Krótkie za, przeciw i dlaczego wobec moich ostatnich lektur związanych z inwestowaniem.

Nazywam je nadobowiązkowymi ponieważ tym razem przeznaczone są raczej dla pasjonatów w poszczególnych dziedzinach, a poza tym jeszcze chyba nie wydano ich po polsku.

1.

Michael Lewis

„The Undoing Project: A Friendship That Changed Our Minds”

Lewis to marka, od pierwszej swej książki autor przebojów, z których część widzieliśmy również na ekranie – „Big short” czy „Moneyball”. Jeśli wierzyć mu na słowo to tę ostatnią pisał nie wiedząc nic o nobliście Danielu Kahnemanie i jego podwalinach położonych pod ekonomię/finanse behawioralne, z których co nieco czerpał sam Lewis właśnie w „Moneyball”. Nieważne, czy to tylko kokieteria, „The undoing Project” świetnie oddaje w interesującej narracji biografie zawodowe Kahnemana oraz jego przyjaciela Amosa Tverskiego, którzy w wyniku niezliczonych dyskusji i empirycznych obserwacji wywiedli szereg błędów ludzkiego myślenia. Tversky nie dożył przyznania najwyższego honoru, tę wzruszającą historię też dostajemy w książce, a ja dodam, że to on wydał mi się bardziej fascynującą postacią.

Szczegółowych opisów błędów poznawczych nie ma tam na tyle, by zanudzać przeciętnego czytelnika, są jednak one w przyjaznej formie podane, a przy tym bardziej zrozumiałe, ponieważ osadzone w fabule i życiorysach naukowców. To jednak przede wszystkim hołd złożony im obu, poznajemy bowiem przede wszystkim tragiczne i fascynujące zarazem biografie obu bohaterów, ich trudną przyjaźń i ścieżki działania lotnych, a przez to fascynujących umysłów. A także psychologiczne rysy dwóch zupełnie odmiennych postaci i ich intelektualnych zmagań, które zmieniły świat. Lewis ponownie stanął na wysokości zadania.

2.

Ed Thorp

“A Man for All Markets: From Las Vegas to Wall Street, How I Beat the Dealer and the Market”

Legenda hazardu i inwestowania we własnej, świetnie podanej, przebogatej w wynalazki biografii. Pasjonujące są jego przygody z wynalezieniem skutecznego systemu gry w Black Jacka (wykorzystano go w filmie „21”) oraz pierwszego przenośnego komputera do wygrywania w ruletkę, a także perypetie w kasynach z tym związane. Inspirująca jest jego ścieżka giełdowej kariery, która w całości opierała się na wykorzystywaniu nieefektywnej wyceny powiązanych instrumentów, dzięki której został milionerem, nawet po tym gdy zniszczono jego firmę. Do tego dostajemy kilkanaście rad inwestycyjnych. Równanie Blacka- Scholsa było jak się okazuje zapożyczeniem z jego twórczości.

Komuś, kto wcześniej czytał jego podręczniki do tych systemów gry, czyli kultowe “Beat the  dealer” i „Beat the market”, może wszystko wydawać się już znajome, ale mimo wszystko przyjemnie się czyta.

3.

Benoit Mandelbrot

“The (Mis)behavior of Markets: A Fractal View of Financial Turbulence”

Nigdy nie mogłem się przekonać do użyteczności fraktali dla analizy kursów giełdowych. Zaciekawił mnie za to sam Mandelbrot, dzięki wielu wzmiankom w książkach N. Taleba. Ta na poły autobiograficzna książka zaskakująco przystępnie wyjaśnia zarówno samą ideę fraktali, jak genezę ich odkrywania przez autora. Do tego ta pełna geometrii i wykresów narracja nie zawiera przy tym objaśnianiu żadnych równań, których pełne są naukowe prace Mandelbrota, i to wielki plus. Mały minus za pewien ważny brak: nie dostajemy żadnych wyjaśnień tego, jak używać owych fraktali praktycznie w skutecznym inwestowaniu. Mandelbrot wspomina, że jego uczniowie to potrafią, szkoda, że nie zmieściło się to w tej lekturze.

4.

Jason Apollo Voss

“The Intuitive Investor: A Radical Guide for Manifesting Wealth”

To chyba największy zawód wśród wszystkich podręczników inwestowania jakie w życiu czytałem, a było tego sporo. A może miałem zbyt wysokie oczekiwania po wielokrotnej lekturze jego całkiem dobrego bloga? Spodziewałem się bogatej w praktyczne i teoretyczne informacje książki wprowadzającej pod każdym aspektem w bardzo trudny i jednocześnie niesłychanie ważny temat intuicji w giełdowym inwestowaniu. Dostajemy jednak coś w rodzaju ciągnącej się jak makaron papki w modnym ostatnio motywacyjnym sosie, o nie stawianiu sobie barier, treningu prawej i lewej strony mózgu oraz innych tego typu odkryciach, które do mnie już nie trafiają. Z bólem i rosnącym zdegustowaniem przewracałem strony do końca, ale może po prostu to nie ja byłem docelowym „targetem” czytelniczym? Nie wierzę już w bajki o tym, że aby stać się dobrym zarządzającym trzeba przede wszystkim ubierać się i zachowywać jak oni. Najgorsze jednak merytorycznie było ustawiczne mylenie losowości i szczęśliwego losu z umiejętnościami. Lepiej poczytać jego blog.

—kat–

[Głosów:10    Średnia:4.6/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *