Pierwsza decyzja inwestycyjna

W Washington Post przedstawiono wyniki badań, które wskazują, że ludzie, którzy przeznaczają więcej pieniędzy na pozyskiwanie wolnego czasu (na przykład poprzez zlecanie czasochłonnych obowiązków domowych) wykazują większe zadowolenie z życia. Uprzedzę szydercze komentarze i dodam, że są to wyniki uwzględniające dochody, pozycję zawodową i sytuację rodzinną uczestników badań.

Ashley Whillans, współautorka artykułu Kupowanie czasu sprzyja zadowoleniu, powiedziała w wywiadzie dla Washington Post, że ludzie notorycznie nie radzą sobie z podejmowaniem decyzji zwiększających ich zadowolenie z życia. Wycenianie czasu jest zdaniem Whillans  dziedziną, w której jest to wyraźnie widoczne, być może wskutek rozdźwięku pomiędzy abstrakcyjną naturą czasu a materialną, namacalną naturą pieniędzy, w których trzeba wyrazić jego wartość.

W życiu podejmujemy sporo decyzji, których kluczowym elementem jest oszacowanie finansowej wartości czasu. Z reguły są to błahe decyzje, na przykład czy spędzimy 30 minut w taksówce czy 60 minut w komunikacji miejskiej? Inne decyzje są poważniejsze: czy kupimy droższe mieszkanie bliżej centrum i będziemy spędzać mniej czasu na dojazdach do pracy czy kupimy tańsze mieszkanie na peryferiach i będziemy dłużej dojeżdżać do pracy? Gdzieś po środku jest pewnie decyzja o tym czy zakontraktować weekendowe sprzątanie mieszkania.

Wyniki badań zespołu Whillans oraz innych badań, które przytoczyła Jenna Gallegos w Washington Post wskazują, że ludzie byliby bardziej zadowoleni gdyby wydawali większą część swoich dochodów na pozyskiwanie wolnego czasu. Szereg badań pokazał, że ludzie mają skłonność do niedoszacowywania negatywnych skutków dla zadowolenia z życia wynikających z długiego i uciążliwego dojazdu do pracy. Być może zgromadzono już wystarczająco dużo przesłanek by postawić ogólną hipotezę, że ludzie mają tendencję do niedoszacowywania wartości wolnego czasu gdy podejmują decyzje wymagające ustalenia jego finansowej wartości. Od balansu pomiędzy życiem zawodowym i prywatnym po rozdysponowanie domowych budżetów.

Idea, że ludzie nie zawsze podejmują decyzje maksymalizujące ich zadowolenie czy przybliżające ich do osiągnięcia postawionych celów jest jednym z fundamentów nauk behawioralnych. Naturalnie, to spostrzeżenie nie dotyczy jedynie szacowania wartości czasu ale całego wachlarza decyzji i obejmuje decyzje inwestycyjne.

Artykuł w Washington Post skłonił mnie do zastanowienia się czy duża liczba inwestorów nie podejmuje decyzji o aktywnym inwestowaniu zbyt pochopnie. Przy czym pisząc w tym tekście o aktywnym inwestowaniu mam na myśli codzienne lub niemal codzienne śledzenie rachunku, składanie zleceń i regularną lekturę informacji rynkowych.

Tadas Viskanta z bloga Abnormal Returns w 2011 roku stwierdził, że zdecydowana większość indywidualnych inwestorów nie chce być aktywnymi inwestorami. Codzienna obecność na rynku jest emocjonalnie i intelektualnie męcząca. Zwłaszcza jeśli jest traktowana jako dodatkowe zajęcie, drugi etat. Jednocześnie media finansowe, blogerzy i inwestycyjne media społecznościowe są skrzywione w stronę aktywnego, powiedziałbym hiperaktywnego inwestowania. Treści docierające do zwykłych indywidualnych inwestorów tworzone są przez ludzi relacjonujących poczynania zawodowych inwestorów albo przez zawodowych lub pół-zawodowych inwestorów łączących to zajęcie z komentowaniem rynków finansowych.

Moim zdaniem opisane wyżej skrzywienie może skłonić wielu indywidualnych inwestorów do wniosku, że aktywne, codziennie inwestowanie jest jedyną sensowną postawą zarządzania swoimi oszczędnościami. Taki wniosek jest nieuprawniony. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że w odniesieniu do większości indywidualnych inwestorów jest błędny. Negatywną konsekwencją takiego podejścia może być także odwlekanie przez wielu potencjalnych inwestorów decyzji o systematycznym oszczędzaniu i inwestowaniu wskutek przekonania, że wymaga ono codziennych nakładów pracy.

Fakty są takie, że istnieje wiele strategii, które mogą zaspokoić potrzeby inwestorów niezainteresowanych codziennym śledzeniem swoich rachunków. Kilka takich strategii opartych na idei systematycznego uśrednienia albo dopasowania (rebalansowania) portfela przedstawiono w dziale Edukacja w funduszowej strefie serwisu Bossa. Literatura inwestycyjna i zasoby internetowe mogą dostarczyć cały wachlarz opcji dopasowanych do oczekiwań inwestorów wobec złożoności i czasochłonności strategii inwestycyjnej.

Można spodziewać się, że w przypadku fundamentalnej decyzji definiującej sposób inwestowania na rynkach finansowych jesteśmy narażeni na podobne błędy do tych, które popełniamy w innych dziedzinach. Zidentyfikowane skrzywienia behawioralne, takie jak nadmierny optymizm wobec własnych kompetencji, preferowanie posiadania poczucia kontroli, niedoszacowywanie wartości czasu, preferowanie działania wobec bezczynności (by wymienić tylko kilka) mogą popychać indywidualnych inwestorów w stronę aktywnego, codziennego działania na rynkach finansowych. Takie podejście nie musi natomiast leżeć w ich długoterminowym interesie finansowym. Nie musi także optymalizować ich szeroko rozumianego zadowolenia życiowego (choćby przez czasochłonność). Dlatego moim zdaniem warto od czasu do czasu sprawdzić czy wybór sposobu inwestowania odpowiada naszym potrzebom finansowym i celom życiowym.

[Głosów:11    Średnia:3.8/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *