Pośmiejmy się (stadnie) z analizy technicznej

Podejmując decyzję, należy zgromadzić od 40 do 70 procent dostępnych informacji i danych, a potem zdać się na instynkt. Mając ich mniej niż 40 procent, zbyt wiele ryzykujemy. Ale jeśli kontynuujemy zbieranie danych po przekroczeniu poziomu 70 procent pewności, istnieje prawdopodobieństwo, że przeoczymy jakąś dobrą okazję i ktoś skorzysta na naszym niezdecydowaniu.

Colin Powell, za: K. Dutton, Myślenie czarno-białe

Trwa moda na krytykę analizy technicznej. Jak to moda, przyciąga również mnóstwo osób, które bezkrytycznie będą potępiać i wyśmiewać hasło „analiza techniczna” nie próbując się zastanowić, czym tak naprawdę jest, a czym nie jest ten sposób oceny sytuacji rynkowej. No cóż,  nie jest zaskoczeniem, że ludzie mają tendencję do stadnego poruszania się. W grupie raźniej. Jeśli większość coś wyśmiewa, to gdy się do nich dołączymy, istnieje duże prawdopodobieństwo, że nie zostaniemy wyśmiani, jeśli zaproponujemy coś odmiennego. Wie o tym niemal każda grupa nastolatków – lepiej się nie wychylać; pogarda kumpli może być bolesna.

Ano właśnie – prawdopodobieństwo. To ważne słowo jeśli chodzi o analizę techniczną. Gdzieś tam na samym początku rozmowy o AT powinniśmy od tego zaczynać. Po raz kolejny przypomnę zdanie G. Sorosa, który był krytyczny wobec tego rodzaju oceny rynku w Alchemii finansów.

Analiza techniczna zajmuje się badaniem wzorców zachowania rynku. Ma ona niewątpliwą wartość jako metoda przewidywania prawdopodobieństw, zawodzi natomiast w odniesieniu do faktycznego biegu zdarzeń.

Podobnie w 1948 roku w podręczniku do AT pisali Edwards i Magee

Analiza techniczna jest nauką zapisywania – zwykle w formie graficznej – historii handlu (zmiany cen, wolumenu transakcji itp.) konkretnych akcji lub „średnich” a następnie na podstawie tego historycznego obrazu wywnioskowanie prawdopodobnego trendu w przyszłości.

Nawet twórcy różnego rodzaju algorytmów, systemów i technik HFT mielą tysiące danych, by znaleźć wzorce, na podstawie których można ocenić prawdopodobny ruch cen w przyszłości. Wzorce, nieustannie zmieniające się, bo zmieniają się rynki, zachowania i reakcje. To czy te dane narysujemy w formie graficznej, czy wrzucimy do „pamięci” komputera, w gruncie rzeczy nie ma znaczenia.

W takim rozumieniu nie jest analizą techniczną narysowanie setki linii na wykresie, nie jest nią również, dokładanie dziesiątków różnego rodzaju oscylatorów i wskaźników (będących niczym więcej, jak tylko pochodnymi cen). Nie będą również analizą stwierdzenia, że rynek zrobi na PEWNO – to lub owo.

Współczesny świat to zachwyt nad „big data” – analizowaniem wielkich paczek danych i poszukiwanie wzorców, wzorców, wzorców. Na podstawie tych wzorców próbujemy przewidywać prawdopodobne zachowania konsumentów, kierowców, rodziców, użytkowników mediów społecznościowych, wyborców.

Spodobało mi się to zdanie generała Collina Powella, znane jako reguła 40-70. Gdzieś tam pobrzmiewa w nim to, co (mądrzy) analitycy i zarządzający próbują zdziałać na rynkach. Wiedzą, że nie mają szansy na dostęp do wszystkich informacji, więc próbują zgromadzić tyle, by prawdopodobny wynik uzasadniał podjęcie ryzyka. Nie ma znaczenia, czy będzie to analityk fundamentalny, czy techniczny. Dla tego pierwszego (świetnie opisał to Damodaran w Wycenie firmy. Storytelling i liczby) metodą stanowi zbudowanie wiarygodnej opowieści na podstawie dostępnych liczb oraz oczekiwanie, że gdy spostrzeżemy różnice w cenie rynkowej i naszej wycenie, to prawdopodobieństwo zniwelowania tych różnic będzie po naszej stronie. Tu już dochodzi do głosu Powellowska intuicja – czy nasza opowieść jest sensowna, wiarygodna, logiczna czy tylko jest hipotetyczną kreacją.

Podobnie analityk techniczny, jeśli odkryje, że jakaś metoda (wzór) daje mu zaledwie 50% szans na wygraną, może zdać się na własną intuicję (popartą analizą danych) i powiedzieć – to dobry wzór. Wybicia i trendy w wyniku połowy tych sygnałów są tak silne, że pozwolą średnio zarobić 10 złotych. Ale ponieważ pozostała połowa to sygnały błędne, będę natychmiast zamykał pozycję, gdy strata wyniesie 2 złote. Ba może nawet uzna, że technika z 40 procentową skutecznością też będzie wystarczająca. Ktoś inny z kolei będzie poszukiwał takich strategii, które mają skuteczność 70 procentową. Mając świadomość, że 100-procentowo pewne sygnały istnieją tylko w marzeniach i ofertach sprzedawców sygnałów.

Czym jest badanie wzorów zachowań ludzi we współczesnym świecie? Analizą danych – tego co klikają, co kupują, co wybierają, czym się dzielą. Algorytmy nie próbują interpretować tego, dlaczego ktoś “lubi” zdjęcia kotków, a równocześnie “dzieli się” przemyśleniami o plandemii. Jeśli robi to często i konsekwentnie, to gdy ukaże się książka “Koty jako lekarstwo na COVID-19” podsuną mu spersonalizowaną reklamę, bo istnieje prawdopodobieństwo, że taka osoba zainteresuje się podobnym tytułem. Mechanizm prosty. W zasadzie opisał go już wiele lat temu jeden z “ojców” analizy technicznej John Magee:

Rynek akcji zachowuje się, jak świnie w chlewie. Każda ze świń nosi kijek z flagą. Drzwi chlewu są zamknięte, ale wszystko widać przez właz od góry. Widać, więc świnie jak biegają wokół z przytwierdzonymi flagami. Nie “próbuj interpretować” zachowań świń, wiążąc te zachowania z różnymi aktywnościami – asymilacją, walką, kopulacją itp. Nie próbuj “nadawać znaczeń” ruchom kijków. Nie ma znaczenia, czy świnia nazywa się Wilbur czy Microsoft. Żeby być skutecznym technikiem, po prostu obserwuj kijki.

[Photo by Diego San on Unsplash  ]

2 Komentarzy

  1. Damian

    Jest to jasne dla każdego kto systematycznie zarabia na rynkach wykorzystując w jakimś stopniu AT. Dawno odpuściłem udział w takich dyskusjach. Zawsze zbiegają się do tego że ogół oczekuje że AT ma coś przewidzieć a jeżeli nie przewiduje ze 100% tzn. że nie działa. Opracowałem własne wzorce – jeśli widzę że się kształtują zawieram pozycję ale pojęcia nie mam czy zarobię w tej jednej konkretnej transakcji, natomiast jeśli zarabiam to wielokrotnie więcej niż tracę gdy scenariusz się nie spełnia bo po prostu wtedy natychmiast zamykam pozycję i czekam aż wzorzec pojawi się ponownie. Prostota jest nie do wytrzymania dla wielu – po prostu.

    1. GZalewski

      Właściwie o to chodzi. jałowe dysusje, co więcej w sieci zgodne z ideą "plemienną" – atakujemy każdego kto ma inne zdanie, bez merytoryki, bez dyskusji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.