Wykres dnia: to nie powtórka z roku 2000

W maju zwróciłem uwagę na kontrowersyjną opinię Marca Andreessena, współzałożyciela firmy venture capital Andreessen Horowitz, który stwierdził, że jeśli w ostatnich 15 latach rynek błędnie wyceniał sektor technologiczny to błąd polegał na niedoszacowywaniu tego sektora a nie na zbyt optymistycznych wycenach.

Od kilku lat rynkowe wyceny sektora technologicznego są przedmiotem zażartych sporów. Dyskusje na ten temat toczyły się także na Blogach Bossy. Wielu obserwatorów przekonuje o istnieniu spekulacyjnego bąbla i przypomina o bańce technologicznej z przełomu stuleci. Przeciwnicy tego poglądu zwracają uwagę, że dostępne wskaźniki rynkowe nie wydają się potwierdzać opinii o rażących przewartościowaniu tego segmentu.

W lipcu znalazłem interesujące zestawienie wskaźników cena/zysk (uwzględniających prognozowane na najbliższy rok zyski) segmentu technologicznego indeksu S&P500 i całego indeksu S&P 500. Wykres pokazuje także różnicę pomiędzy tymi wskaźnikami a więc pokazuje czy segment technologiczny wyceniany jest z premią czy dyskontem do szerokiego rynku:

Za Callum Thomas

Myślę, że nawet najbardziej pesymistycznie nastawionemu inwestorowi trudno będzie dostrzec na tym wykresie oznaki bańki spekulacyjnej w sektorze technologicznym. Porównywanie obecnej sytuacji do bańki dotcomów wymaga moim zdaniem rozwiniętej wyobraźni.

Skąd się więc bierze popularność skrajnie sceptycznego nastawienia wobec cen akcji spółek technologicznych? Pozwolę sobie wymienić kilka powodów. Po pierwsze, cały amerykański rynek akcyjny jest bardzo optymistycznie wyceniany, przynajmniej względem historycznych wartości wskaźników. Robert Shiller zauważył, że jego wskaźnik CAPE znajduje się na poziomach notowanych jedynie w roku 1929 i 2000. Być może mówienie o “powtórce bańki dotcomów” ma uatrakcyjnić generalny argument o niebezpiecznie wysokich wycenach na rynku. Po drugie, popularność sektora technologicznego, która wykracza poza świat technologii i finansów, dostarcza mnóstwo anegdot, które mogą być traktowane jako oznaki bańki technologicznej. Taką anegdotyczną przesłanką może być słabe zachowanie niedawnych debiutantów z sektora technologicznego  – takich jak Snap, przykłady patologicznych praktyk biznesowych i oszustw – takie jak Uber czy Theranos czy przykłady kompletnie nietrafionych idei biznesowych, których twórcy nie mieli żadnych problemów ze zdobyciem finansowania – takie jak Juicero albo Yo.

W moim przekonaniu nawet bardzo doświadczeni inwestorzy niedoceniają siłę anegdot w determinowaniu rynkowego nastawienia i łatwości z jaką z ich pomocą można niezwykle przekonywująco argumentować rynkowe opinie. Myślę, że inwestorzy mają także skłonność do niedoceniania roli, którą ważne wydarzenia historyczne pełnią w sposobie analizowania aktualnej sytuacji rynkowej czy politycznej. Bańka dotcomów, kryzys finansowy z lat 2007-2009, krach z 1987 roku czy Wielki Kryzys dla wielu inwestorów pełnią poważniejszą rolę niż użytecznych punktów odniesienia – stają się scenariuszami zgodnie, z którymi powinny toczyć się przyszłe załamania rynkowe. Przy takiej postawie analiza rzeczywistości jest brutalnie naginana by pasowała do wybranego wcześniej wzorca.

[Głosów:14    Średnia:4/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *