Na blogach bossy zamieszanie wokół IPO WeWork znalazło już swoje miejsce. Na upadek bańki tzw. jednorożców a więc spółek wycenianych poza rynkiem na więcej niż 1 mld dolarów, spoglądaliśmy z wielu stron. Brakło tylko jednego spojrzenia, sądzę dość uniwersalnego, który kiedyś przywołaliśmy w notce Pochwała rynkowej kontroli. Wówczas na radarze znalazły się spółka Theranos i chińskie krzaki. Dziś czas przenieść temat sprzed kilku miesięcy na szerszy problem, jakim jest dmuchanie spółek na rynku niepublicznym tylko po to, żeby później zrzucić je głodnym inwestorom, którzy nie mają dostępu do prywatnych emisji.

Wszyscy już wiemy, że największe IPO jednorożców ostatnich lat okazały się mniejszymi lub większymi klapami. Oczywiście nie były to klapy dla ich właścicieli i wielu tych, którzy chcieli zarobić na inwestycjach niedostępnych dla innych, choć w przypadku WeWork po tyłku dostają również pracownicy, których opcje okazują się bezwartościowe. Mówimy jednak głównie o klapie rynkowych wycen, które nijak się miały do obietnic, jakimi mamiono inwestorów w momencie upubliczniania spółek. Uber, Lyft, Slack, Spotify, Snapchat i jeszcze kilka mniej znanych, wystawiły kupujących w debiucie rynkowym na poważne bóle w portfelach. Część nie znalazła sposobu na to, żeby zacząć być zyskownymi, a wszystkie nie spełniły pokładanych w nich nadziei.

Ktoś powie, iż Snapchat kosztuje dziś tylko połowę mniej niż na debiucie i ładnie odbudował się po przecenie, ale po drodze spółka ma za sobą spadek z przeszło 25 dolarów do 5 dolarów za akcję. Kiedy jesteś funduszem emerytalnym, to możesz sobie czekać nawet kilka lat na to, żeby spółka zaczęła performować biznesowo i w portfelu. Kiedy jesteś inwestorem indywidualnym, to problem robi się większy, bo zwykle nie masz w koszyku 50 spółek, a jak masz, to musisz dokonywać okresowego przeglądu i raz na jakiś czas robić porządek nie licząc na to, że może jednak kiedyś, twoje akcje Ubera, Lyfta czy Snapchata spełnią swoje nadzieje i chociaż wrócą do poziomu zakupu. W istocie spółki o takiej zmienności będą powodowały, iż właśnie w tej części portfela będziesz czuł się najbardziej niekomfortowo.

Dziś już wiemy, że najważniejsze IPO były dmuchane przed debiutem różnymi zabiegami (zwykle legalnymi) tylko po to, żeby z inwestycji mogli wyjść różni przedstawiciele venture capital czy private equity, którzy siedzą w tych spółkach kapitałami i zasobami od wielu lat. Wielu nie może się doczekać upublicznienia spółki – często wymuszając ten krok wbrew interesowi spółki, tak było ze Spotify – tylko po to, żeby wreszcie wyciągnąć z tego zysk z inwestycji. I sprzedać tym, którzy od kilku lat czytają, jak nowatorskie są ich rozwiązania i jak rewolucyjne pomysły zmienią świat na zawsze. Z jakiegoś powodu rynek, od zawsze jeden z najlepszych mierników siły biznesu, nie potrafi znaleźć w ich akcjach fundamentalnych przewag, biznesowych okazji, więc ceny oraz wyceny lecą na południe niczym banki w kryzysie.

Naprawdę z całego tego zamieszania wokół IPO jednorożców trzeba się cieszyć. Kolejny raz okazało się, iż najlepszym sposobem sprawdzenia tego, czy spółka jest coś naprawdę warta, ile jest warta i co potrafi zrobić zarząd z powierzonymi zadaniami, pozostaje rzucenie firmy na żer rynku. Oczywiście, nie wszystkie biznesy mogą przetrwać ataki sprzedających na krótko, ale większość wybroni się jeśli będzie miała w sobie choć gram fundamentalnej siły. Pozostałe będą paliły pieniądze inwestorów i będą karani wycenami adekwatnymi do skali rewolucji, jaką obiecują i dostarczają. Dlatego owemu pęknięciu bańki na rynku IPO spółek wyjątkowych trzeba przyklaskiwać równie entuzjastycznie, jak wszystkim pęknięciom baniek w przeszłości. Ich porażki są kolejnym potwierdzeniem, iż rynek działa i ma się doskonale w roli regulującego ludzkie szaleństwa (i przekręty).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.