W minioną środę, 24 czerwca Facebook przywitał mnie wspomnieniem sprzed czterech lat. Zamieściłem wówczas obrazek, będący wyłącznie czarnym tłem z podpisem „czarny piątek”. Ponieważ już od jakiegoś czasu czekam na osłabienie rynków, pomyślałem sobie, „czemu nie dziś”. Byłaby piękna czarna środa. Nie popełniłem jednak na blogach żadnego wpisu, dzięki któremu mógłbym się chwalić zdolnościami profetycznymi, więc dziś mogę tylko po fakcie przekonywać „tak było!”, żeby podbudować własne ego. Koniec, końców środa, ze spadkiem o 2,6 procent okazała się co najwyżej szara.

Zerknąłem na wykres sprzed czterech lat. Robi wrażenie. MIMO wzrostów w ciągu całego dnia, spadek na koniec sesji wyniósł 4,5 procent. To jest to miejsce zaznaczone na wykresie. Po kilku dniach obiecujących wzrostów (technicznie przełamanie spadkowej linii oporu), nagle jak grom z jasnego nieba rynek otwiera się 9,5 procenta niżej. Jeśli czytelnicy są w stanie sobie przypomnieć, co wówczas się wydarzyło – gratuluję. Ja nie pamiętałem. TAKA WAŻNA sesja, tak niesłychanie istotny moment i pustka w głowie.

W tym dniu miało miejsce opublikowanie wyników referendum, które odbyło się dzień wcześniej. Referendum, w którym obywatele Wielkiej Brytanii głosowali za lub przeciw pozostaniu w Unii Europejskiej. Wyniki znamy, późniejsze „wychodzenie” również.

Tak właśnie wygląda znaczenie pojedynczych zdarzeń. Mogą zmasakrować rynek i portfele, albo dać szansę, tym którzy podejmą ryzyko, ale w szerokiej perspektywie stają się nic nie znaczącym szumem.

Swoją drogą, obserwowałem ubiegłotygodniowe media i reakcje na doniesienia o kolejnych ankietach i badaniach dotyczących wyników wyborów. Miałem wrażenie, że wyborcy zachowują się jak spekulanci giełdowi, ekscytując się każdym nawet najmniej istotnym doniesieniem. Niemal dwa razy dziennie publikowane ankiety preferencji sprawiały, że wszystko było analizowane, interpretowane, oceniane. Oczywiście w dużej mierze przez pryzmat własnych preferencji. Podobnie jak inwestor posiadający akcje spółki X, będzie szukał pocieszenia w dobrych komunikatach, tak i w tym wypadku, jedna i druga strona sporu politycznego zwracała uwagę przede wszystkim na elementy wspierające własne przekonania.

Jeśli o wyborach – wpływ wyników wyborów na zachowanie cen akcji w Polsce, co najmniej od 2009 roku jest znikomy. Wówczas do Sejmu dostała się Samoobrona, a inwestorzy nawet nie wzruszyli ramionami. Wszelkie późniejsze wyniki, zupełnie nie przekładały się na nastroje rynkowe. Tak jest również tym razem. Może to dobrze, może źle. A może świadczy o tym, że kapitał zupełnie nie interesuje się ryzykiem politycznym, podobnie jak miało to miejsce w Turcji (Dysonans turecki).

Co zaś dalej z rynkami, okaże się w kolejnych tygodniach.

[Photo by Digital Buggu from Pexels]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. w celu: zapewnienia najwyższej jakości naszych usług oraz dla zabezpieczenia roszczeń. Masz prawo dostępu do treści swoich danych osobowych oraz ich sprostowania, a jeżeli prawo na to pozwala także żądania ich usunięcia lub ograniczenia przetwarzania oraz wniesienia sprzeciwu wobec ich przetwarzania. Masz także prawo wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Więcej informacji w sekcji "Blogi: osoby komentujące i zostawiające opinie we wpisach" w zakładce
"Dane osobowe".

Proszę podać wartość CAPTCHA: *