Szczęście początkującego, część 2

Dla pewnej grupy inwestorów efekt „szczęścia początkującego” może trwać na giełdzie całe życie.

Niektórzy ze zdziwieniem zapytają: Ale jak to?!

Odpowiedź jest w miarę prosta:

Jeśli ktoś wchodzi w inwestowanie giełdowe z nastawieniem „kupię i trzymam bo i tak się nie znam”, a potem rzeczywiście tak właśnie zrobi (pasywne podejście długoterminowe), to w zasadzie i pierwsza i kolejne transakcje okażą się z dużym prawdopodobieństwem zyskowne. O ile oczywiście po drodze sam ich nie zakończy ze stratą z powodów niezwiązanych z przyjętym założeniem inwestycyjnym.

No i jeszcze jeden warunek przy tym do spełnienia: kupi instrument, który w długim okresie zawsze daje dodatnie stopy zwrotu pomimo okresowych obsunięć i nigdy przy tym nie zbankrutuje. Same akcje nie dają takiej szansy ponieważ w długim terminie część spółek może zbankrutować albo potanieć do poziomu śmieciowego i nigdy nie wrócić do poprzedniej wartości.

W zasadzie to ETFy, przede wszystkim te na indeksy giełdowe, są takim wehikułem wiecznego szczęścia. Nawet jeśli uda się kupić jakiś na górce, to w perspektywie lat i tak ta najwyższa cena zostanie pokonana. Przynajmniej do tej pory tak było.

Zasadniczo rzecz biorąc wszyscy, którzy na rynek weszli podczas obecnej hossy mieli niemal 100% szanse na ‘szczęście początkującego’ z takim właśnie podejściem, nawet jeśli kupowali akcje. Szczególnie przywódca armii z reddita, czyli Dave Portnoy, trafił wraz z wyznawcami na takie właśnie szczęście, dzięki czemu mógł głosić, że „akcje zawsze rosną” a „Buffett ze swoim podejściem jest idiotą”.

    źródło cytatów: cnbc.com

Tego typu poglądy weryfikuje dopiero pierwsza bessa czy większa korekta i na to trzeba być przygotowanym, gdyż fenomen „szczęścia początkującego” pomaga ludziom poczuć się nieśmiertelnymi w sensie inwestycyjnego geniuszu do zarabiania pieniędzy.

Jest jeszcze jedno, anegdotyczne wyjaśnienie: jeśli urodziłeś się w bogatej rodzinie czy zasobnym albo szczęśliwym kraju i sam czegoś nie zepsujesz, to twoje „szczęście początkującego” ma szansę trwać domyślnie od początku do końca życia.

Jednak nas interesuje oczywiście najczęstszy przypadek, czyli pierwsze transakcje nie otwierane w ETFach „na wieczność”, ale klasyczne przygody związane z nieco bardziej aktywnym inwestowaniem we wszelkiego rodzaju aktywa.

Pokusiłem się o sprawdzenie co o fenomenie „szczęścia początkującego” pisze nauka. Wynik? Brak śladów. To nie jest więc zjawisko mieszczące się w teoriach, stawianych i weryfikowanych hipotezach, w badaniach. No może poza nielicznymi empirycznymi przykładami istnienia.

Np. badanie hazardzistów w Norwegii. Grupę nieco ponad 4000 osób podzielono na tych, którzy mają problem z hazardem i tych, dla których to niegroźna rozrywka. Okazało się, że wśród tych drugich tylko 21% zaznało „szczęścia początkującego”, ale w grupie ryzyka aż 55%. Te ponad 50% to niemal taki odsetek jak wyszedł w naszej twitterowej sondzie. W sumie jednak to niewiele więcej od czystego przypadku, czyli pół-na-pół. Wchodzimy więc w obszar losowości i to jest pierwsze i najważniejsze wytłumaczenie tego zjawiska – dosłownie właśnie ‘szczęście’ lub traf (od angielskiego: luck).

Nie mając absolutnie żadnych umiejętności możemy trafić z wyborem w kilka trafnych transakcji z rzędu, z drugiej strony – nawet dysponując wysokimi umiejętnościami inwestycyjnymi możemy trafić na długi okres stratnych transakcji z powodu właśnie ich losowego rozkładu. Oczywistym jest więc, że w okresie hossy akcyjnej procent tych, którzy weszli do gry po raz pierwszy i wygrali będzie wysoki, w czasie bessy wręcz przeciwnie – niemal wszyscy początkujący mogą stracić za pierwszym podejściem.

To właśnie koniec hossy jest zawsze najlepszym testem umiejętności inwestycyjnych. Podczas hossy dot-comowej pod koniec XX wieku całe zastępy inwestorów rzucało pracę by zająć się „zawodowo” day-tradingiem. Gdy pękła bańka niewielu z nich przetrwało…

Wprawdzie ów efekt ma więc iluzoryczny charakter, choć może być empirycznie obserwowany w naturze, to jednak jego konsekwencje dla inwestorów mogą być już jak najbardziej poważne i realne! Żeby stało się jasne jak bardzo, a także aby w tym kontekście czytelnicy mogli rozliczyć swoją karierę inwestycyjną, zebrałem w kilka punktów obserwacje płynące z pojawienia się owego efektu w naszym inwestorskim życiu. Oto one:

   10 potencjalnie niebezpiecznych następstw „szczęścia początkującego”

 

1.    Złudne przekonanie o swoich umiejętnościach czy intuicji.

2.    Pokusa do wystawienia się na wyższe ryzyko w kolejnych transakcjach (wyższe stawki, ignorowanie obsunięć).

3.    Brak właściwej perspektywy poznawczej wiążącej sukces inwestycyjny z losowością, naturą rynków, wymaganiami w zakresie stosownej wiedzy i umiejętności itp.

4.    Brak rzetelnej nauki na błędach prowadzący do późniejszych niezdrowych przekonań typu „strata to wina rynków, zyski to moja zasługa”, „rynek to loteria gdzie trzeba coś dla siebie wyrwać”.

5.    Złe nawyki inwestycyjne, w tym przede wszystkim te natury psychologicznej, typu brak pokory/ dyscypliny/ planu, emocjonalność, ignorancja.

6.    Wydłużenie krzywej okresu realnej edukacji (bazowanie na szczęściu zamiast nauki tego, co rzeczywiście działa).

7.    Powracające wykrzywione wspomnienia, w sensie odwoływania się i szukania motywacji i inspiracji w okresie owego szczęśliwego początku, który był tylko losowym zdarzeniem.

8.    Dopaminowy zastrzyk mogący zamienić się w nałóg o różnym stopniu; łatwe pieniądze psują i wciągają, widać to po wyżej wspomnianej statystyce, gdzie hazardziści częściej doświadczali szczęścia początkującego.

9.    Zbyt pochopne zmiany życiowe (jak choćby wspomniane porzucenie pracy zawodowej przez day-traderów podczas hossy dot-comowej).

10. Tilt, czyli wpadnięcie w okres emocjonalnej i bezkrytycznej spirali odgrywania się gdy pojawią się pierwsze niepowodzenia.

Oczywiście nie jest automatem przypisany taki los do wszystkich, którzy szczęścia zaznali. Jednak na podstawie lat obserwacji oraz komentarzy pod naszą sondą widzę wyraźnie, że te objawy to bardzo częste następstwa owego efektu. Niech więc owa lista będzie solidną lekturą do refleksji dla tych, którzy mają to wszystko przed sobą. Już sama o nich wiedza ułatwi potem życie albo pomoże się na to wszystko przygotować.

Jednak „szczęście początkującego” może prowadzić także do pozytywnych następstw, a z kolei brak owego szczęścia pociąga za sobą również sporo wartych uwagi negatywnych objawów. Ale o tym w kolejnej części.

—kat—

2 Komentarzy

  1. Maciej

    "Szczęście początkującego" w ogóle wydaje mi się nieistniejącym zjawiskiem "występującym" z naturalnych przyczyn psychologicznych.
    Chociaż sama taka nazwa zawiera w sobie ocenę stopnia w jakim decyzyjność człowieka miała w tym swój udział…

    Wydaje mi się że w powstaniu tego powiedzenia swój udział ma survival bias, i wspomniana nieznajomość tematu czyli "początkujący" – początkujący się nie zna na tym, jest to ocena ludzi obserwujących zdarzenie.

    A survival bias działa tak że jak komuś "nieznającemu" się uda, to "ci co się znają" muszą jakoś to sobie wytłumaczyć, bo "oni się znają a im nie wychodzi", a on się nie zna i mu się udało (to też jakieś musi być zjawisko psychologiczne, poszukiwania "racjonalnego wytłumaczenia", chociaż w tym akurat przypadku nie jest ono racjonalne; ale jest jakąś normą społeczną więc uspokaja sumienie).

    A drugą sytuacją jest że początkującemu się nie poszczęściło – wtedy nikt tego nie zauważa, "porażka" (spodziewana) jest zamiatana pod dywan, to normalne że się tak stało, machamy ręką i zapominamy, i nie pojawia się w świadomości, nikt się tym nie chwali.

    Więc nawet jeżeli realnie "szczęście początkującego" pojawia się 50% przypadków o których głównie się mówi, to nie widać po prostu pozostałych nieudanych 50% przypadków "nieszczęścia początkującego", co zaburza spostrzeganie zjawiska, które może w ogóle nie istnieje po prostu.

  2. Tomasz Symonowicz (Post autora)

    Samo zjawisko jest w jakiejś mierze iluzją, ale empirycznie da się zaobserwować, więc jest warte uwagi, tym bardziej, że wielu inwestorów bez tej wiedzy o nim samemu w jakimś momencie stwierdziło, że przez nie przeszło. A przy tym wielu też przyznaje, że zostało przez nie silnie naznaczone.

    Kwestii tych, którym się nie poszczęściło, poświęcam kolejny wpis właśnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.