Czego można się nauczyć od ‘czarodziejów rynku’? I

Wspomniałem kiedyś, że uważam serię Czarodzieje Rynku Jacka Schwagera za jedną z najbardziej wartościowych pozycji w dziedzinie książek inwestycyjnych. Szczerze mówiąc w podzbiorze książek nie zajmujących się technicznymi szczegółami tworzenia strategii i systemów inwestycyjnych nie spotkałem się z bardziej przydatną pozycją.

To jest oczywiście moja subiektywna opinia, związana z tym, że dwie rady zawarte w tych książkach pozwoliły mi diametralnie poprawić moje wyniki inwestycyjne.

Jakiś czas temu na blogu BCLund natknąłem się na wykład, który siedem lat temu Jack Schwager wygłosił do grupy inwestorów i traderów. W pięćdziesięciominutowej prezentacji Schwager podsumował wnioski, które inwestorzy powinni wyciągnąć z lektury serii Czarodzieje Rynku.

Z wyjątkiem kilku dowcipów-sucharów, których nie powstydziłby się nawet Karol Strasburger, całe przemówienie jest bardzo interesujące i czytelników mówiących po angielsku zachęcam do jego obejrzenia.

Chciałbym zwrócić uwagę na dwie kwestie zanim omówię wspomniane przez Schwagera cechy wybitnych inwestorów. Po pierwsze, część czytelników, zwłaszcza doświadczonych inwestorów, może potraktować je jako ‘wyświechtane pseudo-rady’, które można usłyszeć na co drugim seminarium inwestycyjnym. Być może część z tego co mówi Schwager tak właśnie brzmi. Moim skromnym zdaniem warto się głębiej zastanowić nad poruszanymi w wykładzie problemami. Kwestia druga to pytanie o to czy na rynku można świadomie zarabiać – inaczej niż dzięki szczęściu. Skłaniam się ku twierdzącej odpowiedzi na to pytanie a cały tekst napisany jest przy założeniu, że można świadomie wykorzystywać właściwości rynku do systematycznego osiągania stóp zwrotu wyższych od rynkowych (‘wygrywać z rynkiem’).

Schwager zaczyna przemówienie od stwierdzenia, że najważniejszą lekcją z lektury Czarodziejów Rynku powinien być wniosek, że nie istnieje jeden przepis, jedna strategia na wygrywanie z rynkiem. Nie istnieje jeden ‘święty Graal’, jest ich wiele. Przedstawieni przez Schwagera inwestorzy posługują się różnymi strategiami (są ‘technicy’ wyśmiewający analizę fundamentalną i ‘inwestorzy w wartość’ wyśmiewający ‘techników’), inwestują w różnych horyzontach czasowych, na różnych, odmiennych klasach aktywów (od rynku derywatów po rynek funduszy inwestycyjnych), są inwestorzy zarządzający własnymi pieniędzmi i inwestujący pieniądze innych.

To może wyglądać na truizm. Tak bym to odbierał, gdybym na początku mojej obecności na rynku nie był ‘zafiksowany’ na podręcznikowych radach o tym, że w skutecznej strategii przeciętny zysk z zyskownej transakcji musi być kilka razy wyższy (podaje się 3 do 1) od przeciętnej straty ze stratnej transakcji. Prawda jest taka, że skuteczne strategie mogą mieć zupełnie odmienne parametry. Są strategie, których wyniki generowane są przez kilka super-zyskownych transakcji (home runs) ale istnieją też strategie oparte o setki, tysiące niewielkich zyskownych transakcji. Można posługiwać się strategią, której profit/loss ratio będzie niewiele wyższy od 1 (teoretycznie może być niższy – wszystko zależy od odsetku zyskownych transakcji) i osiągać satysfakcjonujące wyniki.

Ten pierwszy punkt (istnieje wiele zyskownych strategii) związany jest z pierwszą cechą wybitnych inwestorów, którą podkreśla Schwager – wszyscy posługiwali się specyficznymi strategiami dostosowanymi do ich osobowości. Po pierwsze, każdy z nich miał strategię – nie włączał komputera, nie uruchamiał programu z notowaniami giełdowymi i nie zastanawiał się co by tu kupić czy sprzedać. Strategie, którymi posługiwali się Czarodzieje Rynku były specyficzne – definiowały punkty otwarcia i zamknięcia pozycji (a więc nie było to coś w rodzaju ‘kupuje niedowartościowane spółki’ albo ‘inwestuje z trendem’). Schwager uważa, że do wygrywania z rynkiem potrzebna jest strategia dająca inwestorowi edge – przewagę nad rynkiem. To może nie wystarczyć, jeśli inwestor zaniedba zarządzanie pozycjami i kontrolowanie ryzyka ale jest konieczne.

Po drugie, Schwager podkreśla, że strategie, którymi posługiwali się Czarodzieje Rynku były dostosowane do ich osobowości. Dotyczyło to każdego elementu, nawet tak banalnego jak otoczenie, w którym pracowali. Niektórzy preferowali zgiełk biura i otoczenie innych traderów, włączone telewizory z kanałami biznesowymi. Inni inwestowali skupieni, skoncentrowani, maksymalnie oddzielenie od rynkowego zgiełku.

Naturalnie, najważniejszą sprawą jest poziom awersji do ryzyka. Strategia musi uwzględniać ten element profilu psychologicznego inwestora. Są inwestorzy, ja do nich należę, którzy absolutnie nie są w stanie emocjonalnie poradzić sobie z 20% czy 30% stratą na pozycji, nawet wtedy gdy wiedzą, że analiza spółki wskazująca na znaczne niedowartościowanie waloru jest poprawna. W takim przypadku może się okazać, że w aktywności inwestycyjnej zabraknie kluczowego elementu – trzymania się swojej strategii. Inni inwestorzy nie mają problemów z ‘przetrzymaniem’ takich pozycji. Schwager podkreśla przy tym (nie wiem jakimi dowodami dysponuje), że większość inwestorów przecenia swoją tolerancję na straty.

Większość inwestorów niezawodowych powinna uwzględnić ilość czasu, którym dysponują i który mogą przeznaczyć na inwestowanie – zarówno w kwestii wyboru samej strategii jak i wyboru horyzontu czasowego (teoretycznie: im krótszy horyzont czasowy tym więcej uwagi trzeba poświęcać rynkowi). Osobiście, uważam, że każdy inwestor, który nie utrzymuje się z inwestowania powinien się zastanowić czy jakaś forma nisko-kosztowego inwestowania pasywnego nie jest optymalną strategią w jego przypadku.

Z przekonania, że strategia inwestycyjna powinna być dostosowana do osobowości inwestora Schwager wyciąga jeszcze jeden wniosek: większość inwestorów nie jest w stanie dopasować się do kupionych systemów. Nawet jeśli oferowane systemy oparte są na działających strategiach to duża część inwestorów i tak nie będzie w stanie dzięki nim zarabiać. W dalszej części wykładu Schwager wysuwa jeszcze jeden argument przeciwko kupowaniu systemów: efektywni inwestorzy odznaczają się pewnością siebie, zaufaniem do swoich strategii, które pozwala im przetrwać okresy, w których strategia spisuje się słabiej, gorzej od rynku. Tej pewności siebie z reguły nie posiadają inwestorzy kupujący gotowe systemy, z tego powodu, że zwyczajnie nie wiedzą ‘co jest w środku’.

Ostatnim punktem, który chciałbym poruszyć w tym tekście jest pracoholizm. Schwager zauważył, że wszyscy efektywni inwestorzy, z którymi rozmawiał odznaczali się pracowitością. To o tyle ważna cecha, że bardzo wielu ludzi zaczyna się interesować inwestowaniem i tradingiem, w przekonaniu, że giełda czy forex oferuje ‘łatwe pieniądze’.

Schwager podkreśla przy tym interesującą, zabawną i prawdziwą rzecz. Nikt z nas nie zna amatora, który wszedł do sali operacyjnej i dzięki szczęściu dokonał udanej operacji mózgu. Nikt nie zna amatora, który wyszedł na scenę filharmonii, złapał skrzypce i dzięki szczęściu zagrał jak wirtuoz. Inwestowanie i trading są nielicznymi (jedynymi?) zawodami, w których można osiągać fenomenalne wyniki w 100% dzięki szczęściu. Tysiące inwestorów przekonało się o tym w czasie hossy na małych spółkach w latach 2004-2007 w Polsce. Tak jak można wyrzucić 20 reszek pod rząd, tak samo można podjąć 20 udanych decyzji inwestycyjnych i komuś z milionów próbujących swoich sił ludzi to się uda.

To sprawia, że niewielu ludzi wyobraża sobie inwestowanie czy trading jako ciężką pracę, żmudną analizę danych, testowanie strategii, nieustanne zwiększanie swoich umiejętności. W powszechnym wyobrażeniu wciska się enter, kurczowo obgryza paznokcie i z reguły, wieczorem świętuje się sukces najdroższym szampanem w restauracji. Niewielu jest też ludzi przekonanych, że można zostać dobrym chirurgiem czy inżynierem po przeczytaniu dwóch, trzech książek w weekend. Z inwestowaniem jest inaczej i być może dlatego Schwager tak mocno podkreśla, że dla wszystkich Czarodziejów Rynku sukces był efektem, ciężkiej, systematycznej pracy. Dziś miałem na przykład okazję przeczytać o etyce pracy Bruca Berkowitza.

Ciąg dalszy nastąpi…

***

Dla porządku podam tytuły książek ze wspomnianej serii Schwagera:

Market Wizards (1988), wydana w Polsce jako Czarodzieje rynku. Rozmowy z wybitnymi traderami (2012)

New Market Wizards (1992), wydana w Polsce jako Mistrzowie rynków finansowych. Rozmowy z najlepszymi amerykańskimi inwestorami i graczami giełdowymi (2007)

Stock Market Wizards (2001), czeka na polskie wydanie

Jak wspomniał Grzegorz Zalewski wkrótce ukaże się czwarta książka z serii: Hedge Funds Market Wizards

[Głosów:5    Średnia:5/5]

20 Komentarzy

  1. gzalewski

    korekta obywatelska – Schwager, a nie Schwagger

    1. trystero (Post autora)

      @ Grzegorz Zalewski

      Dzięki. Mam fatalną pamięć do angielskich nazwisk a zasugerowałem się pisownią BCLund.

      W zmian odwdzięczę się definicją z Urban Dictionary:

      schwagger – Somone who always buy’s, and smokes low grade marijuana.

  2. gzalewski

    akurat ta pomylka dosc popularna jest 🙂

  3. lesserwisser

    Według wspomnianego Urban Dictionary:

    schwager – A.K.A an abnormal erection

    Czego można się nauczyć od ‘czarodziejów rynku’?

    Od czarodziejów to czarów, zaklęć albo kuglarstwa, zaś od “mistrzów rynku” można się nauczyć rzemiosła, do granic majstersztyku!

    – Swager: A.K.A. an abnormal erection.

    1. trystero (Post autora)

      @ lesserwisser

      Wiesz, ja nie ponoszę odpowiedzialności za to, że Market Wizards zostali przetłumaczeni na Czarodzieje Rynku. Pod takim tytułem wydano w Polsce tę książkę i zdecydowałem się kontynuować to niefortunne tłumaczenie by nie wprowadzać zamieszania.

  4. lesserwisser

    @ Trystero

    Widocznie są różne polskie wydania tej książki, różnych wydawnictw, i pod różnymi tytułami tym lepszym i tym niefortunnym.

    Ja widziałem “Mistrzów rynku”, wydawnictwo Wolters Kluwer,2007 r.

    http://www.maklerska.pl/mistrzowie-rynkow-finansowych-rozmowy-z-najlepszymi-amerykanskimi-inwestorami-i-graczami-gieldowymi-p-129.html

    1. trystero (Post autora)

      @ lesserwisser

      Tak, wygląda na to, że są różne wydania.

      Mistrzowie Rynku to dużo lepsze tłumaczenie tytułu.

  5. gzalewski

    Mistrzowie rynków – to druga książka Schwagera.
    Więc proszę nie siać zamętu.

    Czarodzieje rynku to Linia:
    http://goo.gl/zeZQr

    A tytuł wygrał w ankiecie na FB (na drugim miejscu byli Alchemicy rynku)

    Podsumowując na rynku po polsku jest w tej chwili pierwsza książka
    Market WIzards – Czarodzieje rynku (nowość sprzed 2 tygodni), wyd.Linia
    oraz
    New Market Wizards – Mistrzowie rynków finansowych, wyd. WOlters Kluwer2007

    A juz tak na marginesie – wkład w wydanie Czarodziejów rynku miał DM BOS SA 🙂

    1. trystero (Post autora)

      @ Grzegorz Zalewski

      Dzięki za wyjaśnienie. W swoim artykule pisałem o serii książek (po angielsku są trzy, za każdym razem ‘wizards’).

      Wygląda na to, że jestem w mniejszości, jednak ciągle uważam, że tłumaczenie ‘wizards’ na ‘czarodzieje’ jest w tym wypadku niefortunne 🙂

  6. deli deli

    Tak sobie odpowiem.
    Dlaczego nie ma “jednego przepisu”?
    Bo ekspozycja Czasu, w którą zanurzamy się podążając za rynkiem jest arcyciekawie różnorodna.
    To dopiero wierzchołek góry lodowej.
    Czas jest “w moim rytmie” jest mi przychylny albo mnie poniewiera i niweczy.
    Jeśli Czas jest rozpoznawalny, “znajomy” w cząstkowej sekwwencji bądź dlatego, że przemierza w moim rytmie natywnym, bądź za sprawą najświeższego doświadzenia w zarysowanej przeze mnie cząskowej sekwencji, wtedy dopiero podejmuję decyzję i poruszam ufnie palcami a to lewej a to prawej.Potem już tylko przegrywam – to jest zdobywam kolejne doświadczenie albo tylko wygrywam.
    Jestem Ci wdzięczny Trystero, za Twoje ciekawe rzeczowe wpisy.

  7. lesserwisser

    No to jak mamy już mistrzów i czarodziejów (albo dzieji),w odwrotnej sekwencji, to teraz chyba czas na “Magów rynków akcji”, bo ale chemia się już troche opatrzyła.

    Mieliśmy bowiem “Alchemię futboolu” Gmocha, “Alchemię finansów” Sorosa no i “Alchemię uwodzenia” jakichś tam uwodzicieli, i “Alchemika” Cohelo, chyba. 🙂

    PS

    Bywa i tak, że fortuna może wziąć się nawet z niefortunnych tytułów.;)

  8. Lucek

    “fortuna może wziąć się nawet z niefortunnych tytułów”

    Może i może, ale bierze się z tego, że jesteś w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu i spotykasz odpowiedniego człowieka.
    I tak jest od urodzenia.

  9. Romuald

    “dwie rady zawarte w tych książkach pozwoliły mi diametralnie poprawić moje wyniki inwestycyjne.”

    Trystero, które konkretnie ?:)

    PS

    Panie Grzegorzu, na szkoleniu w Sopocie powiedział Pan, że była kiedyś szansa zaproszenia jednego z rozmówców Schwagera do Polski. O kogo chodziło jeśli to nie tajemnica ? 🙂

    1. trystero (Post autora)

      @ Romuald

      O jednej wyraźnie napisałem, drugą dosyć mocno podkreśliłem (strategia dostosowana do osobowości).

  10. kathay

    >W swoim artykule pisałem o serii książek (po angielsku są trzy, za każdym razem ‘wizards’).

    Trystero!!! Masz zadanie domowe na weekend:
    napisać rozprawkę o tym ile jest wizardów i dlaczego CZTERY?! 🙂

    1. trystero (Post autora)

      @ kathay

      Są cztery, to jasne. Trzy Schwagera i jeden z Oz 🙂

      1. trystero (Post autora)

        @ kathay

        Teraz dzięki Grzegorzowi dowiedziałem się Schwager wyda czwartego. Pewnie o tym mówiłeś.

  11. Bebok

    Byłem kiedys schwaggerem, więc może teraz pora stać się Schwagerem! Świetny wpis

  12. lesserwisser

    W wersji rosyjskiej to chyba było “Kołdun iz kołchOZa”.:)

  13. gzalewski

    @ Romuald
    To miał być Jim Rogers. Ale niestety :/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *