Bardzo lubię gdy Czytelnicy polemizują z nami pod wpisami, najlepsze pomysły na teksty z tego potem się biorą.

Stąd zachęta – jeśli macie ochotę wyrazić inne lub uzupełniające zdanie, nie brońcie się przed umieszczaniem go pod naszymi tekstami. Jeśli macie pytania – również. Postaramy się na wszystkie odpowiedzieć, nawet jeśli będzie to wymagało całego wpisu. Jak w tym przypadku.

Zacytuję komentarz od ‘Tu de mun pod moim wpisem nawiązującym do statystyk zysków i strat za 2021:

„Jak u was wyglądają wyniki klientów na FX? Bo jeśli 80% ma stratę, to DM stawiający na EDUKACJĘ powinien zadać sobie pytanie u progu nowego roku: czy uczymy właściwych rzeczy?”

Nie zdążyłem odpowiedzieć, ponieważ zrobił to Grzesiek Zalewski, zacytuję pierwszą część jego odpowiedzi:

„Średnia strata na FX to 77%, czyli bossafx z 73% poniżej nie wypada tak źle.

Po drugie – już mi się nie chce po raz kolejny o tym pisać – naprawdę? Naprawdę uważasz, że KAŻDY klient korzysta z edukacji, zaleceń wskazówek. Że nie ma tych, którzy jada po bandzie, wiedzą lepiej, szukają jak największej dźwigni?”

To jednak temat na tyle ważny, wręcz fundamentalny dla inwestowania, że nie warto kończyć go tylko w krótkich komentarzach. Dlatego odpowiem poniżej nieco szerzej.

***

Zwrócę wstępnie uwagę na bardzo istotny niuans, który wyjaśnia lukę między EDUKACJĄ a ZYSKOWNOŚCIĄ w inwestowaniu.

Najbardziej obrazowo wyjaśni to przykład bliższy naszym życiowym doświadczeniom. Wyobraźmy sobie bowiem, że samolot, do którego wsiadamy prowadzi pilot, którego cała wiedza o pilotażu osadza się jedynie na przeczytaniu instrukcji pilotowania danego samolotu. Albo że musimy przejść operację serca, a zrobi ją nam lekarz, który przeczytał jednie podręcznik o tym jak wygląda i działa serce. Czy będą to przedsięwzięcia udane?

Z ogromną dozą prawdopodobieństwa możemy odpowiedzieć bez większego namysłu, że nie. Choć jakaś ogromna doza szczęścia może sprawić w jednym i drugim przypadku, że chociaż przeżyjemy. Tymczasem traderzy w ogromnej ilości przypadków robią dokładnie to samo, co wspomniany wyżej pilot i lekarz. Z tą różnicą, że wielu traderów nie czyta często nawet tej instrukcji działania, którą jest właśnie szeroko pojęta edukacja.

W czym tkwi różnica? Jak nietrudno zgadnąć w:

praktycznym szkoleniu, w stopniowym poznawaniu przełożenia teorii na praktyczne pole działania w realnych warunkach, w nabywaniu sprawności, czucia, kompetencji, doświadczeń, w pokonywaniu słabości i nauce na błędach, wszystko najlepiej pod nadzorem fachowców.

Na tej zasadzie nie będzie potrafił skutecznie tradować ktoś, kto po prostu przeczytał np. podręcznik do Analizy technicznej. To bowiem książka O SAMEJ Analizie technicznej A NIE o zarabianiu za jej pomocą. Do zarabiania potrzeba nieco więcej i wiedzy i przede wszystkim wzorów praktycznych, wg których można się zarabiania nauczyć.

 

W zakresie edukacyjnym, jeszcze przed rozpoczęciem stażu praktycznego, trzeba przyswoić sobie dużo więcej owej wiedzy nieco szerzej pojętej (zresztą podobnie jak w przypadku lekarzy i pilotów), typu:

– metody zarządzania ryzykiem, pozycją, kapitałem,

– specyfika instrumentów, rynków, notowań, rozliczeń,

– psychologiczne podstawy tradingu, zarządzanie emocjami, stresem,

– rozpoznawanie błędów, właściwe z nich wyciąganie wniosków, nauka unikania ich,

– inne lub pomocnicze metody tradowania/inwestowania.

Dopiero z taką wiedzą tak naprawdę można zacząć poznawać praktyczny trading, najpierw na demo symulatorze, potem na małe stawki w realnej grze, i po osiągnięciu biegłości w generowaniu przewagi i utrzymywaniu jej w dłuższym terminie można pokusić się o grę na serio, w pełni bojowych warunkach. Ewentualnie wiedzę ową można uzupełniać w trakcie owego treningu.

Każdy weteran tradingu doskonale zdaje sobie sprawę z istnienia owej luki. Zarabianie to dużo więcej niż przejście szkolenia edukacyjnego.

My, w sensie blogów, dostarczamy wiedzy, porad i analiz w ramach owej edukacji, co jak wynika z powyższego opisu, jest jedynie przygotowaniem, ukierunkowaniem czy uzupełnieniem do właściwej działalności tradingowej. Nie uczymy bezpośrednio zarabiania, do tego bowiem potrzeba jeszcze warsztatów, praktycznych kursów, nadzorowanych stażów, jakiegoś rodzaju coachingu. Póki co możemy jednak tylko jak najlepiej wykonać tę robotę, do której nas wynajęto. Nauczanie innych zarabiania to poziom dużo wyższy, my dostarczamy narzędzi, czyli „instrukcji pilotażu” oraz innych materiałów, które w „pilotowaniu” pomogą przełożyć instrukcje na praktykę.

Na pytanie więc: „czy uczymy właściwych rzeczy?”, odpowiedź może być tylko jedna: tak, naszą rolą jest poradnictwo, a nie coaching jak chciałby pytający.

Mamy jednak świadomość, że blogi nie są najbardziej poręczną formą kompletnej edukacji. W sumie przez te lata stworzyliśmy kilka tysięcy wpisów, ciężko więc komuś, kto chciałby się uczyć, przebrnąć przez to i jeszcze poczuć, iż weszło się w posiadanie kompletnej wiedzy, która pomoże w tradingu.

Tego rodzaju kompletną wiedzę można zdobyć czytając jakiś kilkutomowy poradnik, w którym systematycznie są opracowane wszystkie zagadnienia, które wymieniłem wyżej. Nie jest mi do tej pory znany tego rodzaju poradnik. A w praktyce wygląda to jeszcze gorzej, ponieważ początkujący nie mają pojęcia co i gdzie znaleźć w pełnej formie w wielu poradnikach, które będą właściwym dla nich i pełnym kompendium wiedzy o tradingu.

Staramy się więc właśnie kierunkować. Naszą przewagą jest to, że my wiemy jakiej wiedzy szukać, gdzie jej szukać, mamy za sobą trening wieloletni inwestowania czy tradingu, więc łatwiej nam udzielać praktycznych rad, filtrować wszystko przez nasze doświadczenie. Nie sposób jednak tego zawrzeć w kilkunastu nawet wpisach. Ja sam pewne tylko wycinki tematyczne układam czasem w cykle po 5-10 wpisów, ale i one są kroplą w morzu. I zapewniam, że wielu rzeczy z mojej tutaj twórczości próżno szukać w książkach czy internetowych poradnikach.

Poza tym nasza rola jest dużo szersza ponad to, by uczyć podstaw tradingu na forexie. Zajmuje nas również inwestowanie, które wymaga w wielu miejscach nieco innego podejścia. No i wreszcie mamy przy okazji edukacyjną misję obserwowania i opisania aktualnych trendów w inwestowaniu/tradingu, zmian rynkowych, instrumentowych, przeszukiwania nowej literatury, analizowania bieżących wydarzeń rynkowych czy felietonowania wszelkich istotnych zdarzeń.

Krótko ujmując:

blogi nie są w stanie uczyć zarabiania na forexie, blogi są jedynie wielostronną pomocą przy samodzielnym akcie nauki zarabiania.

I tu dopiero uwieńczyłbym wpis uwagą dokonaną przez Grzegorza: traderzy i inwestorzy muszą jeszcze chcieć się uczyć taką drogą, choćby przy udziale naszych blogów.

I prawie na koniec ponowię apel: jeśli ktoś potrzebuje jakiejś wiedzy, chciałby zadać pytania, podzielić się wątpliwościami, stoimy otworem! Nie raz dokonywaliśmy wpisów, które odpowiadają na konkretne zapotrzebowania.

A skoro już mamy pomagać, to jest świetna okazja, która wpisuje się w podjęty tutaj temat: w kolejnej części zaprezentuję praktyczne powody tego, dlaczego traderzy w realnej grze z rynkiem odpadają w tak dużych ilościach. I nie będzie to powielanie poradnikowej sztampy, ale wiedza oparta o statystyki, rozmowy, obserwacje i doświadczenia.

—kat—

4 Komentarzy

  1. Tu de mun

    Dziękuję za wyczerpującą odpowiedź 🙂

  2. kris

    Moja dygresja do tematu zarabiających traderów: jak określić zarabiającego tradera, czy wystarczy, że jest na plusie po kwartale, czy może po roku a może trzeba wyznaczyć próg tego zarobku. Moim zdaniem zarobek powinien wystarczać na utrzymanie tak zarobkującej osoby np. średnia krajowa może dominanta. Cała reszta tradujących tracących, oscylujących wokół zera czy też zarabiających 10-20 tys. rocznie to amatorzy, pasjonaci czy też entuzjaści, ale nie traderzy. Podawanie w związku z tym statystyk przez DM jaki był procent zarabiających w miesiącu czy kwartale nic nam nie mówi, zarabiający w kwartale może w pozostałych kwartałach być na minusie i kończyć rok stratą. Pytanie: jaki jest procent zarabiających, mogących się z tego zajęcia utrzymać, i dlaczego nikt na takie pytanie nie chce udzielić odpowiedzi.

  3. Tomasz Symonowicz (Post autora)

    Zarabiający trader to ten, który po prostu w długim terminie potrafi generować zyski. Przyjęło się, że większe niż stopa wolna od ryzyka, inaczej sensowniej kupić obligacje.
    Nie chodzi o utrzymanie. Często jest to jedynie działalność dodatkowa, poboczna albo po prostu rodzaj hobby.
    Nie ma możliwości realnego sprawdzenia rzeczywistego odsetka zarabiających. Prace naukowe analizują wprawdzie takie dane na podstawie danych brokerów, ale nie oddaje to całości obrazu w obecnych czasach, gdy traderzy posiadają rachunki w różnych krajach. Teoretycznie takie dane posiada skarbówka, ale bez możliwości oddzielenia w nich tradingu od inwestowania.

    1. kris

      Trochę zamieszał Pan swoją odpowiedzią, przede wszystkim chodziło mi o ustalenie czy trader to zawód czy też tylko hobby, jeżeli zawód to muszą istnieć kryteria, których spełnienie kwalifikuje do niego. Sam w artykule przywołuje Pan przykłady pilota czy lekarza, którzy z powodu braku wykształcenia oraz odpowiedniej praktyki powodują zagrożenie i nie powinni być nazywani tym mianem. Przykład ten odnosi Pan do traderów, którzy cyt. w ogromnej ilości przypadków robią dokładnie to samo, co wspomniany wyżej pilot i lekarz. Nie sprowadzają co prawda zagrożenia dla innych /może poza swoimi rodzinami/ lecz rownież nie powinni być nazywani traderami. Ponieważ zawód tradera wiąże się przede wszystkim z zarabianiem pieniędzy, zaproponowałem kryterium w postaci wielkości tych zarobków, jako najłatwiejsze do określenia. Zgodzimy się, że wykonując jakiś zawód człowiek powinien móc się z niego utrzymać, stąd moja koncepcja np. średniej krajowej, choć wiedząc jak jest ułomna, nie upieram się. Inne kryteria, jak czas poświęcony temu zajęciu, czy zarabianie powyżej stopy wolnej od ryzyka są nieistotne jeżeli trader nie będzie mógł zaspokoić swoich potrzeb i oczywiście kosztów wykonywania zawodu. Jeżeliby, teoretycznie przyjąć takie kryterium to przecież DM doskonale wiedzą ile osób spośród ich klientów kwalifikuje się do tego grona. Podawanie zaś informacji, że 30% klientów tj. co trzeci, zarabia bez żadnego komentarza o wysokości tych zarobków jest wprowadzaniem w błąd przede wszystkim tych osób, które zamierzają się tym zająć. Osobiście, niestety tylko podejrzewam, że procent zarabiających wg podanego przeze mnie kryterium, nie sięga 5. Dziękuję za poprzednią odpowiedź.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.