„Jeśli coś nazywa się giełdą, ale nie działa jak giełda i nie wygląda jak giełda, to nie jest to giełda”. Parafraza znanego powiedzenia o kaczce

Giełda – czym właściwie jest? W odróżnieniu od giełdy towarowej czy giełdy papierów wartościowych, których zasady funkcjonowania regulują odpowiednie ustawy, giełdą możemy nazwać dowolne miejsce lub przestrzeń (również internetową) gdzie dochodzi do różnego rodzaju transakcji. Mamy giełdy samochodowe, warzywne, giełdy pracy, giełdy staroci. Mówi się czasem o giełdzie pomysłów, która może funkcjonować wśród grupy osób, które szukają najlepszego rozwiązania. Giełdy mogą być od A do Z. Mamy giełdy akwarystyczne, antyków, czy audio i w końcu giełdy zwierząt, zbóż czy zleceń.

Gdzieś pośrodku tego alfabetu, na czternastej pozycji znajduje się litera „k” i mamy tym samym giełdy kryptowalut.

Z wyjątkiem giełd regulowanych ustawami pozostałe podmioty są targowiskami, placami targowymi lub miejscami, które kojarzą chętnych do kupna lub sprzedaży. Organizator najczęściej pobiera wyłącznie opłaty za bilet wstępu na plac, albo skorzystanie z serwisu netowego. Niczego nie gwarantuje, niczego nie obiecuje. W tego typu miejscach może dojść i do uczciwych, rzetelnych transakcji jak i do manipulacji i oszustw. Możemy kupić wadliwy towar. Ktoś może nam zapłacić sfałszowanymi pieniędzmi. Prawdopodobnie jesteśmy na tyle mądrzy by nie domagać się rekompensaty od tego, kto wynajmuje plac targowy, czyli użycza giełdy. Intuicyjnie każdy zna zasadę „caveat emptor” (niech kupujący ma się na baczności).

Na zupełnie przeciwległym końcu znajdują się giełdy regulowane, ze swoimi zasadami, statutami, izbami rozliczeniowymi, depozytami papierów wartościowych, licencjami wydawanymi podmiotom, które mogą być uczestnikami giełd, całej tej czasami nadmiernej i męczącej biurokracji. Tu również mogą się pojawić oszuści i manipulanci, ale jako inwestora na giełdzie nie interesuje mnie, gdzie dana giełda ma rachunki, czy w banku na Kajmanach, czy na Malcie. Wiem, że pieniądze wpłacam na swój rachunek do biura maklerskiego, które podlega różnego rodzaju restrykcjom i nawet gdy pracownik tego biura ukradnie moje pieniądze wykonując nieautoryzowane transakcje lub przelewy mam szansę je odzyskać, właśnie dzięki gwarancjom i odpowiedzialności poszczególnych uczestników obrotu.

Giełdy kryptowalut w Polsce znajdują się gdzieś pomiędzy tymi dwoma światami ciążąc niestety bliżej zwykłego targowiska, niż regulowanego rynku z jednym, ale ważnym zastrzeżeniem. Na giełdzie kwiatowej, warzywnej czy samochodowej nikt nie wpłaca pieniędzy za transakcje, ani nie powierza swoich towarów spółce organizującej handel. Gdyby tak było, z pewnością słyszelibyśmy co jakiś czas o różnych oszustwach, zaś ludzie postanowiliby coś z tym zrobić, wymyślając odpowiednie regulacje. Działające giełdy kryptowalut pozwalały sobie na to. Klienci handlujący kryptowalutami wpłacali na pieniądze spółki. Aktywa przechowywane były w strukturze wymyślonej przez dane przedsiębiorstwo. Stąd co jakiś czas słyszeliśmy o znikających bądź to aktywach w formie cyfrowych kryptowalut, bądź pieniądzach.

O ile użytkownik giełdy papierów wartościowych jest w stanie poznać dokładny schemat organizacyjny całego rynku, gdzie znajdują się pieniądze, jak przechowywane są papiery wartościowe, co dzieje się z nimi w przypadku problemów, którejś z instytucji. Nie wydaje mi się, żeby w przypadku giełd kryptowalut taka wiedza była powszechna i udostępniana.

Counterparty risk, czyli ryzyko kotrahenta/ryzyko strony przeciwnej/ryzyko kontrpartnera to nie jest jakaś bliżej nieznana dotychczas nowość. Na rynkach finansowych, zwłaszcza pozagiełdowych (OTC), zwłaszcza nieregulowanych to znane i zdarzające się co jakiś czas wydarzenie. Pojawia się wówczas, gdy jedna ze stron nie jest w stanie wywiązać się z wcześniej zawartych umów. Wówczas konsekwencje ponosi ten drugi podmiot. W przypadku bakructwa, oszustwa firmy X, inne firmy, które były stronami transakcji również są w kłopocie. Co jakiś czas pojawia się sytuacja na jednym ze znanych rynków (o których nie mówi się, że jest giełdą, wręcz przeciwnie to rynek pozagiełdowy) czyli rynku Forex. W październiku 2005 roku jedna ze znanych firm brokerskich, Refco Inc, z siedzibą w Nowym Jorku ogłasza, że prezes firmy Phillip Bennett „ukrywał” 430 mln dolarów złych długów przed audytorami i inwestorami. Refco prowadziło działalność jako broker na giełdach regulowanych (rynki kontraktów terminowych) oraz jako broker na rynku OTC – forex. Inwestorzy i przedsiębiorstwa, które były stronami transakcji giełdowych nie mieli większych problemów. Aktywa klientów zostały przeniesione, transakcje dzięki funkcjonowaniu izb rozliczeniowych poprawnie księgowane i rozliczone. Ale część odpowiedzialna za rynek forex już nie okazała się tak różowa dla klientów i kontrahentów. W tym wypadku pieniądze przepadły. Ryzyko kontrpartnera ziściło się w pełni.

Na różnego rodzaju szkoleniach, gdy opowiadałem o specyfice handlu derywatami na rynku regulowanym i na OTC pokazywałem wady i zalety obu rozwiązań. W przypadku OTC zaletami było elastyczność, mniejsze wymogi, dłuższy czas handlu, większa dźwignia. Tego wszystkiego nie ma GPW. Ale wadą rynku forex – dla wielu istotną, było właśnie ryzyko kontrpartnera. Wybór zawsze należy do nas.

W przypadku giełd kryptowalut, dla których może lepiej byłoby gdyby nazwały się kryptogiełdami lub paragiełdami to ryzyko było zawsze oczywiste.

krypto- «pierwszy człon wyrazów złożonych wskazujący na ich związek z tym, co niewidoczne, albo na posiadanie ukrytych cech lub niejawny charakter czegoś»

para– «pierwszy człon wyrazów złożonych, oznaczający: niby, prawie, wyrażający podobieństwo do tego, co jest określane drugą częścią złożenia»

(źródło: Słownik języka polskiego)

Dziwi więc wzburzenie po upadku bitmarket.pl, że nikt tego nie pilnował i nie regulował. A sami uczestnicy, którzy (jak się słyszy) wiedzieli o błędach, wątpliwościach i problemach, niejasnej strukturze kapitałowej, nie umieli wymusić na organizatorze rynku odpowiednich deklaracji, oświadczeń i zabezpieczeń? Jeśli nie potrafili to nie powinni tam handlować. Powinni stworzyć wspólny uczciwy rynek (oparty na blockchainie oczywiście), w którym nie istnieje ryzyko kontrpartnera lub jest znacząco wyeliminowane. Krzyczenie: „ale my chcieliśmy uregulować” to jednak zbyt mało. Póki jasnych zasad nie było, należało wstrzymać się od dawania pełnego zaufania (i swoich pieniędzy) takiemu podmiotowi.

Na jednym z portali poświęconych kryptowalutom kilka dni temu pojawił się wywiad z Kajetanem Maćkowiakiem, założycielem giełdy Coindeal. Choć oznaczony jako sponsorowany przeczytałem z zaciekawieniem, ponieważ tuż po upadku bitmarket.pl środowisko domagało się deklaracji i zobowiązań od różnych rynków, pokazania jak funkcjonują. Tak, to wywiad sponsorowany więc trudno spodziewać się niewygodnych pytań, ze strony „dziennikarza”, ale sam fakt, że nie odniesiono się w nim do sprawy bezpieczeństwa giełd (a właściwie klientów) w kontekście niedawnych wydarzeń jest interesujący. Być może nadal najbardziej interesujące są nowy design, nowe tokeny, własne kryptowaluty. Ale wówczas nie ma co narzekać, gdy okaże się, że konta spółki są w chmurze, którą łatwo rozwiać.

[Foto: https://unsplash.com/photos/fXls-tVemno]

3 Komentarzy

  1. Mcgravier

    "Powinni stworzyć wspólny uczciwy rynek (oparty na blockchainie oczywiście), w którym nie istnieje ryzyko kontrpartnera lub jest znacząco wyeliminowane."

    Najzabawniejsze jest to, że takie rynki istnieją – mają swoje wady – (np. brak dźwigni, brak obsługi tradycyjnych walut), ale ryzyko kontrpartnera *nie jest jedną z nich*

    1. Grzegorz Zalewski (Post autora)

      Czyli tym bardziej nie powinno być problemu. A jednak.

  2. Marcin Daniecki

    Tak, od jakiegoś czasu, tzn. po upadku owego, nie wiadomo czegoś, to próbuję przekonywać do tego samego. Widać jednak, że lepsi są jacyś inni z rynku (krypto) kaznodzieje….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.