Strata – i co dalej?, część 4

W poprzedniej części pokazywałem problem skończoności życia spółek, w tym wpisie zaprezentuję drugie kryterium oceny jakości portfela i źródeł lęku przed stratą.

(Tekst przeznaczony przede wszystkim dla początkujących inwestorów długoterminowych, zarówno pasywnych jak i stosujących timing).

2. Zmienność kursów i ryzyka z tym związane

Tym co w praktyce najbardziej stresuje i generuje lęki inwestorów nie tyle jest kondycja samych spółek, których akcje posiadają, ale sam fakt tego, że ich kursy potrafią się wahać w dół, czasem o znaczące wielkości i teoretycznie bez logicznego powodu. To owe wahania same w sobie stają się źródłem wszelkich obsesji, traum i strachów przed ostateczną stratą.

Fachowcy od finansów zmienność w postaci tych falowań ochrzcili mianem „ryzyka”, które nawet mierzą zakresem owych wahań. Ułatwili sobie tym samym opis rynku i zbudowali narzędzia do zarządzania owym ryzykiem. To ma i zarazem nie ma praktycznej przydatności dla przeciętnego inwestora, ale ułatwia komunikację i działania nacelowane na ograniczenia owego ryzyka.

Dlaczego takie wahania rynku mają ograniczoną wartość praktyczną? Podam 2 najważniejsze powody:

Powód 1.

Duże zakresy wahania, szczególnie tego w dół w przypadku inwestorów akcyjnych, wcale nie muszą oznaczać większego ryzyka jak się powszechnie przyjmuje w giełdowej branży.

Bez trudu można znaleźć momenty ogromnych wahań na samym dnie bessy, tuż przed wejściem rynku w hossę, czyli wtedy gdy ryzyko straty jest najmniejsze. Z kolei małe zakresy wahań tuż przed szczytem hossy teoretycznie oznaczają niskie ryzyko, a tymczasem koniec hossy to przecież ponadprzeciętne ryzyko straty.

Powód 2.

Ryzyko to niesamowicie pojemna kategoria, do której można wrzucić wiele objawów związanych z możliwymi, w tym nawet urojonymi stratami. Dla jednego inwestora ryzykiem może być zakup akcji w ogóle, dla innego może oznaczać to niezrealizowanie zakładanych zysków.

A przy okazji ryzyko to jedno z najmniej zrozumiałych i najmniej lubianych pojęć przez inwestorów. Przez co staje się silnym źródłem strachu przez stratą i zagubienia podczas spadków, z którym potem nie wiadomo co zrobić, a skoro nie wiadomo, to nic dobrego z tego może nie wyjść.

Ryzyko związane z inwestycjami giełdowymi cechuje się wieloma objawami i czerpie pochodzenie z wielu źródeł. Najbardziej powszechne są dwa, o których można poczytać więcej w przystępnej formie w moim – > cyklu o naturze ryzyka w archiwum bloga.

Ich znajomość pomoże w zrozumieniu natury rynków i określeniu w tej perspektywie jakości portfela:

1. Ryzyko rynkowe

Przejawia się w tym, że obsuwa się większość akcji lub cały rynek, z powodu bessy czy znaczącej korekty. To naturalny objaw cyklicznej natury rynków, najczęściej związanej z koniunkturą gospodarczą. Dość łatwo wykryć to w portfelu, ponieważ większość lub wszystkie spółki wówczas tanieją. Przeczekanie tego niekorzystnego okresu daje pewność, że za jakiś czas dekoniunktura minie i rynek w całej niemal szerokości wróci do poprzednich szczytów, a może je nawet poprawi.

2. Ryzyko specyficzne

Najprościej ujmując jego charakter: jedna spółka spada, a rynek jako całość ma się dobrze. Najczęściej okazuje się, że nastąpiło pogorszenie sytuacji fundamentalnej owej spółki i inwestorzy pozbywają się jej. Druga w kolejności możliwość to ta, że z jakiś względów niekoniecznie fundamentalnych pozbywa się jej znaczący inwestor. Możliwość trzecia – celowe zagranie na jej osłabienie.

W przypadku drugim i trzecim istnieje znaczące prawdopodobieństwo, że wzrosty wkrótce wrócą, jak tylko ustanie przyczyna podaży. W przypadku pierwszym sytuacja wygląda gorzej – spółka może już nigdy nie odzyskać dobrej kondycji, a inwestor może nie odrobić straty nawet po wielu latach. I nikt wystarczająco trafnie nie podpowie jak ta przyszłość będzie wyglądać i czy warto trzymać te akcje nadal.

W takim razie to właśnie to ryzyko dość łatwo zidentyfikować – spółka lub czasem cała branża porusza się w przeciwnym kierunku wobec całości rynku. Z jednej strony strata staje się znośna, ponieważ zyski z pozostałych akcji ją amortyzują. Z drugiej strony to właśnie tego rodzaju ryzyko prowadzi do sytuacji opisanej w poprzednim wpisie – spółki bankrutują lub stają się śmieciowe.

Podsumowując:

Ryzyko specyficzne staje się dużo łatwiejsze do przeżycia, ale wymaga czasu i uwagi poświęconej pojedynczym spółkom, którym może grozić niebyt. W perspektywie wielu lat takich spółek może być więcej niż jedna. Dlatego też kapitał należy dywersyfikować, a więc przeznaczać na zakup wielu akcji. Ewentualnie skupić się na np. na ETFach indeksowych, których tego rodzaju ryzyko nie dotyka.

Ryzyko rynkowe boli dużo mocniej, bo krwawi wówczas cały portfel, a i z niego również mogą wykluć się potencjalni bankruci. Dywersyfikacja tu nie pomaga, ETFy również nie, ponieważ one również cierpią (chyba, że ETFy na inne aktywa niż akcje). Ale czy sam ból wielotygodniowych czy czasem wieloletnich spadków można nazwać w praktyce ryzykiem, jeśli inwestor je zignoruje, a rynki w finale i tak wspinają się na nowe szczyty?

I tu dochodzimy do najważniejszego punktu, czyli konieczności określenia przez każdego inwestora tego, czym dla niego jest tak naprawdę ryzyko.

Poza bowiem wahaniami, które funduje nam rynek, istnieje druga kategoria ryzyka, którą można być nazwać „RYZYKIEM SAMEGO INWESTORA”. To bowiem on sam jest dla siebie największym wrogiem, którego budzą do życia wahania cen i nieprzystosowanie mentalne do nich. I to on sam staje się SKŁADNIKIEM jakości portfela, jedynym na zachowanie którego ma wpływ!.

Jak więc w całym tym kontekście określić ryzyko samego siebie? Jak sobie radzić? Oto ponownie kilka podpowiedzi:

– Statystyki brokerów pokazują jeden zasadniczy błąd popełniany masowo przez długoterminowych inwestorów: sprzedaż akcji ze stratą w okresie dojrzałej korekty lub bessy. A więc wtedy, gdy najgorsze w większości minęło. Dlatego to same wahania a nie strata uważane są za ryzyko. Ból i strach demolują cały efekt i może to być zrozumiałe w przypadku niedoświadczonych długoterminowych inwestorów. Jednak doświadczonym, długoterminowym zwycięzcą jest ten, który wzorem Buffetta przechodzi spadki suchą nogą.

– Stwórz własną listę ryzyk i opracuj swój plan odporności na nie. Ryzykiem może być ograniczony próg bólu na spadki w portfelu, ograniczony czas inwestycji, brak stosownej wiedzy czy doświadczenia i setki innych; To może być bardzo kreatywna robota i dająca poczucie zadowolenia czy podnosząca poczucie wartości, co już samo w sobie uodparnia.

– Na spadkach tracą niemal wszyscy inwestorzy akcyjni, również ci aktywni, żonglujący pozycjami. Jeśli potrzebujesz działania, przejęcia kontroli, zrobienia czegoś by nie czekać bezczynnie i niecierpliwie, to otwórz sobie bardzo, bardzo mały rachunek akcyjny (lub forexowy) i spróbuj szczęścia w aktywnej grze. Albo docenisz wówczas po przegranej siłę długiego dystansu, albo z inwestora przejdziesz do statusu tradera. Ale dopiero po tej próbie, nie wcześniej!

–  Zawsze wszystkim, również aktywnym inwestorom, polecam metodę tzw. „stop klatki”: zanim się poddasz i zechcesz zrobić coś głupiego, daj sobie koniecznie okienko do namysłu. Wówczas w skupieniu przegadaj sam ze sobą kilka problemów typu:

  1.  czy naprawdę dzieje mi się jakaś realna krzywda?
  2.  czy mam jakiś sensowny plan na to, co potem? może najpierw go przemyślę i opracuję?
  3.  co jeśli się poddam, a rynek za chwilę zawróci?
  4.  czy bardzo potrzebuję teraz tych pieniędzy pomniejszonych o stratę, czy może lepiej poczekam ze spokojem aż koniunktura wróci?

– Chcesz wiedzieć: jak wyprofilować swój umysł tak, by stał się Twoją siłą a nie słabością? jak przygotować się na ryzyko? jak pozbyć się strachu? jak urealnić swoje przekonania o giełdzie? Koniecznie przeczytaj książkę M. Douglasa „W transie inwestowania”. Potem przemyśl swoje decyzje.

– Nie traktuj straty, szczególnie tej papierowej, osobiście, jako czyjąś zemstę, jako pech, jako swoją winę. Tak działają właśnie rynki. A jeśli chcesz coś z tym zrobić, musisz najpierw odebrać swoją lekcję doświadczenia i nabyć więcej wiedzy i umiejętności.

– Zajmij się czymś produktywnym. Hamletyzowanie nad czymś tak oczywistym jak okresowe spadki duże lub małe nie prowadzi kompletnie do niczego sensownego, jedynie do chorób.

– Przeszukiwanie internetu w pogoni za wskazówkami typu ‘kiedy spadki się skończą’ jest kompletnie bezproduktywne, jako że większość działających na rynku się myli. Jeśli już to robisz, to tylko w jednym celu: złudzenia pozwalają żyć, więc może i Tobie złudzenia o szybkim końcu spadku pomogą, na przykład znaleźć motywację i siłę.

– Obarczenie winą kogoś jest mało produktywne, ale wg psychologii skuteczne w procesie pozbycia się żalu, przetrwania słabych chwil; jeśli Ci to pomoże spraw sobie ulgę myślą o tym, że to ktoś Ci polecił te spółki, ktoś nie ostrzegł przed spadkami albo przed cykliczną naturą rynków. To daje ulgę, ale te złudzenia nie będą trwały wiecznie. Jeśli sam wybierzesz spółki, one również czasem będą tracić, wymyśl więc ulepszoną wymówkę. W sensie wartości portfela to i tak niewiele zmienia.

– Nie oczekuj niczego więcej poza tym, że spadki zawsze się kiedyś kończą, bo taka jest natura rynków akcyjnych. Jeśli jakaś spółka nagle wyłamie się z tendencji spadkowej i zniweluje zyski, daj upust swojej radości;

– Najlepszą obroną jest atak! Duże spadki to zawsze okazja do tanich zakupów. Nawet w niewielkiej ilości dodają poczucie sensu i kontroli. Pamiętaj jednak, że spadki w ten sposób i tak się mogą nie skończyć.

W kolejnej części kilka metod, które zastosowane w portfelu pomogą zamortyzować okres strat.

—kat—

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.