Ropa na złość OPEC nie chce rosnąć

W ramach podsumowań roku dochodzę do wniosku, że zaraz po bitcoinie najbardziej zdziwiła mnie ropa, ale pozytywnie.

Wprawdzie wolę trading gazem naturalnym ostatnio, z uwagi na ładną zmienność, to i ropą czasem nie pogardzę. Więc kilka myśli, które na temat tego rynku przychodzą mi do głowy, przelewam czym prędzej na klawiaturę.

Przypomniały mi się nagłówki, gdy Rosja uderzyła na Ukrainę: ropa wkrótce po 200 USD! Sam byłem gotów w to uwierzyć. Wydawało się to naturalne w sytuacji chaosu na rynkach, który zapanował po inwazji. Jednak sytuacja szybko wróciła do normy gdy rynki zrozumiały, że zagrożenia dla dostaw nie ma, a embargo na Rosję nie wywróci stolika w handlu ropą. Choć przyczyny spadków leżały poza głównym teatrem rozgrywek, które próbował prowadzić OPEC+.

Drożejąca ropa i inne nośniki energii podpalały ogień pod kotłem inflacji, choć dużo mocniej w Europie (ponad 40% udziału w przyczynach wzrostu cen konsumpcyjnych) niż w USA, które śpią na ropie. Podwyżki stóp słabo nadają się jako narzędzie ograniczania wzrostu cen energii, więc konieczne były interwencje na poziomie rządów, które na szczęście uporały się z rynkiem ropy, trochę na złość kartelowi OPEC+.

Prezydent Biden próbował się dogadać z Arabią Saudyjską prosząc o wzrost podaży, ale po otrzymaniu czarnej polewki sam uruchomił mechanizm zaspokojenia rynków przez sprzedaż żelaznych rezerw amerykańskiej ropy. Ten zalew dodatkowej roby silnie owe rzerwy uszczerbił, ale przekonał rynki, że cena ropy może dzięki temu spadać. Dziś USA planuje operację odwrotną, czyli uzupełnianie rezerw przez zakup początkowo po 3 mln baryłek w transzach, co jest równowartością 3% dziennej produkcji światowej.

Ostatni wyrok ropie zadała w tych przetargach UE, która nałożyła czop na ceny ropy w wysokości 60$, co miało na celu zaszkodzenie rosyjskiemu eksportowi. Dla Rosji to zasłużony cios, choć jej eksport do krajów zaprzyjaźnionych i tak odbywał się z dużym dyskontem, mniej więcej równym tej barierze.

Ceny ropy pompował też wcześniej silny dolar, przez co inflację eksportowano w świat, ale ten trend się odwrócił, co pozwoliło złapać kursom ropy potrzebnego oddechu. Nie ma zgody analityków co do dalszego przebiegu kursu USD, wizje są całkiem przeciwne, choć część widzi powrót jego siły na szczyt, co ropie dla świata nie służy.

Najważniejszym jednak czynnikiem dołującym ceny ropy były chyba obawy o spowolnienie gospodarcze i recesję. Ropa jest bardzo dobrym wskaźnikiem wyprzedzającym dla tych negatywnych prognoz, więc jej  deprecjacja na dobre zagościła do obrotu z tego powodu.

Drugim istotnym czynnikiem był Covid-19 w Chinach. Niedziałające fabryki oznaczały spadek popytu, a powolne otwieranie ich gospodarki już widać w ostatniej fali wzrostu kursu czarnego złota.

Największy szum w jej notowaniach wprowadzają natomiast nieustannie zmieniające się prognozy popytu, które najbardziej drażnią najważniejszego poza USA gracza na tym rynku, czyli OPEC+ i tu właśnie lokuje się moje największe zaskoczenie.

OPEC+ zacierał ręce na wizje ropy po 200 USD, ale wszystko idzie przeciwko nim. Pozornie rynek jest w równowadze, z niewielką luką popytu, szczególnie po Rosji, co pozwalało OPEC+ na podnoszenie kwot wydobycia małymi krokami. Jednak kurs ropy nurkował z wcześniej wymiemionych powodów. Arabia Saudyjska oskarżała spekulantów kontraktami za tę sytuację, twierdząc, że ten handel nie odzwierciedla „rzeczywistych” cen, które powinny być wyższe.

W październiku kartel przeszedł do ataku szokującą decyzją o ograniczeniu produkcji o 2 mln baryłek dziennie. To rzeczywiście gwałtownie podniosło kurs, ale nie na długo. W grudniu mieliśmy  kolejny dołek dzięki czopowi na cenę z UE. Spekulacje o tym, że OPEC+ chce dalej ciąć mocno huśtały kursami, ale kartel tymczasem odpuścił.

Moje zaskoczenie wiąże się właśnie z tym, że OPEC+ przegrał w tym roku batalię o ropę, choć to przecież ich decyzje były najważniejszym wyznacznikiem trendów. Pytanie co dalej?

Patrząc na kurs kontraktów daje się zauważyć, że kurs ciągnie do górnej granicy spadkowego kanału:

Przeglądam prognozy strategów bankowych i widzę, że na przyszły rok widzą oni kurs 100 $. To byłoby możliwe, gdyby Chiny w pełni się odbudowały, a recesja na świecie poszła bokiem lub okazała się miękka, dolar już by nie rósł w siłę, a OPEC+ szedł dalej w cięcia dostaw. Ewentualnie spekulanci uderzyli z popytem, ale tutaj obroty znacząco spadły w tym roku, a fundusze nadal grają na zniżki.

Póki co kanał spadkowy działa i pamiętajmy o limicie 60$. To wskazuje prędzej na jakiś dryf boczny.

—-kat—

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *