Przygotowania do kolejnej bessy

Zdecydowanie zwyżkowa sesja na WIG20 i indeks S&P 500 flirtujący z historycznymi szczytami to dobry moment by poświęcić trochę uwagi negatywnym scenariuszom.

Ze względu na cykliczność rynków finansowych nie potrzeba specjalnego pretekstu by rozważać czarne scenariusze ale jeśli ktoś koniecznie potrzebuje bodźca to zawsze może zwrócić uwagę na nieatrakcyjne wyceny na amerykańskim rynku akcyjnym. Choć powinien przy tym pamiętać, że o ile nieatrakcyjne wyceny mogą być przesłanką do oczekiwania niskich stóp zwrotu w przyszłości to nie sprawdzają się jako narzędzie łapania szczytów. Po przekroczeniu poziomu 30 przez wskaźnik CAPE Shillera w czerwcu 1997 hossa trwała jeszcze 2 i pół roku, w czasie których S&P 500 zyskał ponad 80% zanim przy poziomie CAPE 43,5 osiągnął szczyt.

Jason Butler, brytyjski doradca finansowy, opublikował w maju tekst w Financial Times, w którym opowiedział doświadczenie ze swojej pracy z marca 2009 roku. Jeden z jego zamożnych klientów był bardzo zaniepokojony 50% spadkiem na rynku akcyjnym a tym samym poważnymi stratami w akcyjnej części swojego portfela inwestycyjnego. Chciał sprzedać wszystkie akcje i przeczekać rynkowe turbulencje z boku. Butler zadał klientowi trzy pytania:

  • Czy ma wystarczająco środków (gotówki, depozytów) by pokryć swoje wydatki w najbliższych 2-3 latach?
  • Czy generalnie wierzy w zdolność systemu kapitalistycznego do kreowania bogactwa w długim terminie?
  • Czy horyzont inwestycyjny jego portfela przekracza 25 lat?

Klient Butlera odpowiedział twierdząco na wszystkie trzy pytania i wyszedł ze spotkania z doradcą finansowym z radą by zajął się kontrolowaniem swoich emocji a portfel inwestycyjny zostawił w spokoju. Niektórzy czytelnicy mogą zestawić uspokajające zachowanie Butlera z telewizyjnym wybuchem paniki Cramera z października 2008 roku, w którym wezwał do wycofania z rynku akcyjnego jakiekolwiek środków, których inwestorzy mogliby potrzebować w następnych 5 latach. Inni czytelnicy mogą zapytać co Butler robił w okresie kilkunastu miesięcy przed marcem 2009 roku i dlaczego musiał odciągać spanikowanego klienta od kapitulacji niemal w samym dołku bessy.

Przewrotność rynku akcyjnego sprawia, że zarówno uspokajająca postawa Butlera jak i panikarskie podejście Cramera mogły okazać się dobrymi lub fatalnymi radami: w zależności od zdolności adresatów tych rad do wprowadzenia ich w życie i w zależności od długości ich horyzontu inwestycyjnego. Z perspektywy czasu wzmocnionej przyjemnymi doznaniami dojrzałej fazy rynku byka wszystkie inwestycyjne rady udzielane w czasie rynkowej przeceny a zachęcające do zachowania spokoju i skupienia się na długim, kilkudziesięcioletnim horyzoncie inwestycyjnym wydają się mądre. Przynajmniej tak długo jak kapitalizm zachowuje zdolność do wytwarzania bogactwa w długim terminie. Rzeczywistość rynkowa jest dużo bardziej skomplikowana. Na pewnym etapie bessy, tego typu wskazówki przestają działać na dużą część inwestorów, którzy kapitulują w pobliży rynkowego dołka. Mało tego, rana emocjonalna związana z tą kapitulacją z reguły nie pozwala im wrócić na rynek przez długi czas i tracą okazję do odrobienia zrealizowanych strat.

Z drugiej strony wiadomo, że inwestorzy nie radzą sobie z próbami wyczucia rynku. Nie potrafią łapać szczytów i dołków. W dojrzałej fazie hossy, przy wygórowanych wycenach, perspektywa wyjścia z rynku i poczekania z boku wydaje się zarówno rozsądna jak i atrakcyjna emocjonalnie. Należy jednak pamiętać, że taka postawa może się wydawać atrakcyjna nawet na kilka lat przed rzeczywistym szczytem. Stanie z boku przez kilka lat w czasie hossy jest wyczerpujące emocjonalnie i tworzy ryzyko innego rodzaju kapitulacji – powrotu na rynek w obawie przed pominięciem kolejnej fali zwyżek.

Za Michael Batnick

Warto też pamiętać, że ewentualna bessa nie musi przypominać rynków niedźwiedzia, które duża część inwestorów ma w swojej pamięci: gwałtowne, ale relatywnie krótkotrwałe przeceny. Nie można traktować krachów z początku i końca poprzedniej dekady jako modeli przyszłych rynków niedźwiedzia – zarówno pod względem struktury spadków (zachowania poszczególnych sektorów czy poszczególnych klas aktywów) jak i towarzyszącego im otoczenia makroekonomicznego.

Poprzednie bessy albo inne gwałtowne przeceny mogą być natomiast cenną wskazówką dla inwestorów w kontekście ich ewentualnej reakcji na krach rynkowy w przyszłości. Moim zdaniem bardzo trudno zmienić w tym zakresie preferencje emocjonalne. Inwestorzy, którzy panikowali w latach 2008-2009 nie powinni oczekiwać, że w czasie kolejnego krachu będą wyspą spokoju na wzburzonym oceanie rynkowych emocji. Warto wykorzystać własne doświadczenia z okresów gwałtownych przecen by tak skonstruować portfel by ograniczyć ryzyko zrealizowania katastrofalnej straty. Dobrym punktem odniesienia będzie ostatnia bessa ale młodsi stażem inwestorzy mogą też wykorzystać mini-krach z sierpnia 2011 roku. Teraz jest odpowiedni czas na emocjonalne i merytoryczne przygotowanie się do następnej bessy (bez względu na to czy będzie za kilka miesięcy czy kilka lat) i opracowanie planu postępowania z portfelem inwestycyjnym na wypadek gwałtownej przeceny. Kluczowymi kryteriami przy tworzeniu planu na wypadek bessy powinny być rozsądnie szacowany poziom odpornosci na straty (najlepiej w oparciu o rzeczywiste doświadczenia) i realistycznie oszacowany horyzont inwestycyjny (w tym przypadku inwestorzy też mają skłonność do kierowania się myśleniem życzeniowym).

[Głosów:13    Średnia:4.3/5]

1 Komentarz

  1. pak

    W bessie to jest taki problem że z jednej strony są poniesione (niekoniecznie zrealizowane) straty i to na pewno działa mocno na inwestora/spekulanta – a z drugiej jest cały mocno-pesymistyczny sentyment rynkowy – media prześcigające się w ogłaszaniu samych pesymistycznych wieści, eksperci którzy zaczynają watpic w kapitalizm, rynek akcyjny – jest mowa ze jak indeksy pojda jeszcze bardziej w dól to się system finansowy swiatowy rozleci i nie zostanie nic itd. – w ogole to sa realne zagrozenia wydaje mi się – wiec tak naprawdę jest ryzyko ze te wszystkie akcje i pieniądze trafi szlag – chociaż minimalne…

    Co do planu odporności na przyszle straty – na pewno warto zastanawiać się nad tym – inna sprawa ze jak przyjdzie besska to automatycznie będzie trudno przestać myslec o tym. Mike Tyson cos takiego powiedział: ze każdy ma plan zanim dostanie w twarz:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *