Zaufanie nierozsądnie nieograniczone

Po piętnastu minutach rozmowy z autorem jego klientka oświadczyła, że ma „całkowite zaufanie” do decyzji jakie on podejmie w stosunku do jej 50 tys. USD – pisze William M. Francavilla w książce „The Madoffs Among Us. Combat the Scammers, Con Artists and Thieves who are Plotting to Steal your Money”.

 

Autor książki jest Certyfikowanym Doradcą Finansowym (ang. Certified Financial Planner) z trzydziestoletnią praktyką w branży. W publikacji opisuje, że kiedy zaczynał swoją karierę miał spotkanie z klientką, która miała 50 tys. USD na inwestycje. Po piętnastu minutach rozmowy z nim oświadczyła, że ma „całkowite zaufanie” do decyzji jakie on podejmie w stosunku do jej pieniędzy.

„Wow! Czy ona wiedziała, że byłem dosłownym neofitą jeżeli chodzi o inwestowanie i podjąłbym tę decyzję na podstawie bardzo ograniczonego doświadczenia? Nie i nie powiedziałem jej tego” – pisze Francavilla. I dodaje, że po namyśle umieścił jej środki w funduszu inwestycyjnym całkowitej stopy zwrotu (ang. total return fund) który miał długą historię stabilnych wyników. I obecnie, po trzydziestu latach praktyki w branży nie postąpiłby inaczej.

Ale mógł zaproponować jej cokolwiek innego i wówczas również klientka miałaby do niego „całkowite zaufanie”. Autor zauważa, że „zaufanie” klientki wynikało z tego, iż nie chciała ona wziąć odpowiedzialności za losy swoich pieniędzy. „Wolała zaufać, niż się uczyć. A więc oni ufają, bo tak jest łatwiej” – pisze Francavilla.

W innej części książki autor przytacza interesujące dane odnośnie rynku doradców finansowych w USA. Od 2005 r. do 2015 r. 7 proc. doradców zostało ukaranych dyscyplinarnie przez swoich pracodawców. A z tych, których zwolniono z pracy z tego powodu 44 proc. znajdywało pracę w innej firmie. Jeszcze bardziej alarmujące dane podaje Senior Financial Explotation Study, czyli analiza wykonana przez Certified Planner Board Standards w 2012 r. Wynika z niej, że 58 proc. doradców pominęły istotne fakty kiedy informowało klienta o produkcie a 19 proc. popełniło oszustwo.

Nic dziwnego, że z badania Edelman Trust Barometer z 2015 r. wynika, że doradcy finansowi należą do zawodów, którym się najbardziej nie ufa. Autor zdaje się odczuwać dyskomfort przytaczając te dane i w całej książce jak refren powtarza informacje, że „większość” doradców jest uczciwa.

Nie bardzo rozumiem jak godzi to twierdzenie z informacją, iż – jak sam podaje – 58 proc. doradców pomija istotne fakty przy sprzedaży produktów finansowych, co – w mojej ocenie – zakrawa na oszustwo. Frankovilla sam podaje przykład koleżanki, która razem z nim wchodziła do zawodu, niejakiej Moniki.

Kiedy w 1986 r. rozpoczynał pracę w firmie Legg Mason z siedzibą w Baltimore w stanie Maryland jego grupa „nowicjuszy” liczyła dwanaście osób. Większość z nich to były osoby w wieku 30-40 lat, bo polityka firmy była taka, by zatrudniać osoby które mają już doświadczenie zawodowe, zwykle w innych branżach. Wśród nowych doradców była nauczycielka szkolna, prawnik, czy sprzedawca instrumentów medycznych.

Autor wspomina, że w czasie szkoleń siedział w ławce z kobietą – ową Moniką, która zrobiła na nim bardzo dobre wrażenie i był pewien iż odniesie ona sukces w branży. Wszyscy ją lubili. Była urocza, pięknie mówiła, łatwo nawiązywała znajomości. I faktycznie miesiąc po miesiącu Monika była albo na czele pod względem aktywów pozyskanych przez nią klientów, albo bardzo blisko czołówki.

Kilka lat później Frankavilla dowiedział się, iż Monika opuszcza Legg Mason i zakłada własną firmę. Jak się później okazało by osiągnąć ten cel zwróciła się do swoich klientów oferując im „gwarantowaną” stopą zwrotu 30 proc. rocznie. Jedna z jej klientek, która skusiła się na tę ofertę była 67-letnia wdowa, która utrzymywała się z zysków z inwestycji ze zgromadzonego przez całe życie kapitału.

Monika zawsze miała bardzo dobry kontakt z tą klientką, porównując ją pieszczotliwie do własnej matki. Owa klientka dała Monice, doradczyni, której ufała 100 tys. USD. „Monika obiecała mi przyszłość. Teraz nic nie mam i to boli” – skomentowała ona później. Monika została skazana na piętnaście lat więzienia, z czego dwanaście musiała odsiedzieć. Jak to jednak możliwe, że tak łatwo wierzymy kiedy inny ludzie obiecują nam zadziwiająco wysokie stopy zwrotu?

Otóż problem tak naprawdę wynika z tego, co autor – jakby mimochodem – zauważył. Wiele osób nie chce wziąć odpowiedzialności za los własnych pieniędzy, bo tak jest wygodniej i łatwiej. Wiele osób uważa też, że nie ma na to czasu. Frankavilla podaje przykład słynnego piosenkarza Billy Joela, który stracił 90 mln USD. Jak to zrobił?

Otóż zaufał bratu żony, Frankowi Weberowi, ojcowi chrzestnemu swojej córki i powierzył mu zadanie być zarządzającym jego finansami. Weber nie tylko nadużył zaufania, ale zwyczajnie okradał piosenkarza wykorzystując rodzinne więzi go z nim łączące. Wystawiał podwójne rachunki za swoje usługi, pożyczał sobie pieniądze od muzyka bez jego zgody. Nawet fałszował sprawozdania dotyczące wyników inwestycji piosenkarza.

Ale w końcu Joel zaczął mieć wątpliwości i zatrudnił prawnika i firmę księgową, by sprawdziła co się dzieje z jego fortuną. Podobnie inny gwiazdor – Sting – stracił 9,8 mln USD, kiedy jego doradca finansowy, która zarządzał jego finansami przez piętnaście lat – Keith Moore – zdecydował się podkradać pieniądze muzyka by spłacić swoje długi. Sting stracił także sporo przez dyskusyjne inwestycje Moore`a.

Co ciekawe, Moore wcześniej raz ogłosił bankructwo i trzy razy przeprowadzono w stosunku do niego postępowanie dyscyplinarne po skargach klientów. Tak więc wygląda na to, że Sting „nie odrobił pracy domowej” i zlecił zarządzanie finansami człowiekowi, którego dokładnie nie sprawdził.

W publikacji autor stara się, by nauczyć czytelnika jak ma odróżnić dobrą inwestycję od złej i uczciwego doradcę od oszusta. Ale – w mojej ocenie – znacznie ciekawszą tezą jaką można wyczytać między wierszami (zapewne nie bezpośrednio dlatego, że kłóci się ona z interesem autora) jest taka, że nikt nie może polegać w pełni na doradcach finansowych.

Każdy rozsądny człowiek musi znaleźć przynajmniej tyle czasu, by nauczyć się tyle, by móc samodzielnie ocenić poziom ryzyka inwestycji i znać własną tolerancję na ryzyko. Ci którzy tego nie robią ryzykują, że trafią na ludzi, a jest takich pełno jak widać z przytoczonych przypadków, którzy będą próbowali ignorancję wykorzystać.

Natomiast książka Frankovilli nie jest pozycją wybitną. Poza paroma interesującymi wątkami zawiera mnóstwo mało ciekawego materiału jak choćby przypomnienie historii największych oszustów w historii (Madoff itp.) czy banalne, zdroworozsądkowe rady o tym jak unikać nieuczciwych ludzi. Podsumowując: książkę „The Madoffs Among Us” można sobie darować.

[Głosów:6    Średnia:4.5/5]

3 Komentarzy

  1. Marcin

    Zaufać doświadczonemu inwestorowi i go naśladować czy uczyć się samemu, tracić i liczyć się z tym, że tylko 30% osób zarabia na giełdzie?

    1. !Łukasz

      Pewnie te 30% to osoby, które poświęciły czas na naukę a nie szukanie dróg na skróty jak naśladowanie innych inwestorów czy kupowanie super strategii, których nie rozumieją…

      1. Dywidenda - Doradca

        Rozwiązanie dla osób nie mających czasu na spekulację lub handel na cenie akcji jest jedno – inwestowanie w dosłownym tego słowa znaczeniu. Duży inwestor kupuje spółki na lata, aby korzystać z dochodu przynoszonego z wypłat w gotówce dywidend. Cena akcji interesuje go na końcu mniej, bo jego zyskiem jest (suma dywidend plus końcowa cena akcji) minus cena zakupu.

        Zaś w kwestii słów zartykułu: Po piętnastu minutach rozmowy z autorem jego klientka oświadczyła, że ma „całkowite zaufanie” do decyzji jakie on podejmie w stosunku do jej 50 tys. USD.

        Niestety klient zwykle nie będzie inwestował, jeśli nie poczuje pewności. Powiesz zbyt wiele o ryzyku, to nie będziesz miał klienta. Ludzie raczej nie potrafią czuć się komfortowo z ciągłym przeświadczeniem, że ich pieniądze są wystawione na nieustające ryzyko dzień po dniu.
        Stąd ślepa wiara części "inwestorów", bo to jest ten etap po wyzbyciu się poczucia ryzyka oraz ekscytowanie się wizjami zysków niemal gwarantowanych.

Polityka Prywatności

Tralalala


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.