Ostatni notka w serii akcji promującej inwestowanie w fundusze. Po spojrzeniu na cele, czas i błyskotki rzut oka na narzędzia uwrażliwiające na ryzyko.

W poprzedniej postawiłem tezę, iż wejście na rynek funduszy odbywa się głównie przez pryzmat marzeń o procencie. Zwyczajnie procenty przemawiają do wyobraźni najmocniej. Każdy w życiu trafia na jakieś procenty, choć nie wszyscy potrafią czytać między wierszami i liczyć. Postawię kolejną tezę, iż większość szukających swojej szansy na rynku funduszy zauważa wysokie zyski w procentach, a biorąc kredyt widzą głównie niski procent z reklamy. W przypadku kredytu wszyscy powinni patrzeć na inne zmienne w umowie kredytowej (odsetki, prowizje, ubezpieczenie), żeby realnie ocenić, ile będzie kosztowała przyjemność życia w świecie „I want it now!”. Kredytodawca schowa prawdę w miesięcznej miniratce, mikroratce, nanoratce lub zeroratce, żebyś uległ pokusie „nie odkładania życia na później”. Zadaniem w trakcie brania kredytu jest szukanie informacji, których nie widzisz.

W przypadku inwestowania zasada jest podobna. Małe ryzyko z zasady przynosi małe zyski, a duże zyski wiążą się z dużym ryzykiem. Kiedy widzisz duże zyski zawsze szukaj skali ryzyka. Nawet, jeśli udałoby się znaleźć w gronie ludzi, którzy przy małym ryzyku zarobili dużo, to powinieneś zakładać, że miałeś szczęście, a nie okazałeś się geniuszem finansów. Gdyby taki model był powtarzalny, to X od 20 lat nie siedziałby przed notowaniami, Y nie otwierałby biznesu, a Z nie tolerowałby absurdów życia na etacie. Wszyscy mieszkalibyśmy we Włoszech czy Hiszpanii i śmigalibyśmy na karbonowych kolarkach po Alpach czy Pirenejach czekając aż siła procentu składanego i  wielki procentowo zysk bez ryzyka połączą się w oceanie bogactwa. Tymczasem jesteśmy skazani na ryzykowanie w poszukiwaniu zysku.

Ocen ryzyka inwestowania w fundusze jest wiele. Jeden klucz nie otwiera tego zamka. Każde mają wady i zalety. Jedne będą dawały sprzeczne wskazania wobec drugich. Dlatego serwisy takie, jak bossafund analizują poszczególne fundusze różnymi wskaźnikami. Jeśli jesteś początkującym, to masz szansę zgubić się w tym całym szumie. Na starcie polecam skupić się na dwóch wskaźnikach. Pierwszym jest wskaźnik Sharpe’a. Powszechnie używana zmienna w ocenie funduszy dorobiła się masy literatury, która analizuje wady i zalety, ale stale pozwala szybko ocenić, czy dany fundusz jest dla nas. Wskaźnik Sharpe’a mówi bowiem, jak kształtuje się zmienność wobec stopy zwrotu, a więc tego błyszczącego zysku, który przyciągnął wzrok. Oczywiście nie chodzi o to, żeby trzymać zasady, iż interesują nas tylko fundusze o założonym poziomie wskaźnika.

Specjalistom moje podejście do wskaźnika Sharpe’a może wydać się uproszczeniem, ale na starcie trzymaj się prostej zasady w interpretacji wskaźnika – im wyższa wartość, tym większa nagroda za podjęte ryzyko. Stawiając kropkę nad i – jeśli jesteś początkującym i nie rozumiesz, czym jest ryzyko związane ze zmiennością lepiej, żebyś znał wskaźnik Sharpe’a. Przyjdzie czas na szukanie swojej szansy przy innym podejściu, gdy zrozumiesz inne wskaźniki. Generalnie fundusze z wyższym wskaźnikiem Sharpe’a oferują większą premię przy mniejszym ryzyku, ale nie zawsze chodzi o minimalizowanie ryzyka, bo jak nie ryzykujesz, to nie zarabiasz lub – co gorsze – nieświadomie tracisz. Czasami chcesz zaakceptować ryzyko lub zwyczajnie musisz je zaakceptować. Ważne jest, żebyś spojrzał na wskaźnik Sharpe’a i wiedział, że niska wartość może wiązać się z wyższym ryzykiem, które akceptujesz lub nie.

Jeśli masz problem ze zrozumiem, jak kształtuje się wskaźnik Sharpe’a możesz skupić się na graficznym wskaźniku, który musi pojawić się w każdej karcie funduszu. Minęły czasy, w których inwestujący w fundusze dzielili się na tych, którzy byli w stanie wydobyć z prospektu najważniejsze dane i tacy, którzy nie rozumiejąc słowa z finansowego żargonu rzucali się w inwestycje bez choćby obrazowego rozumienia tego, co kupują. Dziś każdy fundusz ma przymus publikowania tzw. KIID (skrót od Key Investor Information Document, który w Polsce nazywamy Kartą z Kluczowymi Informacjami dla Inwestorów). KIID jest syntetycznym opisem funduszu sprowadzonym do dwóch stron (przykład). Każda KIID zawiera w sobie graficzne przedstawienie profilu ryzyka i zysku na 7-stopniowej skali.

Skala jest obrazowym przedstawieniem wskaźnika SRRI (Synthetic Risk and Reward Indicator, który w Polsce nazywamy Syntetycznym Wskaźnikiem Ryzyka). Wskaźnik – jak każda synteza ma coś w ogonie – ale jeśli nie rozumiesz relacji pomiędzy ryzykiem i zmiennością, to graficzne przedstawienie SRRI pozwoli na sekundową ocenę tego, czy dany fundusz jakoś koreluje z twoim wyobrażeniem przyszłej inwestycji. Dwie zmienne, stopa zwrotu z inwestycji, która przyciągnęła twoją uwagę połączona z graficzną prezentacją SRRI, szybko pozwolą odpowiedzieć na pytanie, czy dany fundusz jest dla ciebie. Czy zgadzasz się na większe ryzyko i potencjalnie większą stopę zwrotu, czy minimalizujesz ryzyko godząc się na niższe zyski? Inaczej mówiąc, kiedy zainteresujesz się jakimś funduszem zawsze znajdź chwilę na przeczytanie KIID i spójrz na SRRI. Jeśli nawet nie wszystko będzie czytelne, to jest szansa, że zapamiętasz poziom ryzyka w siedmiostopniowej skali i zminimalizujesz zaskoczenie, jakie wiąże się z oczekiwaniem na zysk.

[Głosów:5    Średnia:5/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *