Inwestowanie w akcje – genialna metoda dla początkujących

Gdy wiele lat temu mój znajomy wprowadzał mnie w arkana handlu kontraktami terminowymi opowiadał mi, że na parkiecie giełdy chicagowskiej (CME) każdy nowy trader handlujący na rzecz jakiegoś brokera musiał przejść pewną ścieżkę, zanim dopuszczony został do pełnego handlu. Bez względu na posiadane środki (a zwłaszcza, gdy handlował pieniędzmi pożyczonymi) przez pewien czas mógł handlować jednym kontraktem, później dwoma, a w końcu trzema. Gdy przeżywał i udało mu się potwierdzić jako takie umiejętności nie miał już żadnych ograniczeń.

Ponieważ były to czasy, gdy dominował handlu w picie  traderzy musieli opanować system sygnalizacji ręcznej. W Polsce również należało go opanować gdy ubiegało się o licencję maklera na Warszawskiej Giełdzie Towarowej. Dla osób z Polski sygnalizacja ta wcale nie jest taka intuicyjna z uwagi na pewien element liczenia na palcach (o ile pamiętam ten wątek pojawił się chyba w jakimś filmie i zdradził, że ktoś jest Amerykaninem). Jeden oznacza wyprostowany palec wskazujący, dwa – to palec wskazujący i środkowy, ale – i tu dochodzimy do sedna – trzy to nie palec wskazujący, środkowy i serdeczny, ale mały, serdeczny i środkowy.

Spróbujcie szybko w ten sposób policzyć. Jeden, dwa, trzy, cztery. Sprawa zaczyna komplikować się jeszcze bardziej, gdy trzeba podać cenę (końcówkę) i liczbę kontraktów. Palce dość mocno się plączą. Wyraziłem wówczas przekonanie, że ów filtr umiejętności – czyli dopuszczenie do handlu kolejno jednym, dwoma, trzema i dopiero większą liczbą kontraktów – jest pochodną właśnie tego systemu liczenia. Choć to z kolei zakłada, że również dla Amerykanów ten sposób liczenia na palcach nie jest intuicyjny.

To jednak nie ma już większego znaczenia. W dobie rynków elektronicznych umiejętność sygnalizowania rękoma tego co robimy przydaje się już tylko wtedy, gdy łapiemy się za głowę przy wyjątkowo głupiej decyzji.

Przez wiele lat gdy ludzie pytali mnie o rady, jak zacząć handel na rynku kontraktów sugerowałem, żeby przez pół roku handlowali wyłącznie jednym kontraktem. Bez względu na to, ile posiadają środków. W tym czasie powinni przede wszystkim nauczyć się swoich własnych reakcji (bo metody i tak początkujący nie ma żadnej). W jaki sposób reagują na zyski, jak na straty. Czy są niecierpliwi, czy większy jest w nich element strachu, czy też chciwości.

W tym roku w ramach Letniej Szkoły Giełdowej organizowanej wspólnie przez Fundację GPW oraz Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych miałem zaszczyt poprowadzić pierwsze webinarium pod tytułem „Pierwsze kroki inwestora na rynku giełdowym”. Grupa docelowa była jasno określona – to osoby, które nie mają zielonego pojęcia o rynku. Trzeba ich dopiero powoli zaznajamiać z całą tematyką. Przy czym całość dotyczy nie rynku instrumentów pochodnych, ale starych, dobrych akcji.

W trakcie przygotowań wpadł mi do głowy GENIALNY pomysł. Gdybym posiadał choć odrobinę umiejętności sprzedażowo-couchingowo-blogersko-społecznościowych powinienem napisać coś o tym, ile czasu spędziłem na opracowaniu tej CAŁKOWICIE autorskiej, niemal w 100 PROCENTACH bezpiecznej METODY. Metoda opiera się na liczbie „trzy”. Rozumiecie więc Państwo już moje nawiązanie z poczatku tekstu do handlu jednym, dwoma ,trzema i dopiero większą liczbą kontraktów.

W tym momencie powinienem zaangażować jakiegoś marketingowca, obowiązkowo biegłego w social mediach, żeby opracował genialne i porywające hasło. To które wymyśliłem na potrzeby Letniej Szkoły Giełdowej – przyznaję, nie jest specjalnie porywające.

METODA 3/3

Przyznajcie sami. Wygląda tak sobie. No dobra, ale skoro mamy już całkowicie autorską i genialną metodę, to co dalej?

Ach, obowiązkowo powinienem wspomnieć, że jej opracowanie jest konsekwencją lat rozmów z wieloma inwestorami, nie tylko początkujacymi.

Nieco sobie dworuję, ale już zupełnie poważnie – faktycznie wydaje mi się, że byłby to bardzo dobry start. Dlaczego 3/3? Nie chodzi przecież o handel ręczny i kupowanie trzech akcji, bo prowizje w bezlitosny sposób pożarłyby kapitał. Odpowiedź jest banalna:

3 spółki

3 miesiące

Zanim wyjaśnię co to oznacza, spróbujmy określić, jakie są największe problemy dla kogoś, kto dopiero zamierza działać na rynku.

Po pierwsze – wybór spółek lub spółki do tego pierwszego portfela inwestycyjnego. Wielu edukatorów popełnia błąd braku perspektywy. Mówią lub piszą – naucz się jednej z dwoch metod analiz (technicznej i fundamentalnej) a następnie zrób selekcję spółek.

Niestety na początku drogi, sama nauka podstaw zajęłaby jakiś czas, a przecież niemal każdy z nas, kto zaczynał wie, jak bardzo jest się na początku niecierpliwym. Taki nowicjusz rzucony w ocean pięciuset spółek nie ma zielonego pojęcia, jaki znaleźć punkt zaczepienia.

Na koniec 1993 roku, czyli roku, w którym zaczynałem swoją przygodę z giełdą notowanych było 21 spółek. Chyba każdy z nas wtedy wiedział o tych spółkach niemal wszystko. Łącznie z nazwiskami prezesów. Teraz szukając jakiejś inwestycji sam mam problem z tym, jakiego klucza użyć.

Pierwszy element metody jest bardzo prosty. Wybierz sobie drogi początkujący inwestorze trzy dowolne spółki z rynku. Możesz rzucić lotkami w tabelę z nazwami. W niektórych eksperymentach tak robią małpy i mają później wyniki lepsze od profesjonalnych zarządzających. Możesz wybrać takie, których nazwy choć trochę coś ci mówią. Albo te, których usługi lub produkty ostatnio kupowałeś. Możesz skorzystać z rady Warrena Buffetta i wybrać przedsiębiorstwa z branż, które z nasz, bo na przykład w takiej pracujesz. W gruncie rzeczy nie ma to znaczenia.

Moja drobna sugestia – unikaj rynku New Connect. Skup się raczej na głównym parkiecie. Możesz nawet zawęzić swoją listę do spółek wyłącznie z indeksu WIG20. Jest szansa, że będziesz miał nudny portfel z dużymi, relatywnie przewidywalnymi spółkami. A może wolisz odrobinę pieprzu? Wybierz jedną z WIG20, drugą z mWIG40, trzecią z sWIG80. To już niemal dywersyfikacja. Nie przejmuj się tym słowem. Przyjdzie czas, że je zrozumiesz.

Masz już trzy wybrane trzy firmy. Doskonale. Nie chodzi o to, żebyś je natychmiast kupował.

Kwestia druga – dyscyplina. Dochodzimy do niesłychanie ważnego tematu. Ze względu na mnogość akcji, inwestorzy przeskakują z jednej na drugą. Wypatrują informacji, rekomendacji, żałują, że nie kupili czegoś co rośnie nieco więcej, niż to co wybrali. Ogarnia ich gorączka i szał. W tym wszystkim nie ma żadnego klucza, ani dyscypliny. Warto więc to w jakiś sposób ograniczyć. I tu drogi inwestorze kolejny element metody 3/3. Zostań ze swoimi trzema spółkami na trzy miesiące. Kolejny raz powtórzę – nie chodzi o to byś je kupił i przez trzy miesiące trzymał. Spróbuj raczej przez trzy miesiące dowiedzieć się o nich jak najwięcej.

To powinna być podstawa do nauki praktycznej rynku. Zobacz jakie mają wskaźniki. Spróbuj o tych wskaźnikach dowiedzieć się jak najwięcej – co one oznaczają, jak są interpretowane, jak wygląda to w przypadku podobnych firm. Sprawdź, co o twoich „wybrańcach” piszą analitycy, jakie wydają rekomendacje. Co oznaczają te wszystkie rzeczy, na które oni zwracają uwagę. Zostań cieniem wybranych przez siebie firm. Nie musisz dowiadywać się, jaki numer buta nosi prezes, ale sprawdź ich historię.

Weź ich wykresy i analizuj. Amatorsko i bez składu. Ale spróbuj się w ten sposób uczyć. Co się na nich dzieje. Jak reagował kurs na różne wydarzenia dotyczące wybranych przez ciebie firm. Czy są jakieś specyficzne i charakterystyczne zachowania. Czym są te wszystkie wskaźniki, w programach do analizy technicznej. Stań się filozofem rynku i zadawaj podstawowe pytanie – „dlaczego”.

Dlaczego coś się dzieje. Dlaczego się nie dzieje. Prowadź dziennik i zapisuj swoje przemyślenia. Stawiaj prognozy, interpretuj rzeczywistość.

Jeśli w miedzyczasie przyjdzie ci do głowy, że warto, którąś z nich kupić – zrób to. Zobacz w praktyce, jak wygląda cały proces. Obserwuj swoje zachowania na wzrosty i spadki. Patrz czy twoja obiektywna ocena, gdy nie miałeś spółki w portfelu nie zaczyna być obciążona faktem, że właśnie ją faktycznie posiadasz.

Codziennie poświęcaj przynajmniej piętnaście minut na to, żeby analizować twój mikroświat trzech firm.

Jestem przekonany, że w większości przypadków będzie to bardzo dobry trening. Nikt nie stanie się po tym jeszcze inwestorem czy spekulantem, ale na tyle skoncentruje się na tych wybranych przypadkach, że nie będzie bez ładu i składu skakał z akcji na akcje szukając „najlepszej inwestycji”. Być może też zacznie już wtedy formować swoje własne podejście. Czy bardziej jest skłonny do fundamentalnego spojrzenia na świat giełdowy, czy może technicznego.

 

[Głosów:14    Średnia:4/5]

9 Komentarzy

  1. Deo Gratias

    Mam lepszą strategię dla początkujących: kup KRU, na wykres nie zaglądaj. A najlepiej ustaw cykliczne zlecenie kupna co miesiąc. I tak do emerytury.
    Żaden fundusz, indeks, ani nawet W. Buffett nie pobije tej strategii.

    1. GZalewski

      Ale.. pamiętaj, że do tego, żeby nauczyć się cierpliwości i stabilności trzeba dojrzeć. Młodego inwestora rozrywa od środka, żeby coś robić, teraz, już, zarabiać, koniecznie, wybrać, coś, a może tamto.
      Więc Twoja sugestia i tak zostanie zignorowana przez niemal wszystkich, którym to poradzisz

  2. _dorota

    Doskonały wstęp do inwestowania, także dlatego, że gdyby miał być przestrzegany, to odsiałby 99% potencjalnych inwestorów 🙂 (liczbę osób, które potrafiłyby trwać przez trzy miesiące w białym małżeństwie z wybranymi akcjami oceniam optymistycznie na 1% populacji).

    W rzeczywistej rzeczywistości inwestorem zostaje się dlatego, że ktoś ze znajomych zaczął zarabiać na hossie.
    Widzę tu silne analogie z edukacją seksualną, ale w tym zacnym miejscu powstrzymam się od ich rozwijania 🙂

    1. GZalewski

      Ale to ładne porównanie z edukacją seksualną (myślę, że rozumiem o co Ci chodzi).
      I masz rację, że większość złamie te zasady. Zresztą niemal na każdym szkoleniu dla początkujących to powtarzam – cokolwiek bym Wam nie powiedział i tak nie posłuchacie.
      Mówię to głownie po to, żeby zakotwiczyć to zdanie w głowie i tym samym być może szybko wywołać refleksje "o! mówił o tym, że nie będę słuchał i faktycznie". Ona się przyda przy pierwszych większych kłopotach.
      nie wszystkim oczywiście

  3. Robert

    Jest taki cykl w GW pt. "Co byś powiedział sobie młodemu". Gdybym mógł się cofnąć do początku lat 90-tych powiedziałbym sobie mniej więcej to ,o czym pisze Grzegorz : mniej emocji , więcej rozumu , zrozum swoje reakcje, bądź cierpliwy , w swoich wyborach nie bądź taki szybki . Tylko tyle ,i aż tyle.

    1. GZalewski

      a młody i tak nie posłucha. W końcu tak właśnie to wygląda 🙂

      1. Robert

        Chyba ,że za tymi słowami stoi ktoś ,kto ma autorytet i wyniki. Ciężko o takich ludzi było w przeszłości , a i teraz – też niełatwo .

  4. madej

    Takie przedstawianie cyfr jak pokazano na ilustracji stworzono w konkretnym celu – do pokazania konkretnej liczby. A wynika z naszej fizjonomii – ruchy palcem serdecznym i małym nie są w pełni niezależne od pozostałych palców. Wiec dla pewności komunikacji taki sposób pokazywania liczb był bezpieczniejszy. System, jaki używaliśmy ucząc się liczyć na palcach wygląda tak jak wygląda właśnie dlatego, że lepiej służy nauce liczenia.

  5. Tomek

    zanim zaczniesz inwestować: https://blogi.bossa.pl/2012/04/19/az-18-procent-zarabia/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *