MINDSET bez tajemnic, część 2

W pierwszej części sygnalizowałem, że mindset jest plastyczny i można go kształtować tak jak mięśnie na siłowni, tylko potrzebujemy do tego programu treningu, wzorców, przykładów, może i właściwych trenerów.

To właśnie zadanie, które przeznaczyłem dla tej części tego cyklu. Chodzi przede wszystkim o to, że musimy wiedzieć, co składa się na wzorcowy mindset, poznać wszystkie jego pożądane i właściwe składniki, dostać do ręki cel, który wykorzystamy w naszej mentalnej siłowni.

W zasadzie tego rodzaju przewodnik po wzorcowym mindsecie powinniśmy dostać do ręki już w momencie przekroczenia progu giełdy (wirtualnie). Jest to o tyle istotne, że na pożądany mindset składa się szereg składowych, porządkujących na nowo przekonania, myślenie i postrzeganie, których w większości nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji poznać w nieinwestycyjnym świecie. Co bowiem z tego, że poznamy strategie, skoro nie mamy do nich przygotowanej odpowiednio mentalnie głowy ?!

Problem w tym, że takiego poradnika z prawdziwego zdarzenia nie ma, albo go po prostu nie znalazłem. Są jakieś nawiązaniu tu i tam, dość zresztą fragmentarycznie dobrane. Przejrzałem też książki w swojej bibliotece i nawet jeśli słowo mindset pada w tytule, to sama treść bywa przegadana, trywializowana lub mało praktyczna.

Zastrzegę jednak, że taka ocena może być wynikiem moich nieco zawyżonych oczekiwań, ponieważ ‘zjadając zęby’ w tym biznesie wiem nieco więcej jak działa sfera poradnikowa. Często jest zbyt przesłodzona i zmitologizowana, a brakuje praktycznych odniesień do realności.

Z tą wiedzą mogę teraz zaprosić do przekrojowego i praktycznego poznania poszczególnych składowych pożądanego mindsetu inwestycyjnego

***

INWESTYCYJNY MINDSET – KLUCZOWE ELEMENTY

   1. Bezwarunkowa akceptacja ryzyka

Ryzyk, w sensie możliwości utraty części kapitału, jest w tym biznesie bez liku, a ich poznanie jest wręcz obowiązkiem. Skąd bowiem ma brać się akceptacja dla czegoś, o czym nie wiemy nic poza schematycznymi ogólnikami?

Wszystkie rodzaje inwestycji, nawet tak z pozoru bezpieczne jak kupno obligacji, wiążą się z pewnym stopniem ryzyka, dlatego jesteśmy o tym uprzedzani w różnego rodzaju dokumentach. Musimy jednak w pełni zrozumieć i zaakceptować każdego rodzaju ryzyko wewnętrznie, do samej kości.

Jest to o tyle istotne (a przy tym nowe i nieznane), że wchodząc do inwestowania z codziennego świata, jesteśmy przecież nauczeni omijania ryzyka, nie wystawiania się na nie, a jeśli, już to proponuje nam się szereg polis ubezpieczeniowych chroniących przed nim. Mamy więc wbudowany jakiegoś rodzaju lęk przed ryzykiem, a więc i nieco lękowy mindset.

Co najwyżej wyczynowcy wszelkiego rodzaju oraz przedsiębiorcy znają je od podszewki, choć nie dokładnie takiej, jaką podstawia nam pod nos giełda. Jednakże jest im pewnie nieco łatwiej się zaadoptować.

Cała reszta chciałaby zarabiać bez tego ryzyka, albo przynajmniej mieć nad nim kontrolę taką jak w normalnym życiu, czyli jeśli nie chcesz, nie ryzykujesz. Tymczasem tutaj musisz się rzucić w objęcie ryzyka i pozostawać w nim nieustannie. To tak, jakby co dzień od teraz przechadzać się 4-pasmową autostradą i starać się unikać aut.

Początkowo zresztą tego ryzyka nie odczuwamy, albo może raczej nie jesteśmy świadomi, potem jednak wszystko potrafi nagle zwalić się na głowę i doznajemy emocji, jakich nigdy w życiu wcześniej nie odczuwaliśmy. Pojawia się więc strach i zagubienie. No ale gdzie mieliśmy się tego ryzyka nauczyć?

Nowy mindset oznacza wprawdzie życie w niepewności, ale ze świadomym wyborem zapraszającym ryzyko różnego rodzaju, do którego trzeba teraz nauczyć się racjonalnie podchodzić. Przede wszystkim wybierać taki jego stopień, który jest zgodny z naszymi celami i wrażliwością. To wychodzi w praniu, ale na wstępie trzeba przyjąć jakieś założenia, potem je modyfikować, poszukując swojego progu bólu.

Jest też druga strona tego medalu – część początkujących inwestorów przychodzi z nastawieniem (mindsetem) hazardowym. To niczemu nie służy, omija bowiem wiele celów realizowanych za pomocą giełdy, poza oczywiście ciągotami do adrenaliny, i zapewne jeśli chcą, to ów hazard pełen skrajnych emocji otrzymają. Jednak aby się tutaj utrzymać i zarabiać, potrzebne jest w ich przypadku depnięcie na hamulec, zrozumienie różnic między hazardem a inwestowaniem/spekulacją i zbudowanie zdrowszego podejścia, choćby i z nieco większym ryzykiem niż w przypadku przeciętnego inwestora.

Niestety nawet zaawansowani inwestorzy nie są wystarczająco zaadaptowani do ponoszenia ryzyka we wszystkich jego formach spotykanych w tej branży. Próbują się go czasem nieudolnie pozbyć (hodowanie strat zamiast stop-lossa), a to jest mindset strusia a nie tradera. Nie tylko im, ale całej reszcie mogę polecić doskonałą książkę, która stosowny mindset w doskonałym i przekonującym stylu pomaga budować:

             Mark Douglas „Trading in the zone”

(w polskiej wersji wydane jako „W transie inwestowania”)

    2. Zarządzanie ryzykiem

Kluczowym, najistotniejszym, nieodwołalnie najtrudniejszym, ale bezwzględnie koniecznym aspektem mindsetu, szczególnie w aktywnym inwestowaniu, jest zdolność do odpowiedniego zarządzania ryzykiem.

Otworzyć pozycję potrafi, pardone moi, nawet małpa. Jednak to zaledwie tylko początek całego procesu, który musi obejmować przynajmniej jeszcze:

– stosowanie stopów wszelkiego rodzaju,

– samą chęć ucinania strat, a więc ich minimalizowanie,

– niewikłanie się w niezdrowe procedery typu hodowanie strat na lewarowanym rachunku,

– stosowanie zabezpieczeń (np. hedging, dywersyfikacja),

– kontrolę wielkości pozycji.

To są rzeczy niemal w całości nieznane dla kogoś, ktoś ze świata normalnego przychodzi na giełdę, a jeszcze chce zająć się spekulacją. Brak wiedzy, brak doświadczeń, brak wzorców oznacza kompletnie nieprzygotowany na to mindset.

Być może pewne jego zalążki posiadają, podobnie jak wyżej, pokerzyści lub przedsiębiorcy, którzy wiedzą coś o radzeniu sobie z ryzykiem, ale nie przeciętny człowiek, który był po prostu uczony, że jak widzisz ryzyko, to uciekaj albo walcz, czyli dwóch mało przydatnych w inwestowaniu czynności.

W tym punkcie potrzebny jest dla naszego umysły wręcz przewrót kopernikański, za którym idzie ogromna praca nad własną psychiką, dlatego tak wielu chętnych nie radzi sobie z tym i albo rezygnuje, albo wybiera spokojne „kup i trzymaj’, gdzie zarządzanie ryzykiem sprowadza się do dywersyfikacji i co najwyżej pozbycia się czasem pogrążającej się spółki.

Pewnym wstępem do nauki zarządzania ryzykiem może być książka:

Van Tharp „Giełda, wolność i pieniądze

I chodzi tu nie tylko o same techniki zarządzania ryzykiem, ile o wyrobienie w sobie palącej potrzeby robienia tego.

CDN

—kat—

4 Komentarzy

  1. podtworca

    O zarządzaniu ryzykiem możemy mówić dopiero, gdy wiemy czego nie wiemy. Dla większości graczy, uczestników rynku, stan bazowy to niepewność, czyli nierozpoznane ryzyko. Rozwój gracza to w gruncie rzeczy przesuwanie elementów z przestrzeni niepewności do przestrzeni ryzyka. To obejmuje samopoznanie jak i szukanie nisz rynkowych, w których możemy z grubsza objąć skalę tego, czego nie wiemy, że nie wiemy.
    Na przykładzie z pokerzystą: ryzykiem będą rozkłady kart, które można obliczyć oraz pewne wykryte schematy zachowania, tiki nerwowe itp., a niepewnością czy druga strona blefuje, oszukuje i wiele innych, o których nie mamy pojęcia lub nie potrafimy przystawić prawdopodobieństwa.

    1. Kornik

      Swietnie ujete. Mozna powiedziec, ze przestrzen niepewnosci tworza zmienne nieuswiadomione, a przestrzen ryzyka kresla zmienne poznane i oswojone.

      Im wieksza wiedza i doswiadczenie, tym mniejsza ekspozycja na niepewnosc i zwiazane z tym reakcje. Inaczej mowiac, zaczynamy funkcjonowac w srodowisku znanych ryzyk i okreslonych prawdopodobienstw, a to zupelnie zmienia nasze postrzeganie i zachowanie.

      1. podtworca

        Tak, sporo pisze o tym Taleb, zdeklarowany przeciwnik stosowania rozkładów normalnych w układach chaotycznych. Przykładowo kasyna skupiają się na liczeniu prawdopodobieństw w grach losowych, żeby przesunąć swój edge, podczas gdy więcej strat generują nieuczciwi pracownicy.

    2. Tomasz Symonowicz (Post autora)

      Samo zarządzanie ryzykiem jest odpowiedzią na ten problem, ponieważ najpierw musimy rozpoznać ryzyka żeby potem nauczyć się nimi zarządzać.
      Tu tylko sygnalizuję, czyli jest temat do przerobienia dla prawidłowego przerobienia do mindsetu, a ciąg dalszy to temat na kilka książek (Schwager, Ralph Vince).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *