Kupowanie dołków, część 2

Kwestia kupowania dołków budzi jak zawsze kontrowersje, widzę to po reakcjach w socjal mediach na pierwszą część tego cyklu, ale to dlatego warto o tych dylematach dyskutować.

W inwestowaniu wszystko jest ryzykowne, kupowanie dołków nie mniej niż inne pomysły. Na temat wszystkich zagadnień związanych z  tematem polowania na dołki mógłbym napisać całą książkę, w której zawarłbym przede wszystkim szereg pomysłów, strategii oraz statystycznych testów. Ponieważ jednak blog to przede wszystkim fragmentami wybrana edukacja przefiltrowana przez rzeczywistość i nieustanny rozwój rynków, dlatego właśnie przez pryzmat tych filtrów będę temat kontynuował w tym wpisie i w kolejnych z serii.

Kupowanie dołków wryło się w inwestycyjny krajobraz dzięki akronimowi BTD (od ang. Buy The Dip), choć ma on nieco dosadniejszą wersję BTFD, gdzie litera F oznacza pewne dość znane angielskie przekleństwo, albo wersję BED, czyli Buy Every Dip. Bardzo szybko rozpowszechnił się on w świecie kryptowalut, stając się tam wręcz ikoną. Jednak i w giełdowym ekosystemie robił furorę podczas wzrostów przed i po pandemicznych, szczególnie podczas bańki memowej. Teksty i analizy pełne były wówczas tych 3 liter, a krył się za tym specyficzny powód.

Gdy indeksy amerykańskie gwałtownie wtedy rosły, nie dochodziło do na tyle znaczących korekt, by rynek mógł ochłonąć i się przegrupować. Tłumaczono to właśnie efektem BTD, czyli kupowaniem każdej słabości rynku bez względu na jej powód oraz naturę, i takie też trzyliterowe eksklamacje towarzyszyły wielu dyskusjom na grupach (szczególnie na reddit). Była to bardzo popularna i uzasadniona w dynamice rynku strategia, a przy tym nie potrzebowała do tego żadnych analiz. Po prostu rynek wycinał każdą podaż, kto nie kupował dołka ten frajer.

Tę euforię oczywiście rozjechała rzeczywistość, czyli pękniecie bańki memowej oraz bitcoinowej, a i na giełdy zawitała bessa. BTD stało się strategią czyszczącą rachunki, ponieważ dołki zamiast odwrotu ku wzrostom kończyły się seriami coraz niższych dołków. Widzę jednak, że ta metoda wraca ponownie na spekulacyjne salony i do giełdowych notowań.

Czy ktoś wiedziałby jak opisać komuś początkującemu na czym dokładnie polega metoda BTD? Pewnie byłby problem, o tym zresztą już wspominałem w poprzedniej części poświęconej tym dylematom. Bo wiadomo, że trzeba kupić gdy spadło, ale w którym miejscu? Gdy jeszcze spada i nie było jeszcze dołka, czy już po zrobieniu dołka? A jeśli gdy spada, to gdy jak bardzo spada? Czy zarządzać ryzykiem, czy może pozwolić podaży się wyszaleć, bez względu jak nisko kurs zejdzie po otwarciu pozycji?

Odpowiedź, i to bardzo prostą w swej konstrukcji, dał wspomniany w pierwszej część BofA, publikując przy okazji wyjaśniającą statystykę na poniżej załączonym wykresie.

Otóż wg nich dołek BTD pojawia się wtedy, gdy w notowaniach indeksu dochodzi do spadkowej sesji, KAŻDEJ spadkowej sesji. Policzyli oni stosownie do tego założenia zwroty najprostszej z możliwych, hipotetycznej strategii:

Kup indeks S&P500 zawsze po spadkowej sesji i wyjdź z pozycji na zamknięciu, czyli czas przebywania w każdej transakcji to 1 sesja.

Średni zysk z takiej strategii w ujęciu rocznym pokazali na poniższym wykresie:

Słupki granatowe to roczne zwroty z tej strategii BTD, zielona krzywa to średnia 10-roczna.

Obecny rok to 3 w kolejności jeśli chodzi o zyskowność tej strategii w historii! Śmiało więc można rzec, że inwestorzy wrócili z BTD do gry i widać to po rosnących indeksach w tempie jednym z najszybszych w historii.

Na wykresie jest dodany komentarz, że ta era BTD łączy się z tzw. Fed put. To nic innego jak QE (Quantitative Easing), czyli „drukowanie” pieniądza przez Fed. Bank centralny zapewniał w ten sposób płynność i wydobywał gospodarkę z kłopotów w prosty sposób. Jednocześnie wzbudzało to w inwestorach tzw. moralny hazard, czyli śmiało kupujemy akcje/indeksy, ponieważ w razie kłopotów Fed uruchomi jeszcze więcej drukarek.

Widać zresztą po spadkowych słupkach z poprzednich dekad, że tego rodzaju strategia BTD przynosiła wcześniej straty bez drukarkowej ingerencji Fed w gospodarkę. Wówczas zyskowną strategią było sprzedaż krótka po spadkowej sesji i przetrzymanie pozycji przez dzień. Mamy wiec na rynkach istotną zmianę. To jeden z powodów tego, ze strategie testowane na danych z poprzednich dekad nie sprawdzały się w tym stuleciu.

Pozostaje jedna kwestia, której nie rozstrzyga ów wykres: co to znaczy kupować po spadkowej sesji? Zaraz na jej zamknięciu, czy na otwarciu kolejnej? A także czym dokładnie jest sesja spadkowa: gdy zamknięcie jest niższe od otwarcia, czy gdy zamknięcie jest niższe niż dzień wcześniej?

Z tymi pytaniami zmierzyłem się w różnych testach, w których zależnie od wyboru założeń wychodzą różne wyniki. Ale to temat na kolejne części.

—kat—

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *