Jak politycy walczyli z legendarną spółką akcyjną

Coca-Cola zadebiutowała na giełdzie 102 lata temu, w 1919 r., i przyniosła fortunę swoim udziałowcom. Ale zanim to nastąpiło funkcjonowanie firmy stanęło pod znakiem zapytania. W 1911 r. rząd USA wytoczył bowiem pokazowy proces koncernowi z Atlanty oskarżając go dodawanie do napoju kofeiny. Opisuje to Bartow J. Elmore w książce „Citizen Coke: The Making of Coca-Cola Capitalism”.

„Coca-Cola przed sądem”, „Kofeina z ośmiu Coca-Coli zabija” – brzmiały nagłówki z amerykańskiej prasy z marca 1911 r. Jak opisuje autor w publikacji (jej polski tytuł to „Obywatel Coca-Cola: Jak budowano kapitalizm Coca-Coli”) wówczas to w mieście Chattanooga w stanie Tennessee rozpoczął się jeden z najgłośniejszych wówczas procesów w USA. Pozwanym był koncern Coca-Cola.

Zarzuty przygotował Harvey Washington Wiley, z zwodu chemik, który zapisał się w historii USA jako wojownik o bezpieczną żywność. To on doprowadził m.in. do uchwalenia w 1906 r. Ustawy o czystości żywności i leków (ang. Pure Food and Drug Act) a także był odpowiedzialny za powstanie Agencji Żywności i Leków (ang. Food and Drug Administration – FDA).

Wileyowi nie podobało się, że kofeina jest sztucznie dodawana do Coca-Coli. Kiedy jednak zgłosił się do swoich zwierzchników z propozycją pozwania koncernu z Atlanty do sądu, ci studzili jego zapały i odmawiali zgody. Argumentowali, iż gdyby oskarżyli Coca-Colę o dodawanie do ich flagowego napoju kofeiny, to powinni także pozwać wszystkich importerów herbaty i kawy, w których to kofeina występowała naturalnie.

Ale Wiley nie był człowiekiem, który łatwo się poddawał i w końcu udało mu się doprowadzić do upragnionej sprawy sądowej. Wiele wskazuje na to, iż Wileya motywowało nie tylko dobro konsumentów, ale także zwykła ludzka próżność. Ponieważ wraz z rozpoczęciem procesu stał się celebrytą. Gazety rozpisywały się na przykład na temat jego życia z trzydzieści lat młodszą żoną, bibliotekarką Anną Kelton a on sam brylował na bankietach w mieście Chattanooga i organizował publiczne wykłady.

Co ciekawe, atak rządu USA na koncern Atlanty przeprowadzony był na dwóch frontach. Jeden to rzekoma szkodliwość kofeiny, która znajdowała się w Coca-Coli. Prawnicy zamierzali wykazać, iż jest ona celowo dodawana do produktu, by uzależnić od niego klientów. Drugi był taki, iż firma miała wprowadzać konsumentów w błąd, ponieważ z nazwy napoju wynikało, iż zawiera on ekstrakt z liści orzecha kola, ale tego składnika w napoju nie było.

W książce znajdziemy całe stenogramy rozmów z sali sądowej, które są fascynującą lekturą. Oto bowiem rządowi adwokaci wezwali na świadka inspektora amerykańskiego sanepidu, który w lipcu 1909 r. przeprowadził wizytację fabryki koncernu w Atlancie. Opowiadał on, iż produkcja legendarnego napoju wyglądała tak, iż Afroamerykański kucharz ubrany w brudny podkoszulek i dziurawe buty, z których wystawały mu palce mieszał składniki w wielkim kotle.

Pracownik żuł tytoń, który co jakiś czas wypluwał na podłogę. Na podłodze znajdowały się także resztki cukru, który kucharz co jakiś czas zmiatał i wrzucał do kotła. Oczywiście wyciągnięcie tych szczegółów miało na celi doprowadzenie do tego, by pochodzący z południa USA przysięgli, którzy często byli zwolennikami segregacji rasowej, negatywnie nastawili się do koncernu z Atlanty.

Kolejnym świadkiem rządowych adwokatów było dwóch farmakologów, którzy zeznali iż nakarmili żaby i króliki syropem z Coca-Coli, po czym zwierzęta zmarły. Prawnicy koncernu wykazali jednak, iż zwierzęta dostały absurdalnie wysokie dawki kofeiny w stosunki do swojej wagi i że żaden człowiek o zdrowych zmysłach nie wypiłby takiej ilości Coca-Coli. Federalni jednak nie odpuszczali.

Wezwali na świadka Johna Witherspona, lekarza z Nashville w stanie Tennessee. Twierdził on, iż miał wielu pacjentów cierpiących na „nałóg Coca-Coli”. Mówił on o młodych ludziach, którzy mieli pić po „osiem, piętnaście a nawet dwadzieścia” Coli dziennie. Zdaniem Witherspoona takie osoby miały podobne problemy z kontrolą swojego „nałogu” jak uzależnieni od morfiny. Witherspoon przyznał się także, iż sam się stał „coloholikiem” konsumując pół tuzina butelek tego napoju dziennie i tylko największym wysiłkiem udało mu się odstawić zgubne przyzwyczajenie.

Ostatecznie sędzia Edward T. Sanford poinstruował przysięgłych, by zdecydowali na korzyść koncernu z Atlanty. Uznał on, że koncern uczciwie informuje wszystkich o tym, że w napoju jest kofeina a zatem nie można uznać, iż firma wprowadza klientów w błąd. Ale rządowi adwokaci nie poddawali się. Sprawa kolejne pięć lat znajdowała się w Sądzie Apelacyjnym, by w 1916 r. trafić do Sądu Najwyższego.

I tam zapadł wyrok niekorzystny dla koncernu z Atlanty. Sędziowie uznali, iż sąd niższej instancji źle zinterpretował sprawę, ponieważ gdyby przyjąć jego rozumowanie za słuszne, to producenci żywności mogliby dodawać do jedzenia na przykład strychninę albo arszenik, pod warunkiem, iż poinformowaliby o tym klientów na etykiecie. Sprawia miała zatem ponownie rozpatrzona przez sąd niższej instancji.

Ale ostatecznie do tego nie doszło, ponieważ 12 listopada 1918 r firma Coca-Cola zdecydowała się dobrowolnie zmniejszyć ilość kofeiny w jednej Coli o około połowę, z 76 do 38 miligramów. I mniej więcej taka ilość znajduje się w puszce napoju do dzisiaj (dla porównania, w dawce mocnej kawy espresso jest ok. 100 miligramów kofeiny). Tak więc wiele wskazuje na to, że gdyby nie krucjata amerykańskich miłośników zdrowego żywienia z początku XX w. dzisiaj spożywalibyśmy dwa razy więcej kofeiny pijąc najpopularniejszy napój gazowany świata.

„Citizen Coke” to książka mało przychylna dla koncernu z Atlanty. Autor zarzuca amerykańskiemu koncernowi, iż swój sukces zbudował na „pasożytowaniu” na infrastrukturze zbudowanej przez publicznych i prywatnych partnerów. Z tym, że przez infrastrukturę rozumie na przykład korzystanie z taniej wody z publicznych wodociągów czy używanie publicznych dróg do dowozu syropu. Bartow J. Elmore zwraca uwagę, iż Coca-Cola przerzuca na kontrahentów całą działalność, która nie przynosi wysokich zysków i charakteryzuje się niskim ryzykiem – stąd outsourcingowanie wszystkiego, co jest tylko możliwe.

Są to tezy mało odkrywcze, ponieważ praktycznie każda wielka, globalna korporacja funkcjonuje w podobny sposób, by wspomnieć tu tylko Apple czy McDonald`s(ten ostatni nie jest nawet właścicielem większości restauracji z logiem firmy). A znacznie głębszą i ciekawszą analizę tego zjawiska zaprezentowała Naomi Klein w klasycznej już publikacji „No logo” z 2009 r. (bardzo ją polecam, jeżeli ktoś się nie miał okazji z nią zapoznać). Tak więc geneza sukcesu Coca-Coli nie jest mocną stroną „Citizen Coke”.

Książka broni się tylko dzięki sporej liczbie interesujących i mało znanych faktów z historii koncernu, tak jak chociażby omówiona w recenzji sprawa sądowa czy też opowieść o tym skąd się wzięła firma Pepsi(za jej sukces odpowiada właściciel kilku sklepów ze słodyczami z Nowego Jork Charles Guth, który chciał się odegrać na koncernie z Atlanty). Tak więc publikacje polecam głównie szukającym anegdot z historii Coca-Coli. Pozostali mogą ją sobie darować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.