Z pod szubienicy na giełdę

Kobiety kładły się przed nim oferując mu siebie a nuncjusz papieski całował po rękach jego córkę. Mowa o Johnie Law, skazanym na śmierć za zabójstwo Szkocie, który trzysta lat temu doprowadził do pierwszej w historii Francji bańki spekulacyjnej na rynku akcji. Opisuje to Janet Gleeson w książce „Millionare. The Philanderer, gambler, and duelist who invented modern finance”.

 

Słowo milioner w języku francuskim po raz pierwszy zostało użyte w kontekście opisywania ludzi, którzy zbili fortunę na akcja Kompanii Missisipi. Jednak zanim do tego doszło w 1716 r. stworzono pierwszy we Francji bank, który emitował papierowy pieniądz. Miało to miejsce w 1716 r. a bank nazywał się Banque Générale Privée, czyli Generalny Prywatny Bank.

Jego pomysłodawcą był Szkot John Law, który uciekł w swoim kraju z więzienia, gdzie umieszczono go po wyroku skazującym za zabójstwo. Jak opisuje autorka w publikacji ( jej polski tytuł to „Milioner. Bitny kobieciarz i hazardzista, który wynalazł współczesne finanse”) Law podczas swoich podróży po Europie (jeździł po największych miastach i zarabiał grając w gry hazardowe wykorzystując dobrą znajomość rachunku prawdopodobieństwa) zwrócił uwagę na to jak dobrze rozwijała się wówczas Holandia (była wówczas najbardziej rozwiniętym krajem świata) i jak duży udział w tym rozwoju miał założony w 1609 r. Bank Of Amsterdam.

Istnienie tego banku radykalnie ograniczyło ryzyko dokonywania transakcji. A to dlatego, że w Europie w obrocie było wówczas około ośmiuset różnych złotych i srebrnych monet o różnej deklarowanej i faktycznej wartości. W Bank of Amsterdam można było zdeponować takie monety. Ważono je i wydawano certyfikat potwierdzający zawartość kruszcu, tak że przyjmujący zapłatę nie musiał już się obawiać, że zostanie oszukany. Banknoty Bank of Amsterdam miały taką renomę, że przyjmowano je chętniej, niż monety i ich wartość rynkowa często przewyższała tę, która była na nich zapisana.

Law widział te wszystkie zalety i uważał, że podobny bank rozwiąże wiele problemów finansowych Francji, z których najważniejszym był brak pieniądza na rynku w wyniku za małej ilość metali szlachetnych. Ostatecznie ówczesny regent Francji Filip Orleański wydał zezwolenie na stworzenie Banque Générale Privée i faktycznie jego działalność okazała się początkowo dużym sukcesem.

Ale Law uważał, że zyski z działalności banku należy wykorzystać do dalszego wzmocnienia gospodarki Francji poprzez stworzenie wielkich monopolistycznych firm na wzór Brytyjskiej i Holenderskiej Kompanii-Wschodnioindyjskiej. Zaczątkiem takiego „koncernu” miała być Kompania Missisippi, firma która miała prawa do handlu z francuską kolonią w Luizjanie a którą Law zakupił w sierpniu 1717 r.

Następnie połączył je z innymi francuskimi firmami o podobnym profilu Compagnie des Indes Orientale”s (“Kompanią Wschodnioindysjką”) i „Compagnie de Chine („Kompania Chińską”)” i wprowadził na giełdę. Wreszcie obrotny Szkot rozpoczął kampanię marketingową, która podkreślała potencjał zysku spółki.

Problem polegał na tym, że reklama nie odzwierciedlała rzeczywistości. A była ona taka, że w 1718 r. w Luizjanie było tylko ok. 800 Europejczyków. Później firma wysłała do nich kolejne 800 osób (w tym m.in. więźniów, którym darowano wolność w zamian za wyjazd do koloni,osiedlenie się na miejscu i założenie rodzin z prostytutkami, które wysłano razem z nimi).

Ale w rzeczywistości spółka nie przynosiła spektakularnych zysków a koloniści przede wszystkim walczyli o to by przeżyć na miejscu, nie ulec chorobom albo nie zostać zabitym przez Indian. Mimo tego kampania reklamowa Johna Law trafiła na podatny grunt. W 1718 r. na życzenie samego Szkota, jego bank został znacjonowalizowany (dlatego zmienił nazwę na Banque Royale, czyli Królewski Bank).

Problem polegał na tym, że dopóki bankiem kierował John Law emisja banknotów była w ścisłym związku z rezerwami kruszców, tak by w każdej chwili móc wymienić papier na złoto (nauczył się tej ostrożności obserwując jak funkcjonuje Bank of Amsterdam). Po przejęciu przez polityków nie widzieli oni powody by się ograniczać. Zatrudnili oni (a konkretnie regent Francji Filip Orleański, rządził on w imieniu małoletniego króla) ośmiu drukarzy (każdy z pensją 500 liwrów rocznie) którzy drukowali całą dobę papierowe pieniądze o nominałach 100, 50 i 10 liwrów.

Tak duża ilość pieniędzy na rynku w połączeniu z kampanią reklamową Kompanii Missisippi zaaranżowaną przez Johna Law doprowadziła do szybkich wzrostów cen akcji z 500 liwrów w maju 1719 r. do 10 000 i więcej na początku 1720 r. I właśnie najciekawsza część książki to ta opisująca co się działo we Francji gdy ceny akcji poszybowały w górę.

Te wydarzenia zainspirowały zresztą samego Daniela Defoe (autora m.in. „Robinsona Crusoe”) do opublikowania trzech książek na ten temat („The Chimera” w 1720 r., „The Case of Mr. Law Truly Stated” – 1721 oraz „Selected Journalism” (1719-1722)). W klasowym , francuskim społeczeństwie nagle każdy kto wykazał minimum inicjatywy mógł zostać bogaczem. Autorka cytuje pamiętniki z tego okresu, które pełne są opisów przypadków szybkiego wzbogacenia na przykład lokajów.

Ci chcąc korzystać z bogactwa kupowali sobie karoce, by z przyzwyczajenia zająć miejsce dla służących, z tyłu. A do zbicia fortuny nie trzeba było mieć kapitału. Gleeson opisuje jak to jeden z arystokratów zlecił służącemu sprzedaż 250 akcji Kompanii Missisippi po 8000 liwrów. Gdy jednak ten dotarł na giełdę ich cena zdążyła wzrosnąć do 10 000 liwrów.

Służący oddał panu tyle, ile tamtej oczekiwał zostawiając sobie nadwyżkę w wysokości pół miliona liwrów inwestując ją w kolejne akcji firmy, tak że kilka dni później miał już dwa miliony. Zyski z akcji reinwestowano w nieruchomości co z kolei doprowadziło do bańki spekulacyjnej na tym rynku.

Domy, które jeszcze niedawno wynajmowano za 800 liwrów miesięcznie, teraz dzielono 20-30 pokoi-biur i za każde żądano 400 liwrów czynszu miesięcznie (dla porównania, to było tyle ile przez rok zarabiał rzemieślnik). Jeden z miejscowych mieszkańców z garbem na plecach zarobił w kilka dni 150 tys. liwrów wynajmując swoje odpowiednio ukształtowane plecy do podpisywania umów sprzedaży akcji na ulicy.

Sam John Law, który uważany był za sprawcę tego, na pierwszy rzut oka wydawałoby się, magicznego pomnożenia bogactwa stał się lokalnym celebrytą. Gdy wychodził na ulicę tłum krzyczał:”Niech żyje król i Pan Law”.

Dzisiątki kobiet, zwykle arystokratek, każdego dnia próbowało umówić się z nim na spotkanie na którym najczęściej prosiły o sprzedaż akcji po preferencyjnej cenie, jednocześnie często oferując jako część zapłaty siebie. Jednak wszystkich najbardziej zdumiał nucjusz papieski kardynał Bentivoglio, który pojawił się na urodzinach córki Johna Law – małej dziewczynki – którą całował po rękach.

Książka Janet Gleeson to dosonała pozycja. Napisana jest w lekki sposób, pełna jest anegdot, ciekawostek z życia bardzo interesującego człowieka, jakim bez wątpienia był John Law. A zatem jeżeli ktoś szuka przyjemności czytania porównywalnej z tą jaką można wynieść z dobrej beletrystyki a jednocześnie chce dowiedzieć się więcej o ważnym przypadku historycznej bańki spekulacyjnej na rynku akcji to z pewnością powinien po te pozycję sięgnąć.

[Głosów:12    Średnia:3.8/5]

1 Komentarz

  1. deli deli

    Wysoko se latał pan Law aż spod.

Polityka Prywatności

Tralalala


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.