Ryzyko związane z pisaniem o akcjach memowych polega na tym, że kilka dni po publikacji tekstu akcje mogą kosztować kilkaset procent więcej albo kilkadziesiąt procent mniej.

Gdy na początku stycznia 2023 roku pisałem o akcjach Bed Bath & Beyond i akcji pompuj i rzuć zorganizowanej na nich latem 2022 roku kosztowały na nowojorskiej giełdzie 1,31 USD. Cztery sesje giełdowe później ich kurs zbliżył się do 6 USD. Cztery miesiące później akcje kosztują 0,27 USD (dzięki dzisiejszemu 15% wzrostowi).

Za Yahoo Finance

Co ciekawe kapitalizacja walczącej o przetrwanie spółki nie zmieniła się istotnie od stycznia. Akcje kosztują co prawda 4 razy mniej ale jest ich dużo więcej niż na początku roku: 428 mln obecnie przy 117 mln w styczniu 2023. Może ich być jeszcze więcej bo spółka ciągle może sprzedać 260 mln akcji w ramach emisji akcji sprzedawanej bezpośrednio na rynku giełdowym.

W dużym uproszczeniu, Bed Bath & Beyond robi to co chciał zrobić Hertz Global Holdings na początku pandemii w 2020 roku a czego nie zrobił bo amerykański regulator zasugerował, że jest to nielegalne. Pozyskuje utrzymujące ją przy życiu finansowanie sprzedając akcje bezpośrednio na rynku, głównie entuzjastycznie nastawionym indywidualnym inwestorom.

Są dwie zasadnicze różnice. Gdy Hertz chciał zrobić ratunkową emisję do inwestorów memowych miał już złożony wniosek o upadłość. Bed Bath & Beyond jeszcze tego nie zrobiła. Z drugiej strony przyczyny gigantycznych problemów Hertza były tymczasowe: wynikały z zamrożenia działalności spółki przez pandemię i lockdowny. Problemy Bed Bath & Beyond nie są tymczasowe – spółka od długiego czasu ma nierentowny model biznesowy. Co więcej jest też lekka w aspekcie aktywów – nie ma czego sprzedać by pozyskać finansowanie.

Latem 2022 roku dzięki gigantycznej akcji pompuj i rzuć z udziałem znanego inwestora – Ryana Cohena – BBBY uzyskał status spółki memowej. Zarząd spółki postanowił wykorzystać ten fakt i pozyskać finansowanie od memowych inwestorów (po nieudanych próbach znalezienia strategicznego inwestora). W pierwszej fazie BBBY korzystał z pomocy firmy inwestycyjnej – emitował akcje dla instytucjonalnego inwestora (Hudson Bay Capital Management), który później sprzedawał te akcje na rynku. Była to formuła przypominająca schematy ratunkowego finansowania z GPW – spółka pozyskuje finansowanie w transzach emitując akcje dla inwestora z dyskontem do ceny rynkowej a inwestor sprzedaje te akcje na rynku. Spółka pozyskała w ten sposób 360 mln USD – całkiem sporo jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że na początku stycznia jej kapitalizacja nie przekraczała 200 mln USD.

W marcu zmieniono formułę emisji na bardziej bezpośrednią i mniej kosztowną dla spółki bo niezawierającą dyskonta. Ta formuła też wykorzystuje pośrednika pomiędzy spółką a indywidualnymi inwestorami (brokera) ale też de facto oznacza sprzedawanie akcji entuzjastycznie nastawionym indywidualnym inwestorom.

Wprowadzenie tego dodatkowego elementu – pośrednika – zabezpieczyło spółkę przed działaniem regulatora w związku z oferowaniem indywidualnym inwestorom akcji, które z dużym prawdopodobieństwem będą bezwartościowe.

Nawet jeśli wykorzystywana przez BBBY formuła diametralnie zmienia sytuację w aspekcie prawnym to pod względem biznesowym sytuacja jest prosta do interpretacji: desperacko uciekająca przed upadłością, uginająca się pod ciężarem długu spółka z minimalną szansą na odzyskanie zyskowności utrzymuje się na powierzchni pozyskując finansowanie od rzeszy indywidualnych inwestorów. To oni są kupującymi netto i to oni odpowiadają za dużą część dziennego wolumenu przekraczającego w ostatnich dniach 100 mln akcji.

Ten ostatni fakt oznacza, że każdego dnia z rąk do rąk przechodzi około ¼ wszystkich akcji spółki. Oznacza także, że obroty na akcjach BBBY dawałyby spółce miejsce w czołówce GPW (bo wynoszą ponad 100 mln złotych na sesję).

Jeśli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego i Bed Bath & Beyond w końcu skończy w upadłości to całą akcje pozyskiwania finansowania będzie można traktować jako transfer kapitału od wierzących w cuda drobnych inwestorów do w większości profesjonalnych kredytodawców spółki. Pozyskana gotówka zwiększy bowiem kwotę, którą w upadłości odzyskają kredytodawcy. Oczywiście, o kilka miesięcy przedłuży też zatrudnienie zarządu BBBY.

Całą sprawę opisał kilka dni temu Wall Street Journal. W artykule pojawia się kilka typowych postaci dla tego rodzaju tekstów w amerykańskich mediach biznesowych.

Jest kierowca Ubera z Nowego Jorku, imigrant „załadowany w akcje BBBY”, kupujący je od 2022 roku i wierzący, że w spółkę wkrótce zainwestuje wehikuł powiązany z Ryanem Cohenem.

Jest profesor prawa z renomowanej uczelni, który wyjaśnia, że w prawie papierów wartościowych nie ma obowiązku by akcje sprzedawane przez spółkę miały jakąkolwiek wartość. Rynek papierów wartościowych oparty jest na udostępnianiu wszystkich istotnych informacji – tak długo jak spółka poinformuje, że akcje z dużym prawdopodobieństwem są bezwartościowe może je legalnie oferować inwestorom (SEC wydawała się myśleć inaczej gdy Hertz chciał sprzedawać swoje akcje w 2020 roku).

Jest też zawodowy indywidualny inwestor, który kupił obligacje BBBY po 9-10 centów za dolara i który uważa, że spółka wykorzystuje naiwność i łatwowierność drobnych inwestorów pozyskując od nich finansowanie, który nie obroni firmy przed upadłością ale poprawi sytuację wierzycieli spółki.

Powyższa historia przypomina, że bananowy segment rynku akcyjnego, nawet w rozwiniętych państwach, jest relatywnie dzikim miejscem. Jeśli coś nie jest zakazane, albo nawet jest zakazane ale nie jest karane, a może przynieść korzyści finansowe to zawszę znajdą się ludzie gotowi to stosować. Nawet jeśli po kilku latach dostaną jakąś karę finansową to szansa, że inwestorzy, którzy byli po drugiej stronie odzyskają swoje środki jest niewielka.

Niewątpliwą zaletą pasywnego inwestowania w oparciu o ETF-y z dużych instytucji, kupowane na rachunku wiarygodnego, regulowanego brokera jest to, że można wszystkie takie historie jak powyższa traktować jak interesujące anegdoty i nic więcej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *