Kristy Shen i Bryce Leung przeszli na emeryturę w roku, gdy Shen świętowała 31 urodziny. Od tego czasu utrzymują się ze zgromadzonego wcześniej kapitału. To, jak tego dokonali, opisują w książce „Quit Like a Millionaire”, która ukazała się w lipcu 2019 r.

Kristy Shen to, jak sama się nazywa, najmłodsza emerytka w Kanadzie. W 2015 r., mając 31 lat, rzuciła pracę i ogłosiła, że przechodzi na emeryturę i będzie żyła tylko z zysków z kapitału, który zgromadziła. Jak jej się to udało?

Początek książki (jej polski tytuł to „Rzuć pracę jak milioner”) to krótka autobiografia autorki. Urodziła się w Chinach w czasach, gdy jej rodzina musiała przeżyć za 0,44 centy dziennie. Jednym z najwcześniejszych jej wspomnień z dzieciństwa jest to jak grzebie w kupie medycznych odpadów, takich jak zużyte rękawiczki lateksowe czy jednorazowe igły. Miała wówczas pięć lat i próbowała na śmietniku znaleźć przedmioty, z których mogłaby zrobić upragnioną lalkę.

Rodzice powiedzieli jej bowiem, że nawet jak będzie miała swoje własne oszczędności, to nie będzie mogła jej sobie kupić (byli tak biedni, że uważali jakikolwiek wydatek na zabawki za rozrzutność). Nawet w 1987 r., gdy w USA mediana rocznych zarobków wynosiła 18 426 USD, w Chinach zarabiało się równowartość 327 USD. Autorka wspomina, że roczny dochód jej rodziny w pewnym momencie wynosił 161 USD (czyli wspomniane 44 centy dziennie).

Shen twierdzi jednak, że opisuje swoje dzieciństwo, by „uprawiać kombatanctwo”, raczej jest wdzięczna za te doświadczenia, ponieważ pozwoliły jej one nabyć coś, co ona nazywa „niedoborowym sposobem myślenia” (ang. scarcity mindset). Chodzi o to, że bieda z dzieciństwa sprawiła, że zaczęła mieć obsesję na punkcie pieniędzy, na podobnej zasadzie na jakiej ludzie, którzy doświadczyli głodu, często gromadzą duże zapasy jedzenia, znacznie większe niżby to wynikało z racjonalnych potrzeb.

Udało jej się przenieść do Kanady po tym, jak jej ojciec dostał w tym kraju stypendium doktoranckie i ściągnął do siebie rodzinę. Tam także im się nie przelewało (jej ojciec przesyłał znaczną część zarobków rodzinie w kraju), choć standard życia był bez porównania lepszy niż w Chinach. Autorce udało się jednak dostać na wydział informatyczny najbardziej renomowanej uczelni technicznej w Kanadzie, University w Waterloo. Jak pisze, jej koledzy bez problemu dostawali piątki, ona musiała studiować godzinami, by dostać tróję. To jednak jej nie zniechęcało.

Wiedziała, że nie musi być najlepsza, tylko wystarczająco dobra. Wcześniej zrobiła szczegółową analizę, które studia wybrać. Wzięła pod uwagę fakultet z kreatywnego pisania, księgowość i informatykę. Wybrała tę ostatnią tylko dlatego, że rynkowa płaca za wykonywanie tego zawodu była najwyższa. Pisanie programów komputerowych nie było jej pasją, raczej uznała ją za najbardziej racjonalny wybór.

Kolejnym wyborem, który odróżnia Shen od większości jej rówieśników jest to, że zaraz po rozpoczęciu pracy na etacie nie kupiła sobie domu na kredyt. Z jej szacunków wynikało, że faktyczne koszty utrzymania domu wynosiły około 50 proc. raty kredytu. Tak więc dom opłacałoby się jej kupić tylko wówczas gdyby koszt wynajmu był mniejszy niż 150 proc. raty pożyczki hipotecznej. A ponieważ w jej przypadku tak nie było, zdecydowała się nadal wynajmować (wówczas płaciła 850 USD za wynajem kawalerki).

Ale brak zakupu domu, wbrew radom wszystkich dookoła, włącznie z rodzicami, sprawił, że pozostała kwestia co zrobić z oszczędnościami. Shen przyznaje, że wówczas postanowiła dowiedzieć się tego, co zamożni ludzie robią z wolnymi środkami. Pierwsze kroki skierowała do banku, gdzie pracownik polecił jej fundusz inwestycyjny zarządzany przez menadżera tej instytucji.

Rozmowa z doradcą brzmiała tak:
„Czyli ten fundusz inwestuje w akcje?”
„Tak.”
„Które?”
„O tym decyduje menadżer funduszu.”
„A skąd on wie, które kupować?”
„Podpowiada mu algorytm.”
„Czy mogę zobaczyć ten algorytm?”
„Przykro mi, ale nie. To tajemnica banku.”
„To w takim razie skąd wiecie, że menadżer podejmuje słuszne decyzje?”
„No cóż, zarządza funduszem, więc musi być bystry.”
„Chciałabym się z nim spotkać.”
„Przykro mi, ale to niemożliwe”.
„Podsumowując: chcecie bym powierzyła moje pieniądze osobie, której nigdy nie spotkałam, nigdy nie spotkam, która korzysta z tajnego algorytmu, którego nie wolno mi poznać?”
„Większości ludzi to nie przeszkadza”.

Po tej wymianie zdań autorka wyszła z banku, by więcej do niego nie powrócić. Później przyjrzała się bliżej ofercie, którą jej przedstawiono i okazało się, że chciano jej sprzedać fundusz, na którym bank zarabiał najwięcej. Ale Shen szukała dalej i wreszcie trafiła na fundusze indeksowe, których czytelnikom blogów na tej stronie nie trzeba przedstawiać. Po dyskusji ze swoim chłopakiem Bryce`m (jest współautorem książki) zdecydowali się na podział pieniędzy – 60 proc. w indeksowe fundusz akcyjne, 40 proc. w indeksowe fundusze obligacji.

W tym momencie mieli wspólnych oszczędności 100 tys. USD. Mieli pecha albo szczęście, w zależności jak na to patrzeć, że rozpoczęli inwestowanie niedługo przed kryzysem w 2008 r. Kiedy wartość ich portfela zaczęła spadać, Shen zagłębiła się w teorię portfelową, z której wynikało, że powinna sprzedawać aktywa, których cena rosła (w jej przypadku obligacje), a kupować tych, których cena spada – akcje. I tak zrobiła. Ostatecznie potrzebne było 4,5 roku by wartość ich portfela powróciła do poziomu sprzed kryzysu (stało się to w kwietniu 2012 r.). Ale prawdziwy powód sukcesu Shen leży gdzie indziej.

Otóż roczne wydatki jej i jej partnera wynosiły ok. 40 tys. USD. Tymczasem oboje zarabiali netto 125 tys. USD, pozwalało im to oszczędzać co roku 85 tys. USD. Nawet bez specjalnych fajerwerków inwestycyjnych pozwala odłożyć sporą kwotę. Pytanie pozostawało ile pieniędzy muszą mieć na koncie, by móc przestać pracować i utrzymywać się tylko z kapitału.

Shen trafiła na opracowanie Trinity University, w którym autor wyliczył, że – przy założeniu że osoba ma 65 lat i będzie jeszcze żyła przez 30 lat – to z 95 proc. prawdopodobieństwem pieniądze nie skończą się jej przed śmiercią, o ile będzie wypłacać z kapitału co roku 4 proc. pieniędzy. Inaczej mówiąc, według tych wyliczeń trzeba mieć 25 proc. większe oszczędności niż wynoszą nasze roczne wydatki, by poczuć się rentierem.

Autorka musiał zmodyfikować te wyliczenia dla przypadku osób takich jak ona, które chcą iść na „bezterminową emeryturę” (poświęca temu tematowi cały rozdział 16). Dla swoich celów postawiła sobie cel 1 mln USD jako moment, w którym będzie mogła przestać pracować. I jak na razie wszystko idzie dobrze. W chwili pisania tej książki jej portfel inwestycyjny wynosił 1,3 mln USD i to pomimo tego, że musiała wycofać cześć pieniędzy w 2015 r., gdy doszło do kryzysu na rynku ropy.

Książka Kristy Shen i Bryce`a Leunga to interesująca pozycja, ale ma swoje wady. Przede wszystkim wiele wyliczeń dotyczy rynku amerykańskiego i kanadyjskiego, w szczególności te dotyczących kwestii podatkowych. Po drugie autorzy tak naprawdę obecnie nie są rentierami i zarabiają pieniądze m.in. na swoim blogu a także innych dodatkowych zleceniach. Twierdzą jednak, że robią tylko rzeczy, którą chcą, poza tym zarobionych w ten sposób pieniędzy nie wrzucają „do wora”, tylko odkładają na inne konto, z którego finansują tylko ściśle określone wydatki.

Oczywiście wszystko, by nie zaburzyć ich eksperymentu jakim jest sprawdzenie, czy faktycznie można rzucić pracę mając 31 lat i utrzymywać się z kapitału. Historia autorki była relacjonowana przez największe media na zachodzie i zyskała sporą popularność. Perspektywa posiadania niekończącego się źródła pieniędzy bez chodzenia do pracy działa na wyobraźnie. Autorzy podają mnóstwo informacji na temat swój i swoich finansów na stronie internetowej, tak więc po książkę powinni sięgnąć przede wszystkim najbardziej zainteresowani powyższą historią. Pozostali mogą ją sobie darować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.