (a nawet ten sam sposób zarządzania portfelem bo poszczególne pozycję mogą mieć sens w kontekście konkretnych portfeli) determinowany przez poziom awersji do ryzyka. Na ten ostatni problem zwrócił uwagę Jack Schwager gdy opowiadał historię swoich rozmów z cenionym inwestorem, którego opinie o rynku walutowym doprowadziły Schwagera do strat a inwestorowi pozwalały osiągać zyski. Okazało się, że analizowali oni rynek i rozmawiali o nim w różnych horyzontach czasowych.
Nie chciałbym przez to powiedzieć, że należy kompletnie ignorować inwestycyjnych guru. Po pierwsze, jeśli rynek w krótkim terminie reaguje na ich wypowiedzi lub działania to inwestorzy mogą spróbować zidentyfikować i eksploatować takie zachowania rynku. Po drugie, istnieje możliwość, że część inwestycyjnych guru dysponuje narzędziami zapewniającymi im przewagę nad rynkiem. Ich rekomendacje i opinie mogą być więc inspiracją do samodzielnego zbadania pewnych idei inwestycyjnych. Warto także spróbować zrozumieć proces dochodzenia do tych rekomendacji gdyż może on informować o narzędziach, którym inwestycyjni guru się posługują.

