Gdyby rynek był szkołą, zostałby zamknięty. Żadna szkoła i żadna uczelnia nie mogłyby działać, gdyby 90 procent uczniów i studentów nie zdawało egzaminów.  Jesteśmy generalnie normalnymi ludźmi. Potrafimy dostosować się do społeczeństwa i dobrze w nim funkcjonować. Jeśli gracze giełdowi są normalnymi ludźmi – a zakładam, że są, co znaczy, że radzą sobie w życiu, są inteligentni, uprzejmi i potrafią ciężko pracować – to dlaczego 90 procent przegrywa? Tom Hougaard

Pracujemy nad książką Toma Hougaarda, o której w poprzednich wpisach wspominał Tomek Symonowicz, i mam wrażenie, że duński trader pisze niemal o tym samym, na co zwracałem uwagę od lat. Co więcej, wykorzystując bardzo podobne analogie oraz przykłady (jak choćby ten o maratonie). Pokazuje to, że nie jesteśmy specjalnie oryginalni, jeśli chodzi o rozumienie rynku, zwłaszcza gdy zrozumiemy, że w gruncie rzeczy za sukcesem stoją bardzo proste czy wręcz banalne zasady.

Chciałbym jednak skoncentrować się na głównym przesłaniu książki Hougaarda lub raczej na punkcie wyjścia jego rozważań. Dlaczego większość (80–90%) uczestników rynku traci pieniądze? Dlaczego – mimo że trading jest dziś jest znacznie dostępniejszy, koszty o wiele niższe niż przed laty, dostęp do narzędzi o wiele łatwiejszy – ta statystyka nie ulega zmianie?

Gdy jedenaście lat temu Komisja Nadzoru Finansowego zaczęła publikować statystyki dotyczące klientów na rynku forex, większość obserwatorów poddała się następującej narracji (sugerowanej przez urząd): coś jest nie tak z rynkiem, z brokerami, skoro aż tylu inwestorów traci pieniądze. W licznych tekstach starałem się dowieść, że to podejście jest, delikatnie mówiąc, demagogiczne. Po pierwsze, statystyki nie dotyczą wyłącznie „tego złego foreksu”, lecz także klasycznych giełdowych rynków terminowych, z tym że statystyki w tym drugim wypadku są trudniejsze do uzyskania i raczej przywoływane jedynie w pracach badawczych. Po drugie, wiele biznesów (choćby start-upów) charakteryzuje to samo – zarabia wyłącznie garstka nielicznych. No i jeszcze jedna ważna rzecz – skupienie się wyłącznie na foreksie daje złudzenie, że na rynkach akcji jest zupełnie inaczej. Tego zaś, jak jest faktycznie, nie wiemy z całkowitą pewnością. O ile na rynkach lewarowanych (forex, futures) dosyć łatwo o takie statystyki ze względu na mechanizmy codziennych rozliczeń, o tyle na rynkach akcji – z otwartymi wieloletnimi pozycjami – trudno o rzetelne dane. Choć one również się pojawiają. I niestety nie są zbyt optymistyczne. Dlatego nieuczciwe jest koncentrowanie się na statystykach dotyczących wyłącznie foreksu czy też szerzej na rynkach CFD.

Znacznie bliżej mi do podejścia Hougaarda, który wciąż zadaje to samo pytanie – co jest z nami (inwestorami) nie tak, że większość traci pieniądze? Przecież jesteśmy inteligentni, zdeterminowani, chętni do ponoszenia ryzyka, korzystamy z przeróżnych narzędzi, czyli zachowujemy się najzupełniej normalnie. Ale to właśnie nasza normalność pakuje nas w kłopoty. To, że w specyficznych sytuacjach reagujemy bardzo przewidywalnie (i niestety nie najlepiej dla naszych portfeli). Danielu Kahnemanie i Amosie Tversky, czyż o tym nie pisaliście od kilku dekad? W warunkach niepewności, ryzyka, stresu człowiek postępuje w określony sposób. I choćby ze względu na asymetrię postrzegania zysków i strat robi te wszystkie niemądre rzeczy. Jak ujął to Dan Ariely – jesteśmy przewidywalnie irracjonalni.

Egotyzm atrybucyjny to skłonność ludzkiego umysłu, która poprawia samoocenę. W najbardziej popularnej formie polega na przypisywaniu sobie samemu odpowiedzialności za sukcesy, a czynnikom zewnętrznym – odpowiedzialności za porażki. Statystyki dotyczące graczy na rynkach dają temu mechanizmowi doskonałą pożywkę – za nasze straty na rynku mieliby odpowiadać: nieuczciwi brokerzy, zbyt wysokie spready, ONI (czyli polujący na nasze stopy wielcy gracze), nieprecyzyjne narzędzia i cała reszta świata. Gdyby nie to wszystko, każdy z nas miałby na rachunkach miliony – wbrew temu, że gra na rynkach jest grą o sumie zerowej. Wszyscy bylibyśmy zwycięzcami!

Żylibyśmy w inwestorskim Lake Wobegon, gdzie wszystkie kobiety są silne, wszyscy mężczyźni przystojni, a wszystkie dzieci nieprzeciętnie utalentowane.

 

***

Szukamy najlepszego polskiego tytułu dla książki Best Loser Wins – może macie jakieś propozycje?

 

[Photo by Liam Nguyen on Unsplash]

25 Komentarzy

  1. Kornik

    To jeden z tych wielkich rynkowych paradoksów, że zasady są banalnie proste, ale wykonanie wysoce skomplikowane.

    Dwa pomysly:
    – "Milioner z upadku",
    – "Sztuka błądzenia".

    1. Artur

      Masz na myśli "Upadek milionera" Izabelli Frączyk?

      1. Artur

        Przepraszam. Nie doczytałem dopisku pod tekstem.

      2. Kornik

        Nie czytalem tej ksiazki. Zabawilem sie w gre slow – milioner, czyli zarobiony i z upadku, czyli co bylo zrodlem – lekcje z popelnionych bledow. Bardziej czytelnie i bardziej okraglo brzmi "Sztuka bladzenia". W obu przypadkach nie jest to doslowne tlumaczenie tytulu, ale chodzi o to, by oddac tresc, jak to nizej zauwazyla Dorota.

        1. Artur

          "Sztuka błądzenia" to niezły pomysł, tyko, że taka książka już istnieje.
          Może "Anatomia porażki. Giełda"?

          1. Kornik

            Ciekawy pomysl, choc to juz pytanie nie do mnie. Szczerze mowiac, nie ma to znaczenia, jaki bedzie tytul – taki, jak proponujesz czy jak proponuja koledzy nizej. Wazna jest sama tresc, ale tez rozumiem, ze wydawca szuka czegos efektownego, bo w dzisiejszej kulturze, ktora lubuje sie w pedzie i nie lubi wgryzac sie w materie przedmiotu, jak korniki w sosne – opartej na wrazeniach i powierzchownosci – jak sie nie swieci, nie jest krzykliwe, nawet obrazoburcze, to pies z kulawa noga sie nie zainteresuje. Wspolczesny marketing opiera sie na emocjach wychodzac z zalozenia, ze najlatwiej odwolac sie do emocji, a trudniej do intelektu, bo to wymaga zatrzymania sie i dluzszego zastanowienia – i sklecenia np. ciekawej recenzji, jak to zrobil GieZ w swoim wczesniejszym wpisie. Stara szkola sprzedazy – byl o tym rozdzial we "Wspomnieniach gracza gieldowego".

  2. mall

    Skoro ca. 90% inwestorów traci na rynkach to jakim cudem inwestowanie na emeryturę na rynkach kapitałowych jako rozwiązanie problemu niskich emerytur?

    1. Kornik

      Dobre pytanie. Widac ktos bardzo optymistycznie zalozyl, ze przyszli emeryci beda nalezec do bardzo waskiego grona tych szczesliwcow, ktorzy beda zarobieni.

      Czy ktos rozwazyl sytuacje wrecz odwrotna? Politycy raczej watpie, bo tam kroluje myslenie: "A tym, to sie pozniej bedziemy martwic". Zarzadzajacych funduszami tez nie podejrzewam o tego typu przezornosc, wszak dluuugie lata przyzwyczajono ich do tego, ze jak zarabiaja, to zarabiaja, a jak traca, to panstwo uratuje.

      Wychodzi wiec na to, ze za cala te zabawe "Bogdanow bankowych" w "emerytury pod palmami" koniec koncow zaplaci cale spoleczenstwo. I o to pewnie w tym wszystkim chodzilo – o mozliwosc zabawy w cyferki na cudzy koszt (w tym przypadku – na koszt przyszlego emeryta), bo wbrew pozorom w systemie emerytalnym krazy calkiem spora kasa, a to mowienie, ze panstwowe jest niewydolne i bankrutuje (od ilu to juz lat bankrutuje?), mialo tylko naklonic politykow do szybszego przekazania tego ciezko przez nas wypracowanego majatku z rak panstwowych biurokratow w rece finansowych cyrkowcow.

      Dla jasnosci, nie jestem zwolennikiem ani panstwowego, ani prywatnego systemu emerytalnego, bo ani tu, ani tu nie ma co liczyc na kokosy. Najlepiej jakby jedni i drudzy zwyczajnie odknaili sie od mojej kasy. Jestem dorosly i sam potrafie o siebie zadbac. Uwazam, ze poniewaz od zawsze jestem zmuszony ponosic konsekwencje swoich blednych decyzji, wiec duzo rozsadniej potrafie rozporzadzic wlasnym majatkiem, niz urzednik czy bankowiec, ktorzy nigdy za nic nie odpowiadaja.

      Wbrew temu, co tam bredza rozni "spece" na temat niklej wiedzy i nieracjonalnosci (w domysle – biedne Misie, ktos sie musi wami zaopiekowac – oczywiscie, nie za darmo), spoleczenstwo jakos sobie radzi: uczy sie, pracuje, prowadzi biznesy, buduje domy, zaklada rodziny, staje sie coraz bardziej zamozne – i to wszystko pomimo tego, ze dzwiga na swoim garbie polmilionowa administracje – ze o specach i cyrkowcach nie wspomne.

      Ida wybory, wiec pozostaje sobie zyczyc takiego polityka, ktory wyjdzie i wzorem pewnego Francuza i Anglika powie: Nie mam dla was kasy; mam dla was pot i lzy – i jeszcze dwa slowa na koniec: bogaccie sie.

    2. GZalewski

      tych składowych tu jest więcej do rozważenia
      1) może jest tak, że instytucje radzą sobie znacznie lepiej (statystyki są bezlitosne – większośc jest gorsza niż rynek)
      2) w takim razie pasywne ETFy, ale.. przy założeniu naprawdę długoterminowego i systematycznego podejścia, ale..
      3) to o czym mówi się coraz głośniej – wygląda na to, że rynek amerykański (będący podstawą do symulacji, porównań i statystyk) jest anomalią. A na innych rynkach nawet rozwiniętych – inwestowanie przez wiele dekad, wcale nie jest gwarancją sukcesu.

      1. Kornik

        GieZ, tu nie chodzi o to w co inwestowac, bo mozliwosci jest multum: dlug, akcje, akcje dywidendowe, towary, ETFy, ziemia, zloto, bizuteria, dziela sztuki, mieszkania, wlasne kompetencje, rodzina i dzieci. Chodzi o to, KTO to robi – KTO decyduje, co sie dzieje z kasa na moja przyszla emeryture. Dzis decyduje urzednik i cyrkowiec. Mowia, ze Kowalski sobie nie poradzi, ale na kazdym kroku pokazuje, ze radzi sobie swietnie, bo sie uczy, bo jest odpowiedzialny, gdyz wie, ze nieodpowiedzialnosc i brak rozsadku kosztuje. W odroznieniu od urzednika i cyrkowca z instytucji finansowej, ktorzy raz po raz pokazuja, ze sobie nie radza, a nie radza sobie, bo przyzwyczajono ich do tego, ze co by nie zrobili – jakie salto mortale wykonali, to i tak spadna na cztery lapy, bo w dole panstwo rozwija siatke ochronna. W efekcie zawody te maja w spoleczenstwie wyjatkowa zla opinie – sa synonimem nierobstwa, braku kompetencji i wszelkiej patologii. Oczywiscie w duzej mierze jest to krzywdzacy stereotyp, bo jest bardzo wielu dobrych urzednikow i bardzo wielu specjalistow finansistow, tylko system jest tak skonstruowany, ze nie ma mozliwosci weryfikacji. Nie moge metoda prob i bledow, oraz "glosowania nogami" lokowac kasy u najlepszych, bo moja kasa nie jest moja – bo decyduje kto inny. I to jest istota problemu.

        1. GZalewski

          W pewnym stopniu tak – co pokazują (chyba się przyjrzę w nowym tekście) statytyski IKE w domach maklerskich – majątek rośnie (a przynajmniej tak było kilka lat temu).

      2. mall

        Czy przypadkiem anomalia rynku amerykańskiego nie jest ściśle związana z pozycją USA jako kraju, w którym lokowana jest ogromna część nadwyżki oszczędności z całego świata?

        1. Kornik

          Rzeczywiscie tak jest, a decyduje o tym m.in. – polozenie geograficzne, system polityczny, prawny, edukacyjny, sila gospodarki, sila armii itd. To wszystko tworzy przestrzen stabilnosci i sprawia, ze tam plynie wypracowane bogactwo – nawet jesli ostatecznie nie bedzie ono pomnozone, tylko w jakiejs czesci zachowane – zgodnie z zasada, ze lepiej z madrym stracic, niz z glupim zyskac.

        2. Kornik

          Warto moze dodac, ze Ameryka nie jest idealna. Tam tez dzieja sie pewne negatywne procesy w sferze gospodarczej, spolecznej i politycznej. Trzeba patrzec realnie. Osobiscie wciaz kupuje Polske. Z kilku powodow. Po pierwsze, tu mieszkam i pracuje. Co prawda polozeniem system i elity mamy, jakie mamy, ale wierze w spoleczenstwo, ktore mozna scharakteryzowac trzema slowami: rozum, rozsadek i pracowitosc. Dostrzegam w Polsce, to co Tocqueville dostrzegal w osiemnastowiecznej Ameryce – wielki potencjal ludzki, a to w dlugim terminie zawsze przynosi spektakularne efekty.

  3. Miłosz

    Triumf Arcyfrajera.

    Triumf Arcyfrajera.

  4. Maciej

    Best Loser Wins

    Click bait – Największe przegrywy wygrywają
    Najlepsi z najgorszych wygrywają

    1. GZalewski

      dzięki. Wczoraj myślałem o tym ostatnim. 🙂

  5. Jozef

    ja pomyslalem o "Najlepszy nieudacznik wygrywa" ale slowo przegryw tez niezle 😀

  6. _dorota

    Powyżej Mall zwraca na to uwagę – "skoro ca. 90% inwestorów traci na rynkach" – to prawdziwe, bo piszesz tylko o tradingu walutami czy pochodnymi. Inwestorem można być na instrumentach mniej ryzykownych i to też jest rynek. Zawęziłeś pojęcie rynku, stąd nieprawdziwe wnioski.

    Co do tytułu – "przegrywy wygrywają" jest zbyt wyboiste, nie do wymówienia. Może "przegrywy górą"? Ale tytuł musi informować, co jest tematem książki.

    "Rynek. Przegrywy górą" – moja propozycja.

  7. berzerk

    "Naucz się przegrywać, aby wygrać"

  8. Samadhi

    Trzeba zrozumieć czym jest rynek w swej istocie. Jest to niekończąca się liczba transakcji między ogromną liczbą uczestników.

    Upraszczając ktoś musi coś sprzedać, żeby inny ktoś mógł kupić. Zatem ktoś musi straci, żeby ktoś inny mógł zyskać. A zysk/strata dzieje się natychmiast chociaż ten zysk/strata może zmieniać się w czasie, bo wartość aktywów/pieniądza/walut zmienia się w czasie.

    Do tego dochodzą koszty transakcyjne, a trzecia strona musi być wypłacalna, zatem z czasem dwie strony transakcji z biegiem czasu tracą na rzecz trzeciej, a jeśli trzecia strona jest niewypłacalna czyli np. giełda, to mogą stracić wszyscy.

    Dodatkowo grając na instrumentach pochodnych dochodzą koszty trzymania pozycji, rolowania, contanga i inne bajery, gdzie trader/inwestor już na wstępnie jest na straconej pozycji, ale to łączy się właśnie z tym poprzednim akapitem.

    Dobre jest w tym wszystkim to, że jest tzw. dodruk czyli więcej pieniędzy do gry, zatem regularnie napływa więcej kapitału na giełdy przez co przez jakiś czas pewne aktywa/walory mogą zyskiwać na wartości, ale tak naprawdę wszyscy regularnie tracą jeśli trzymają zyski w walutach FIAT jednak bardziej wygodne jest nam myśleć o tym, żeby mieć czegoś więcej, bo trudno jest wycenić jaką co ma wartość nabywczą.

    Ogólnie rynek jest mega konkurencyjny, ścierają się różnorakie strategie, czy to oparte na statystyce, na AI czy innych cudach wiankach. Ale jeśli ktoś jest najlepszy na rynku czyli zgarnia sporą część kapitału, to jednocześnie ktoś inny lub spora grupa osób musi na rzecz wygrywającego stracić. A zwykle gra się po to, żeby osiągnąć ponadprzeciętne wyniki.

    I dlatego większość traci i będzie traciła nawet gdyby co do nogi wszyscy korzystali z najinteligentniejszej sztucznej inteligencji czy strategii.

  9. Samadhi

    Trzeba zrozumieć czym jest rynek w swej istocie. Jest to niekończąca się liczba transakcji między ogromną liczbą uczestników.

    Upraszczając ktoś musi coś sprzedać, żeby inny ktoś mógł kupić. Zatem ktoś musi straci, żeby ktoś inny mógł zyskać. A zysk/strata dzieje się natychmiast chociaż ten zysk/strata może zmieniać się w czasie, bo wartość aktywów/pieniądza/walut zmienia się w czasie.

    Do tego dochodzą koszty transakcyjne, a trzecia strona musi być wypłacalna, zatem z czasem dwie strony transakcji z biegiem czasu tracą na rzecz trzeciej, a jeśli trzecia strona jest niewypłacalna czyli np. giełda, to mogą stracić wszyscy.

    Dodatkowo grając na instrumentach pochodnych dochodzą koszty trzymania pozycji, rolowania, contanga i inne bajery, gdzie trader/inwestor już na wstępnie jest na straconej pozycji, ale to łączy się właśnie z tym poprzednim akapitem.

    Dobre jest w tym wszystkim to, że jest tzw. dodruk czyli więcej pieniędzy do gry, zatem regularnie napływa więcej kapitału na giełdy przez co przez jakiś czas pewne aktywa/walory mogą zyskiwać na wartości, ale tak naprawdę wszyscy regularnie tracą jeśli trzymają zyski w walutach FIAT jednak bardziej wygodne jest nam myśleć o tym, żeby mieć czegoś więcej, bo trudno jest wycenić jaką co ma wartość nabywczą.

    Ogólnie rynek jest mega konkurencyjny, ścierają się różnorakie strategie, czy to oparte na statystyce, na AI czy innych cudach wiankach. Ale jeśli ktoś jest najlepszy na rynku czyli zgarnia sporą część kapitału, to jednocześnie ktoś inny lub spora grupa osób musi na rzecz wygrywającego stracić. A zwykle gra się po to, żeby osiągnąć ponadprzeciętne wyniki.

    I dlatego większość traci i będzie traciła nawet gdyby co do nogi wszyscy korzystali z najinteligentniejszej sztucznej inteligencji czy strategii i byli doskonale przygotowani psychologicznie do fluktuacji rynkowych.

  10. Marcin

    Najwiekszy przegryw wygrywa.
    Aż się prosi.

    PS.Mam zadatki, trzy razy wpisywałem captcha.

  11. Mike

    Najbogatszy przegrany

  12. Jarek

    "Wygrywają ci, którzy potrafią przegrywać" … o tak powinnno brzmieć polskie tłumaczenie 🙂
    ps. dobra i brutalna pozycja

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *