Plastikowe misie i werbalny hedging

Pod koniec października Financial Times napisał o interesującym fenomenie: znanych inwestorach manifestujących w mediach pesymistyczne, nawet katastroficzne nastawienie a inwestujących w sposób nieodbiegający od typowej strategii inwestycyjnego segmentu, w którym działają.

Miles Johnson napisał: Na rynku roi się od plastikowych misiów. Są nimi znani inwestorzy albo firmy zarządzające funduszami, które często ostrzegają – w wystąpieniach medialnych czy raportach analitycznych – przed bańkami spekulacyjnymi na różnych rynkach a jednocześnie inwestują dużą część portfela w aktywa, do których publicznie manifestują wyraźną niechęć. Niewielka część plastikowych misiów ma krótkie pozycje albo dużą część aktywów w gotówce.

Johnson podkreśla, że powyższa strategia marketingowa oferuje spore korzyści przy bardzo niewielkim zagrożeniu. Jeśli katastrofa nie nadejdzie to medialnym plastikowym misiom nic złego się nie stanie. Ich klienci będą zadowoleni bo ich fundusze inwestujące zgodnie z inwestycyjnym tłumem przyniosą klientom zyski w czasie przedłużającej się hossy. Odbiorcy mediów finansowych wykażą natomiast zrozumienie dla nietrafionych katastroficznych prognoz. W przypadku wystąpienia krachu lub silnej korekty wyniki ich funduszy będą słabe ale nie będą odbiegać od wyników innych funduszy. Oni natomiast z dnia na dzień staną się geniuszami, którzy przewidzieli krach co przyciągnie nowych klientów do ich funduszy.

Dziennikarz FT zwraca uwagę, że jedynymi ofiarami tego werbalnego hedgingu mogą być ci odbiorcy mediów finansowych, którzy potraktują ostrzeżenia plastikowych misiów poważnie i przedwcześnie wyjdą z rynku albo będą aktywnie reagować na każde pojawiające się ostrzeżenia i popsują swoje wyniki inwestycyjne hiperaktywnym handlem.

Strategia marketingowa, którą opisał Johnson jest skuteczna bo nawet bezrefleksyjny pesymizm wielu ludzi utożsamia z wnikliwą analizą, samodzielną myślenia i intelektualną odwagą. Wynika to po części ze struktury emocjonalno-intelektualnej ludzi: zwracamy baczniejszą uwagę na ostrzeżenia. Drugą przyczyną jest trwałe, optymistyczne skrzywienie sektora finansowego, dla którego rynkowy pesymizm jest przeciwwagą.

Zwróciłem uwagę na tekst Johnsona bo stanowi dobre wprowadzenie do tematu, który chciałbym poruszyć: publicznego mówienia o swoich pozycjach inwestycyjnych. Wzrost popularności mediów społecznościowych sprawił, że właśnie tam przeniosły się dyskusje indywidualnych inwestorów. Część z nich regularnie omawia swoje pozycje inwestycyjne.

Od samego początku obecności na rynku akcyjnym unikałem takiej postawy. Uznałem, że mówienie innym ludziom o moich konkretnych pozycjach inwestycyjnych stworzy dodatkową presję emocjonalną w przypadku gdy rynkowy trend obróci się przeciwko nim. Poza typową presją związaną ze znajdującą się pod wodą pozycją w portfelu pojawi się swego rodzaju presja wizerunkowa. Zakładam, że część ludzi niekomfortowo czuje się ze świadomością, że inni wiedzą, że mają w portfelu stratną i powiększającą stratę pozycję.

Taka presja może skutkować dwoma przeciwstawnymi postawami: albo szybkim ucinaniem straty (by pozbyć się presji) albo trwaniem przy spadającej pozycji (by uniknąć publicznego przyznania się do błędu). Naturalnie siła wspomnianej presji emocjonalnej i rodzaj jej konsekwencji zależą od emocjonalnej konstrukcji każdego inwestora. Dlatego nie mam nawet zamiaru ostrzegać przed publicznym dyskutowaniem swoich decyzji inwestycyjnych. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na potencjalne konsekwencje takich działań i zachęcić do zastanowienia się czy będą korzystne czy niekorzystne dla wyników inwestycyjnych.

Przyznam szczerze, że gdy myślałem o publicznym dyskutowaniu własnych pozycji inwestycyjnych to optymalną postawą zawsze wydawał się mi werbalny hedging czyli dokładnie to co robią opisane przez Johnsona plastikowe misie. Nie mam jednak wątpliwości, że taka postawa jest intelektualnie nieuczciwa. Być może fakt, że o werbalnym hedgingu napisał Financial Times powinien skłonić do refleksji, że jest to postawa popularna. To z kolei powinno skłonić inwestorów do sceptycznego podchodzenia do tego co znani i cenieni inwestorzy mówią w wywiadach i na konferencyjnych wystąpieniach.

Johnson skupił się na zagrożeniu związanym z hiperaktywnym handlem pod wpływem każdej docierającej do inwestora opinii o ryzyku makroekonomicznym czy politycznym. Pominął natomiast inny problem związany z interpretowaniem prezentowanych w mediach rynkowych opinii. Otóż bez dokładnej znajomości strategii inwestycyjnej znanego zarządzającego oglądający jego wywiad w TV inwestorzy nie wiedzą jakie przełożenie na decyzje inwestycyjne ma jego opinia rynkowa. Wyobraźmy sobie, że zarządzający o statusie guru dzieli się w TV opinią, że rynek akcyjny jest skrajnie przewartościowany i jego zdaniem czego go korekta. Taka opinia może oznaczać bardzo szeroki wachlarz konkretnych decyzji inwestycyjnych. Może oznaczać zajęcie krótkiej pozycji netto albo całkowite wyjście z rynku i trzymanie 100% aktywów w gotówce. Może oznaczać rebalansowanie portfela: na przykład od akcji do obligacji albo zabezpieczenie części pozycji akcyjnych na rynku kontraktów albo opcji. Może nawet oznaczać zwiększenie ekspozycji na defensywne spółki.

Wybrałem opinię jednoznacznie odnoszącą się do wyceny konkretnego rynku. Wielu inwestorów próbuje reagować na dużo mniej konkretne opinie – odnoszące się do cyklu koniunkturalnego w gospodarce globalnej albo istotnych zagrożeń geopolitycznych. Przełożenie tych opinii na konkretne decyzje inwestycyjne zgodnie z intencją autora tych opinii jest jednak poza zasięgiem zwykłych inwestorów.

[Głosów:15    Średnia:4.7/5]

4 Komentarzy

  1. deli deli

    Misie i gumisie trzymają w łapkach kluczyk do nakręcania.
    Cóż to oznacza?
    Impulsy Natury stają się mniej wyraziste. Następuje globalne uśrednianie, mieszanie zielonego z czerwonym.Bunt znanych inwestorów będzie się nasilał. Inwestowanie będzie miało więcej wspølnego z lokowaniem.Świadomość rosnących kosztów inwestowania zniechęci ludzi giełdy.Giełda będzie zachowywać się cichutko i poprawnie, nudna jak w detalu banku.
    Armia misiów doczeka czarnego poniedziałku z powodu jej grzechu pierworodnego – nie rozumie jednoznacznego, gromowładnego, zarazem urodzajnego oblicza rynku.
    Nie wspomnę jak oglądany proces ingeruje w Naturę. Osłabia morale a co za tym idzie nasze zdrowie; siły witalne, wrodzony, genetyczny optymizm.

  2. Robert

    To znakomity zwyczaj – nigdy nie ujawniać swoich pozycji , a nawet opinii na temat rynku. Nawet z Żoną na ten temat nie rozmawiam – raz żeby nie zapeszyć , dwa – żeby się nie chwalić , kiedy coś się uda .

    1. pit

      A przede wszystkim gdy sie nie uda…

      źeby nie sprowadzała Cie tym do parteru bedąc w złym humorze przez następne 100 lat szczęśliwego pożycia 🙂

  3. Deo Gratias

    Ciekawe podejście. Pieniądze lubią ciszę albo dezinformację 🙂

    P.S. Za trudne działania dajecie w CAPTCHA. W 50% przypadków źle zgaduję 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *