Czas to (nie) pieniądz, część 5

W finałowej odsłonie tego mini cyklu spróbuję wyjaśnić ostatnią tajemnicę tkwiącą w tezie:

„Inwestor doskonali swoje transakcje i zwiększa swój wskaźnik skuteczności, gdy przeprowadza je częściej”

Dla przypomnienia – jej autor, wpływowy profesor finansów Meir Statman, uznał ją na łamach Wall Street Journal za fałszywą. Uzasadnia to tym, że na giełdzie króluje niliniowość, a po drugiej stronie dowolnej transakcji siedzą zawsze profesjonaliści z lepszymi informacjami niż niemający w takim razie z nimi szans przeciętny inwestor czy trader. Na wiele sposobów i przytaczając argumenty próbowałem ten pogląd obalić.

A ilu Czytelników w tę tezę jednak uwierzyło? A kto nadal wierzy? I czy w świetle opinii profesora marnowanie czasu na trening inwestowania/tradingu ma sens?

Wiem, że głosy są podzielone. Spróbujmy się z tym zmierzyć, bo przecież bez rozwikłania tej zagadki rzeczywiście człowiek doznaje mocnego dysonansu.

Zacznijmy od najgorszego: profesor w pewnej części, podkreślę- w pewnej części, ma rację. Tylko ją bardzo niefortunnie sformułował, spoglądając z bardzo wąskiej perspektywy. Fakt, że teza padła w quizie, jest być może małym rozgrzeszeniem, normalnie od naukowca trzeba by wymagać czegoś więcej – dowodów, statystyk, badań itd.

Ale do sedna. Otóż ani czas spędzony na doskonaleniu swojego warsztatu, wiedzy, kompetencji, metod, strategii w realnych transakcjach, ani ich ilość/częstotliwość NIE GWARANTUJĄ wcale wymiernego sukcesu, ale MOGĄ w określonych warunkach do niego prowadzić. Aby zyskownie z czasem inwestować/tradować muszą być spełnione pewne założenia, których wymienienie i opisanie zabiera książkę. Z konieczności ograniczę się do absolutnego minimum.

Bardzo popularna i często cytowana książka „Błysk!” Malcolma Gladwella parametryzuje dość dokładnie czasowy wysiłek dochodzenia do mistrzostwa: minimum 10 000 godzin praktyki. Ten przedział czasowy ekstrapoluje się na inwestowanie, niestety czasem zbyt pochopnie. Nie o czas bowiem tu chodzi, ale o jakość jego spędzenia na doskonaleniu!!!. Sam poświęciłem wielokrotność owego minimum na naukę tradingu, a mam nadal świadomość niedostatków tu i ówdzie. Ale dziś wiem przynajmniej co i dlaczego (tzw. świadoma kompetencja).

Owe 10 000 godzin wystarczy prawdopodobnie na dojście do wprawy np. w grze w bilard, wymagającą wykształcenia przede wszystkim manualnych zdolności. Człowiek tworzy wówczas pamięć motoryczną, wyrabia swoją intuicję przestrzeni i uderzeń, doskonali automatyczne liczenie kątów odbicia, dopracowuje pewność ruchów kijem. Potem podczas kolejnej rozgrywki w głowie układa już tylko strategie samej gry, nie myśląc o wykonaniu pojedynczych odbić, te bowiem wychodzą już coraz lepiej w trybie automatycznym. Do tego wszystkiego wystarczą naturalne ludzkie predyspozycje, podpatrywanie lepszych, metoda prób i błędów, podpowiedzi, czasem przeczytanie czegoś w poradniku. Piszę to jako zapalony od lat praktyk.

Niestety tak łatwo nie dzieje się to jak wiadomo na giełdzie. Nie mamy ku tradingowi naturalnych, biologicznych predyspozycji, a wręcz przeciwnie – uciekamy od ryzyka, strat, braku racji, nietrafionych prognoz, dekoniunktury, obsunięć i przy tym zabijają nas jeszcze emocje. Podpatrywanie czy czytanie ma znacząco ograniczone wartości, ponieważ wiedza jest bardzo rozproszona, wielowątkowa w sferze analitycznej, nieprecyzyjna i nie zawsze sprawdzona, a na to wszystko nakłada się losowość i niestacjonarność rynków.

Szczęśliwcy dostają gotowe zestawy strategii i pracy nad sobą od mentorów, reszta nie ma innej drogi jak metoda prób i błędów. Jej celem powinno być znalezienie własnego sposobu na UZYSKANIE PRZEWAGI, na którą składa się nie tylko metoda decyzyjna o wejściu na rynek, ale także zarządzanie stopami, ryzykiem, kapitałem, wielkością pozycji. To jest bardzo trudne, ale możliwe.

Edisonowi tysiąc razy się nie udawało, zanim wreszcie wymyślił żarówkę. Na pytanie o niepowodzenia odpowiadał, że znalazł 1000 sposobów tego, co nie działa. Identycznie jest z tradingiem, tylko nie każdy to wie, nie każdy ma cierpliwość, czas czy motywację, potrafi wyciągać z błędów prawidłowe wnioski zamiast je powtarzać, poszukiwać systematycznie nowych sposobów, znać swoje cele, słabości i silne punkty, umie pracować nad emocjami.

Co gorsza, przewagę można pomylić z losowością i szczęśliwym trafem. Tyle elementów musi się zgrać i na to trzeba naprawdę dużo czasu, prób, powtórzeń, wniosków. Jałowe transakcje tylko dla samych transakcji wcale lub rzadko prowadzą do wymiernego sukcesu.

Mało tego – przewaga nie zawsze jest replikowalna. To co jednemu działa, dla innego może stanowić problem w implementacji na własny użytek. Dotyczy to przede wszystkim metod w jakimś stopniu subiektywnych, trudnych do sparametryzowania, opartych o intuicję i ocenę. Ale nawet w pełni obiektywne metody mogą stanowić problem, jeśli przeszkodą w ich systematycznej realizacji stają się emocjonalne słabości samego tradera.

A więc to nie sam czas spędzony na doskonaleniu ani ilość powtórzeń, ale JAKOŚĆ PRÓB i wyciągane z nich systematycznie wnioski mogą skończyć się pożądanym rezultatem. A do tego dopiero może czasem zadziała przypadek, jednemu się uda bowiem już po 150 próbach, innemu nie wyjdzie i po 1000. Zakładam, że można te proporcje i jakość zmierzyć statystykami uzyskanymi od przegranych i wygranych. Gdyby decydował sam czas i ilość prób, po świecie chodziłoby mniej rozczarowanych byłych traderów.

Świetnie niegdyś podsumował to wspólnik Buffetta – Charlie Munger:

“The harder you work, the more confidence you get. But you may be working hard on something that is false.”

(„Im ciężej pracujesz, tym więcej zaufania nabierasz. Ale możesz ciężko pracować nad czymś co jest fałszywe.”)

Wielu traderów pomyślnie przechodzi tę „ścieżkę zdrowia” dowodząc, że wysiłek włożony w wielokrotnie powtarzany trening może popłacać. Ale ta ewolucja i adaptacja nie są funkcją tylko częstych transakcji lecz świadomej, efektywnej, skoncentrowanej, opartej na celach praktyce, która zresztą nosi specjalną nazwę: „deliberate practice”, czyli „przemyślana praktyka”, do której nieodwołanie trzeba dołączyć swój rodzaj systematycznej przewagi nad rynkiem. Tego ostatniego być może nawet brakuje częściej.

Na koniec jeszcze chwilę o słowie „częściej” jakie pojawia się we wstępnej tezie profesora Statmana o dokonywanych transakcjach. Sam miałem wątpliwość, czy chodzi o większą częstotliwość czy większą ich ilość, to kolejne nieprecyzyjne określenie, które może mieć znaczenie w pewnych okolicznościach jak wskazywał we wcześniejszych komentarzach pod wpisami „Pit”.

W zasadzie nie ma to aż takiego znaczenia w kontekście całego procesu treningu opisanego wyżej. Większa ilość produktywnych powtórzeń prowadzi oczywiście do szybszej ścieżki uczenia, wnioskowania i gromadzenia cennych doświadczeń, a najlepiej jeśli doprowadzi do odkrycia własnej przewagi. Nie zawsze jednak czasowo jest to możliwe.

Jeśli ktoś przyjmuje szerokie okna czasowe, gdzie jedna transakcja może trwać miesiącami czy latami, częstotliwość powtórzeń w czasie rzeczywistym jest znacząco ograniczona. Trzeba by wówczas sięgnąć może do praktyki na większej ilości rynków, większej ilości instrumentów czy papierów wartościowych.

Zmienia się to jednak odrobinę, gdy w grę zaczyna wchodzić już nie trening, a normalny, świadomy trading z wykorzystaniem własnej, ugruntowanej przewagi. Ta ostatnia ma swoje ograniczenia, działa tylko w określonych ramach czasowych i z towarzyszeniem określonych metod zarządzania ryzykiem i pozycją. Nie da się tego przyspieszyć bez złamania reguł, co może prowadzić do potencjalnie niekorzystnych konsekwencji. Można jednak zwiększyć ilość dokonywanych transakcji przez dodanie innych rynków do portfela, czego skutki opisuje tzw. fundamentalne równanie tradingu, przedstawiane przeze mnie kilka lat temu w tym wpisie:

https://blogi.bossa.pl/2012/08/01/fundamentalne-rownanie-tradingu/

Nie odnalezienie własnej przewagi nie oznacza jednak wcale konieczności rezygnacji z giełdy! Istnieje wiele pasywnych i niemniej ekscytujących sposobów inwestowania: od indeksowania rynku (kupna instrumentu naśladującego indeks giełdowy) z rebalansowaniem, po wszelkie metody „alokacji aktywów”, opartych o kombinacje instrumentów o różnym ryzyku i różnej korelacji. W ten sposób można pobić wynikami również profesjonalnych inwestorów aktywnych (np. w funduszach).

—kat—-

[Głosów:9    Średnia:4.8/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *

Klauzula informacyjna

Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Dom Maklerski Banku Ochrony Środowiska S.A. („My” lub „DM BOŚ”) z siedzibą w Warszawie (ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa). Będziemy przetwarzać, Pani/Pana dane na potrzeby udzielenia odpowiedzi na Pani/Pana zapytanie, możliwości skorzystania z usługi oferowanej przez DM BOŚ, a także realizacji naszych prawnie uzasadnionych interesów, tj. rozpatrywania skarg oraz obrony przed roszczeniami. Ma Pani/Pan prawo dostępu do danych, żądania ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania i przenoszenia. W dowolnym momencie może Pani/Pan także wnieść sprzeciw, z przyczyn związanych z Pani/Pana szczególną sytuacją, wobec przetwarzania Pani/Pana danych dla realizacji prawnie uzasadnionych interesów DM BOŚ. Może się Pani/Pan z nami skontaktować wysyłając e-mail na adres: makler@bossa.pl lub list na adres: ul. Marszałkowska 78/80, 00-517 Warszawa, dzwoniąc na infolinię pod numer + 48 225043104 lub odwiedzając jedną z naszych placówek (lista dostępna pod http://bossa.pl/dmbos/oddzialy/). Może Pani/Pan skontaktować z Inspektorem Ochrony Danych m.in. korzystając z e-mail: iod@bossa.pl lub listownie na nasz adres. Więcej informacji o przetwarzaniu Pani/Pana danych, czasie przechowywania, prawach i sposobach kontaktu znajduje się w naszej Polityce Prywatności.