Kilka technicznych wyzwań, vol. 4

Po krótkiej przerwie proponuję powrót do tytułowego cyklu i obiecuję jeszcze sporo interesujących i jak najbardziej praktycznych obserwacji statystycznych i technicznych.

Przypomnę motyw główny: analizuję 12 zasad technicznych traderki Lindy Raschke, jednej ze znanych w branży gwiazd, z którymi wywiady przeprowadzał w swoich 4 książkach Jack Schwager (seria książek o „Czarodziejach Rynku”)

ZASADA 4:

Im większe luki rynkowe, tym większe szanse na kontynuację i trend.

(W oryginale: The larger the market gaps, the greater the odds of continuation and a trend.)

Zapytałem kiedyś na twitterze Steve’a Burnsa, który te wszystkie zasady zebrał i opracował, czy posiada jakieś statystyki, które wspierają prawdziwość tej zasady. Niestety nie dostałem żadnej pozytywnej odpowiedzi, więc analizę danych z przyjemnością przeprowadziłem sam.

Najpierw króciutkie wprowadzenie. Luka to w analizie wykresów pusta przestrzeń między dwoma sąsiednimi świeczkami (lub słupkami, jak kto woli). Oznacza brak transakcji między minimum tej położonej wyżej, a maksimum świeczki poprzedzającej (luka wzrostowa) lub następnej (luka spadkowa). Wokół niej zbudowano kilka teorii inwestycyjnych. Jedna z nich mówi o tym, że luka to silny impuls, który poprzedza dalszy ruch w tym samym kierunku, w którym ona powstała (innym teoriami na jej temat zajmiemy się później). Raschke twierdzi, że im owa luka większa, tym większe szanse, że owa kontynuacja nastąpi, co pozwoli rozwinąć się trendowi.

Sprawdziłem więc tę tezę na danych dziennych indeksu S&P 500, Raschke bowiem lubi operować kontraktami terminowymi na ów indeks. Ściągnąłem dane od 1970 roku z bazy http://bossa.pl/notowania/metastock/. Sprawdzałem tylko luki wzrostowe i powstające po nich tendencje dalszego wzrostu cen. To bowiem inwestorów interesuje najbardziej.

Najmniejsza luka ma na tym indeksie wymiar 0,01 punktu. W sumie program naliczył ich 172 sztuk do 21 czerwca 2017. Zaskakująco niewiele. Czasem przez miesiące nie powstawały żadne pomimo wzrostowego rynku.

Testowałem je zgodnie z zasadą powyższą, czyli jak wielkość luki wpływała na ruch, który po niej następował. I muszę przyznać, że w tym przynajmniej przypadku indeksu Raschke ma sporo racji.

Wielkość luk liczyłem w punktach, chociaż prawidłowo powinienem liczyć je w procentach. Zrobiłem jednak właśnie tak z 2 powodów:

– najmniejsze luki o wielkości 0,01 punktu w procentach wyglądają jak niezauważalne,

– inwestorzy widząc lukę na wykresie nie liczą jej udziału procentowego w trendzie; raczej porównują jej optyczną wielkość bezwzględną, czyli w punktach, i wizualnie, nie procentowo, porównują do najbliższych słupków.

Pierwsza symulacja pokazała mi co można ugrać wchodząc na rynek przez zakup indeksu na zamknięcie tej świeczki, która wystąpiła po każdej luce wzrostowej w historii. Badałem o ile ruszył się rynek po 5 sesjach (na zakończenie 5-tego dnia). W sumie wyszło 328,63 pkt.

W drugiej kolejności sprawdziłem zamknięcie tych transakcji po dłuższym czasie, czyli po 25 sesjach (a więc po miesiącu), i tu znaczna poprawa bo w sumie luki zrobiły 1122,97 punktów. Jest moc.

Zrobiłem następnie test prostej inwestycji:

– kapitał początkowy 2000 USD,

– wchodzimy za całość na zamknięcie sesji po każdej luce,

– zamykamy na koniec 25 sesji po tym zdarzeniu (czyli trzymamy miesiąc).

Taka strategia zarobiła 322%, z trafnością 64%. Wykres krzywej kapitału poniżej:

Jak widać wszystko szło powoli, ale w miarę dobrze, aż do ostatniego kryzysu z lat 2007-2009. Wzór się gwałtownie załamał, luki w górę były pułapkami, które generowały straty. Wszystko się ponownie i raptownie odwróciło niemal na samym początku obecnej hossy. Od 23 marca 2009 luki pracują dość ładnie, dając zyski. Natomiast wyliczony zysk jest dość umowny, nie da się bowiem w każdą lukę zainwestować 100% kapitału. Czasem bowiem pojawia się jedna luka za drugą, kiedy już jesteśmy na rynku. Moim zamiarem było jednakże policzenie pełnego wpływu wszystkich powstałych luk. Zarządzanie kapitałem ma tutaj wprawdzie kapitalne znaczenie, ale nie chodziło w tym przypadku o budowanie strategii, lecz sprawdzenie wpływu luk na przyszłe notowania.

Następnie próbowałem wpływy różnej wielkości luk, badając zmiany cen po miesiącu (25 sesji). Bez powodzenia w zasadzie, ruchy po coraz większych lukach nie były specjalnie dłuższe, wręcz przeciwnie. Aż doszedłem do wielkości luki 2,5 pkt i tu niespodzianka. W zasadzie w przedziale wielkości luki od 2,5 do 3,5 punktu zrobił się gwałtowny skok – zakres ruchu w górę w kolejnym miesiącu po jej zaistnieniu zwiększał się nawet 5-cio krotnie w porównaniu do średniej zmiany rynku po każdej luce testowanej na wstępie! Trafność tylko lekko spadła do 60-62%. Choć oczywiście ilość luk tego typu zmalała do około 20-stu kilku. Siłą rzeczy jest ich więcej w ostatniej dekadzie, ale rozkład zysków i strat pokazuje, że ostatni kryzys na giełdach były również i dla nich złym okresem.

Krótko podsumowując: jeśli na rynku nie panuje bessa, luki dają całkiem nieźle zarobić w krótkim i średnim terminie. I rzeczywiście im większa luka liczona w punktach (wartość bezwzględna) tym ruch rynku po niej mocniejszy. Ale dopiero po osiągnięciu pewnego pułapu rzędu 2,5-3,5 punktu na indeksie.

Ponieważ temat luk wydał mi się ciekawy, mamy przecież ich sporo rodzajów i na różnych rynkach, więc zabawy z danymi pojawią się również w kolejnym wpisie.

–kat—-

[Głosów:5    Średnia:3.2/5]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *