Polityka na giełdowych salonach

Kiedy coraz bardziej zwaśnione stronnictwa obywateli prowadzą między sobą polityczne spory, które siłą rzeczy dotykają spraw gospodarczych, nie może to pozostać obojętne dla ich decyzji inwestycyjnych.

Takich właśnie wniosków dostarczają obserwacje w USA po wyborach obecnego prezydenta. Można jednak założyć, że podobne zjawisko dotyczyć będzie każdego innego kraju, w którym polaryzacja stanowisk pogłębia się wraz z rosnącymi radykalizmami, nacjonalizmami i populizmami, których nowa fala pojawiła w ostatnim roku. Proponuję prześledzić poniżej amerykańskie dane obrazujące jak inwestorzy dali się wciągnąć w wir politycznych naparzanek, które znajdują potem wyraz w ich wyborach i oczekiwaniach. Co po raz kolejny zaprzecza akademickim tezom o racjonalności podejścia homo sapiens do giełdowych analiz i związanych z nimi decyzji.

Dane owe pochodzą z cyklicznej (co pół roku) ankiety, przeprowadzanej wśród 750-ciu posiadaczy minimum 1 miliona dolarów (8% społeczeństwa), których przepytuje CNBC na okoliczność finansowych wyborów, publikując to jako CNBC Millionaire Survey. Jak nietrudno się domyślić, wśród nich są zwolennicy bądź to Demokratów, bądź Republikanów, a ich najnowsze preferencje silnie kształtuje stosunek do obecnego, najważniejszego mieszkańca Białego Domu. Pokażę tylko niektóre z ze statystyk, jakie powstały pod koniec 2016 roku, kilkanaście dni po wyborach, gdy indeksami rządziła Trump-hossa.

77% Republikanów wierzy, że indeks S&P 500 wzrośnie w 2017 roku. Taką wiarę przejawia tylko 38% Demokratów.

72% Republikanów prognozuje silniejszą gospodarkę w najbliższej przyszłości (a pewnie jest co odrabiać, gdy Ameryka w ruinie – dopisek mój). W rozwój gospodarki zainwestowało swe głosy już tylko … 15% Demokratów.

28% Republikanów deklaruje zwiększenie swojego zaangażowania w akcje. Podobnego działania pragnie dokonać 10% Demokratów, ale za to 22% z nich ma zamiar … zmniejszyć swoje pozycje w spółkach giełdowych.

Za to aż dwukrotnie więcej Demokratów (25% pytanych) prawdopodobnie zwiększy swoje krótkoterminowe inwestycje, co w planach ma 12% Republikanów.

79% Republikanów oczekuje stopy zwrotu z własnych aktywów na poziomie 4% lub wyżej w 2017 roku. Tego typu oczekiwanie przejawia z kolei 52% Demokratów. Średnio 27% milionerów z wszystkich stronnictw spodziewa się wzrostu nawet powyżej 6%.

13% Republikańskich zwolenników planuje zmniejszyć swój stan posiadania wartościowych kruszców, na tle 6% Demokratycznych wyborców.

Średnio 62% ogółu milionerów ma przekonanie, że Trump jest dobrym wyborem dla gospodarki. Ale tak mówi aż 92% Republikanów i tylko 18% Demokratów. Dla porównania 43% milionerów głosowało na Clinton, a 42% na Trumpa.

Za największe zagrożenie dla swoich majątków 45% Demokratów uważa dysfunkcję obecnego rządu. Co ciekawe i Republikanie mają takie obawy! A dokładnie 21% z nich. Co być może nie jest aż tak zaskakujące jeśli wziąć pod uwagę, że wielu wyborców prawicowych potępiała Trumpa podczas kampanii wyborczej.

Prawdziwa przepaść dzieli w aspekcie poglądu na temat tego, czy nierówności w dochodach obywateli są problemem dla kraju. 27% Republikanów nie widzi w tym żadnego zagrożenia, i co nie jest pewnie dziwne, aż 88% Demokratów jest przeciwnego zdania.

10% Demokratów i 11% Republikanów deklaruje, że najwięcej zainwestuje w sektor opieki zdrowotnej w 2017 roku. Generalnie ponad 70% wszystkich z nich deklaruje, że opieka zdrowotna jest w chwili obecnej najważniejszym problem, potem idzie polityka zagraniczna, a po niej podatki i wydatki rządowe.

Jeśli dojdzie do obniżki podatków to 40% warunkowo zainwestuje wówczas w giełdę.

Może kogoś to zaskoczy, ale istnieje jeszcze trzecia grupa nazywana umownie Niezależnymi, których również przepytywano, ich odpowiedzi pozostają jednak nieco w tle tego badania, więc ich nie przytaczam.

Zapewne nikogo nie dziwią za to wymienione wyżej proporcje między obiema grupami, które w tych ankietach się pojawiły. Sympatie i antypatie polityczne to silny bodziec dla nastrojów tych wszystkich inwestorów, którzy się w politykę angażują w sferze nie tylko realnych działań (donacje), lecz przekonań, nadziei i emocji. Dodatkowo duże pieniądze muszą lub chcą się liczyć z sytuacją gospodarczą i polityczną, robiąc średnio i długoterminowe plany, a nie stawiając na trading. Trzeba przy tym również wziąć pod uwagę, że amerykańskie przywiązanie do wartości państwowych ma dużo mocniejszy charakter niż gdzie indziej na świecie, stąd mocne przełożenie na odczucia i nastroje.

Jednak nadmierny politycznie entuzjazm i wiara w moc człowieka, który został prezydentem, to wcale nie jest dobry wyznacznik decyzji, oczekiwań i działań finansowych. Rodzi zwykle nadmierny optymizm, przeszarżowanie z ryzykiem, i skrzywienia poznawcze typu błąd potwierdzenia, czyli nasz wygrał, piekła nie ma. Jeśli ma to przełożenie na obroty i wyceny giełdowe, to zdaje się, że ta miłość już się zdążyła gwałtownie zmaterializować. Przy obecnych wycenach akcji w USA nie zostało specjalnie dużo miejsca na to, by rynek się odwdzięczył zyskami proporcjonalnymi do entuzjazmu. Stąd obstawiałbym raczej, że to chłodne oceny demokratycznych zwolenników wyjdą im tym razem na dobre.

Ale zostawmy te problemy im samym. Nie ma też co przeceniać ich wpływu na koniunkturę giełdową, ani w jakiś specjalny sposób ich naśladować w zakresie decyzji giełdowych. Zresztą życie i statystyki pokazują, że ten entuzjazm z czasem gaśnie, a liczyć się będzie to, co rzeczywiście zachodzi w gospodarce i to, jak korporacje same adaptują się do sytuacji. Polityka jako wyznacznik nastrojów i decyzji bywa raczej niebezpieczna dla wyników inwestycyjnych i zdrowia mentalnego, co potwierdzają zresztą fachowi obserwatorzy.

Przepytywanie milionerów to część amerykańskiego kultu bogactwa i snu o sukcesie, odrobina luksusu intelektualnego dla klasy średniej, zapatrzonej w kastę najbogatszych, do której aspiruje. Wprawdzie aby się kwalifikować do ankiet odpytywani muszą albo sami podejmować decyzje finansowe, albo być współdecydującymi, ale to wcale nie znaczy, że bogactwo jest dobrym wyznacznikiem znajomości giełdowych mechanizmów. Inwestowanie to bardzo demokratyczna działalność, nawet pucybut może być doskonałym inwestorem i analitykiem. Natomiast żadne pieniądze i żaden zawód nie predysponują do lepszego odgadywania przyszłości. Stawianie milionerów w roli giełdowych przewodników to tzw. efekt halo, czyli produkowanie złudzenia, że z samego tytułu bogactwa można być ekspertem we wszystkich sprawach finansowych.

Być może wielu z nich samych również ulega kolejnemu złudzeniu, które każe wierzyć, że jeden z klasy jeszcze wyższej – miliarderów – jest najlepszym wyborem na najwyższe stanowisko w kontekście gospodarki, chociaż jego predyspozycje na wielu polach są co najmniej wątpliwe. W kwestii giełdy jednak, ślepa wiara i silne emocje mają zwykle raczej autodestrukcyjne znaczenie. Trzeba raczej nauczyć się akceptować zdarzenia o każdym zabarwieniu, to część treningu emocji. Czasem nawet nagroda może cierpko smakować, jak być może Buffettowi, który stał się jednym z największych beneficjentów Trump-hossy, chociaż w kwestii politycznej stał aktywnie po przeciwnej stronie. Jeśli ktoś potrzebuje jednak słodkiej zemsty dla wyrównania burzy hormonów, istnieją inne sposoby. Bogaci Amerykanie dali temu upust, przestając choćby kupować odzież z kolekcji córki prezydenta. Całkiem niezły sposób, by wyrazić swoje zdanie ….

—kat—

[Głosów:4    Średnia:4.3/5]

1 Komentarz

  1. Guzek

    Odnośnie ostatnich 2 zdań – to tak właśnie przestali kupować: http://www.independent.co.uk/news/world/americas/ivanka-trump-fashion-brand-record-shells-clothing-line-nordstrom-retail-boycotts-a7618001.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Proszę podać wartość CAPTCHA: *