Powoli zbliżamy się do finałowych tygodni roku. W przyszłym tygodniu wejdziemy w listopad i na radarze inwestorów zacznie pojawiać się okres, w którym giełdy rozgrzewają się tradycyjnym oczekiwaniem na tzw. Rajd Świętego Mikołaja. Tymczasem DJIA zaczyna spoglądać w stronę 25000 pkt. Dobry moment, żeby spojrzeć na zwyżkę przez pryzmat możliwości spotkania z psychologiczną barierą.

Zacznijmy jednak od przypomnienia notki blogowej z lutego, w której pytaliśmy o 25000 pkt. w kontekście potencjalnej recesji. Uważni czytelnicy odnotują, iż notka pojawiła się po przekroczeniu przed DJIA 20000 pkt. i zawierała wyliczenie, iż rynek amerykańskich blue chipów potrzebuje tylko trzech lat wzrostów po 8 procent, by spotkać się z psychologicznym oporem na 25000 pkt. Cóż, po wczorajszej sesji – zamknięcie w rejonie 23330 pkt. – do 25000 pkt. brakuje niewiele więcej niż 7 procent, więc zgrubnie licząc 2/3 drogi zostało wykonane w 9 miesięcy. W istocie od 20000 pkt. DJIA zyskał już 16,5 procent w 9 miesięcy. Nie wiem, czy na rynku jest osoba, która patrząc na momentum i rozpęd byków odważy się powiedzieć „nie ma szans”.

W istocie szanse byków rosną. Wprawdzie uderzenia korekcyjne zawsze zaskakują, ale spokojnie patrząc Wall Street znalazła się w całkiem dobrym położeniu. Wyceny są wysokie, ale oczekiwania wobec dalszych wzrostów niskie. Wszyscy mówią o przesadzonych wzrostach, ale jak tylko pojawia się zarys korekty, to kapitał rzuca się na rynek w pogoni za kawałkiem przeceny. Sezon publikacji wyników miał być słaby, ale nisko postawiona poprzeczka oczekiwań powoduje, iż mierzony skalą pozytywnych zaskoczeń ze strony spółek, jest lepszy od średniej historycznej. Wreszcie nadzieje na zmiany w podatkach, których prawdopodobieństwo jest ciągle niskie, są zmienną, która pozwala myśleć o kolejnym impulsie wzrostowym.

Najważniejszym elementem pozostaje jednak kondycja gospodarki. Modele, które czasami pojawiały się w naszych notkach blogowych, właściwie dają zerowe szanse zaistnienia recesji w kolejnych 12 miesiącach. Poniższy wykres prezentuje szacowane przez Fed z St. Louis prawdopodobieństwo recesji. Wskaźnik opierający się na danych historycznych, który w czasie recesji sięga poziomu 100, szoruje dziś na poziomie 0,18. Oczywiście model ma to do siebie, iż wartość wskaźnika szybko rośnie, kiedy pojawia się zadyszka w gospodarce i naprawdę wartość prognostyczna jest krótkoterminowa. Niemniej zbudowany jest w oparciu o takie wskaźniki, jak non-farm payrolls, produkcję przemysłową czy przychody konsumentów, w których dziś nie widać zadyszki.

(źródło: FRED, Federal Reserve Bank of St. Louis)

Kolejnym wskaźnikiem jest popularyzowany już na blogach wskaźnik GDPNow przygotowany przez Fed z Atlanty. Prezentowany przez poniższy wykres wskaźnik czeka spotkanie z comiesięcznym raportem z rynku pracy w USA, który będzie ważny z racji zaburzenia ostatnich danych przez sezon huraganów, ale nawet dziś lokuje się na poziomie 2,7 procent, co oznacza, iż GDPNow szacuje punktowo dynamikę gospodarki amerykańskiej na 2,7 procent. Potrzeba naprawdę mocnego zwrotu lub jakiegoś czarnego łabędzia, by amerykańska gospodarka zamieniła wzrost gospodarczy z 2,7 procent na dwa kwartały spowolnienia. W zarysowanym układzie rynkowe pytanie czy DJIA spotka się z 25000 pkt. zaczyna zamienić w pytanie, kiedy do takiego spotkania dojdzie.

(źródło: Federal Reserve Bank od Atlanta)

[Głosów:7    Średnia:3.7/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *